I

33 1 0
                                        

- To chyba nie był dobry pomysł.

- Nie zrzędź znowu, Dan!

Ma podstawy, żeby zrzędzić. Zakradanie się kanałami nie jest najwybitniejszym sposobem, żeby dostać się na Vice Street.

- A co, jeśli ktoś nas zobaczy? Przecież ta ulica jest zamknięta.

- Dan!

Matt traci już do niego cierpliwość. Z jednej strony nie było nic dziwnego w tym, że Dan się niepokoi, w końcu jest młodszy, grzeczniejszy. Ma swoją dziecinną niewinność, która potrafi sprawić, że boi się nawet zjeść ciastko przed obiadem. Ale Matt wcale nie prosił go o towarzystwo. Tak naprawdę wcale nie chce spędzać czasu z dzieckiem. W końcu on ma trzynaście lat, jest już dorosły.

- Daleko jeszcze? Boję się, Matty.

Starszy gwałtownie się zatrzymuje. Jego dłoń formuje się w pięść, którą następnie mocno zaciska. Zastanawia się, jakie konsekwencje by poniósł, gdyby go teraz uderzył. Przez moment naprawdę wierzy, że tylko o tym myśli, że tak naprawdę tego nie zrobi. Do momentu, gdy Dan zaczyna szlochać. Dokładnie wtedy przekonuje się, jak wielką ma ochotę mu przyłożyć. Cały czas, kiedy się od tego powstrzymywał, był tylko kwestią czasu, podczas którego rosła skala siły, z jaką to zrobi.

- Zamknij się! – krzyczy i dosadnie zadaje cios w dziecięcą twarzyczkę zaciśniętą pięścią. – Zamknij się! Zamknij się! Zamknij!

Powtarza to w kółko, choć nie ma już takiej potrzeby. Dan upadł; starszy mógłby przysiąc, że usłyszał głuchy huk, gdy głowa młodszego bezwiednie uderzyła o beton. Małe ciało leżące u jego stóp zdaje się nie mieć w sobie życia. Ręce Dana są szeroko rozrzucone, nie rusza się, oczy ma zamknięte.

Matt wciąż jest odwrócony tyłem do niego; boi się co może zobaczyć gdy się odwróci. Jest przekonany, że go zabił; normalnie Dan już dawno zacząłby płakać. Siedmiolatki to przecież takie płaczki.

W jego głowie kreują się najczarniejsze scenariusze; jednym z nich jest obraz chwili, w której rodzice dowiadują się, że Dan nie żyje; a dokładnie, że nie żyje przez niego.

Ale przecież wcale nie muszą się dowiadywać...

W końcu decyduje się odwrócić w jego stronę. W ciemności ledwo cokolwiek widać, lecz udaje mu się dojrzeć krew cieknącą z nosa młodszego. Stoi sparaliżowany, nie ma pojęcia co powinien zrobić. Nie może zadzwonić po pogotowie. Wszyscy się dowiedzą, że to jego wina. Nie powinien też go tutaj zostawiać, bo wtedy będą pytać gdzie jest Danny. Kłamstwo ma krótkie nogi, a on zdążył się już o tym przekonać. Drapie się po głowie i robi krzywą minę. Kurwa, myśli. Kurwa, kurwa, kurwa!

- Wstawaj Dan, nie rób scen – mówi jedynie.

Dan nie wstaje, jednak Mattowi się wydaje, że młody poruszył dłonią.

- Ha! Widziałem, jak się ruszyłeś! Przestań wydziwiać i chodź, nie mamy czasu.

Jednak mu się nie wydawało. Dan wydaje z siebie cichy jęk i odwraca głowę, odzyskuje przytomność. Mimo wszystko wciąż nie otwiera oczu, a krew nie przestaje lecieć. W końcu unosi rękę i chwyta się za obolałą głowę.

- Matty – mówi Dan słabym głosem – co się stało?

- Przywaliłem ci – odpowiada dumnie starszy. – Ale spokojnie, sam się o to prosiłeś. No wstawaj, ile jeszcze mam czekać?

Dan posłusznie robi to co mu się każe, choć trochę to trwa. Podnosi się z betonu jakby na barkach dzierżył pięciusetkilowy ciężar. Nie myśli o pierwszych słowach Matta; nie chce tego robić. Rozmyślanie takich kwestii zazwyczaj kończy się płaczem, a Matty jest zły, kiedy on płacze.

- Możemy wrócić do domu? – pyta, kołysząc się na nogach.

- Żartujesz sobie? Jesteśmy już blisko, musimy iść dalej. – W jego głosie można usłyszeć szczere zdziwienie. Wie, że Dan mógł się trochę źle poczuć po tym jak mu przywalił, ale żeby od razu wracać?

- Dobrze, Matty.

Matt przytakuje, szybko się rozchmurza; od zawsze tak było, gdy ktoś był mu posłuszny i robił wszystko po jego myśli.

- I o to chodzi. – Wykrzywia twarz w półuśmiechu, mierzwiąc włosy młodszego. – Znowu będziesz beczeć?

Dan kręci głową z jeszcze szerszym uśmiechem.

- Super. – Ruszył pewnie przed siebie, zostawiając małego za sobą. Wiedział, że go dogoni; zawsze za nim biegł. – Jak wytłumaczysz mamie krew z nosa?

- „Upadłem."

- Grzeczny braciszek.  

Nie mów nic mamieStories to obsess over. Discover now