01.01.2017
Pobudka. Szkoła. Nauka. Sen. I tak w kółko. Moje życie chyba nigdy nie było nudniejsze. Codziennie budzę się z coraz mniejszą chęcią do życia. Popadłem w rutynę, nie zdając sobie z tego sprawy. Codzienność naprawdę dobija. Uczę się tylko dlatego, by w przyszłości mieć w ciul kasy, poślubić piękną żonę, i założyć własną szczęśliwą rodzinkę. Dzięki tej myśli, jeszcze mam ochotę na tą pieprzoną codzienność.
Jadłem właśnie śniadanie (płatki czekoladowe, czyli to co zawsze) gdy mój telefon zawibrował.
Od: Niall
Słuchaj stary, nie dam rady dziś po ciebie podjechać, musisz iść sam. Pamiętaj, że kocham x
Niall był moim przyjacielem od trzech lat. Poznaliśmy się, gdy w męskiej ubikacji zabrakło papieru toaletowego, a on musiał za potrzebą. Pożyczyłem mu wtedy chusteczki. Pamiętam, jakby to było wczoraj.
Nie mam zbyt wielu znajomych. Ci, którzy mnie kojarzą mają mnie za tego "dziwaka z dobrymi ocenami, który nigdy się nie odzywa".
Cóż, taki los.
Kończąc dzisiejsze śniadanie, odpisałem przyjacielu szybkie "Okej" i ruszyłem jak zawszę w stronę miejsca gdzie studiowałem.
Ubrany na cebulkę, spojrzałem na zegarek. Kurwa. Jest za piętnaście, nie zdążę.
Postanowiłem skręcić w wąską niezamieszkaną uliczkę, na której "dzieją się dziwne rzeczy". Ludzie ostrzegali mnie kiedyś przed nią i opowiadali przeróżne historię. Naprzykład, że gdy dwie pijane nastolatki wracały z imprezy, zniknęły na jakiś czas. Po dwóch dniach znalazione zostały w jednym z nieczynnym sklepów, nie żywe, a przed tym prawdopodobnie wielokrotnie zgwałcone.
Absurd.
Jak dobrze, że mam w dupie te opowiadanki. Nie ufam ludziom.
Przed skrętem do uliczki, zatrzymał mnie kudłaty pies. Podszedł do mnie i zaczął sikać mi na nowo zakupione buty.
Kurwa? Naprawdę? Gorzej być chyba nie może.
Nie miałem czasu się tym zbytnio przejąć, więc kopnęłem lekko psa, po czym włożyłem słuchawki w uszy puszczając Depeche Mode, i pewnym krokiem ruszyłem ścieżką.
Ulica była zaciemniona. Nic dziwnego, wielkie budynki całkowicie zasłaniały słońce. Śmierdziało tu benzyną i gnijącym ciałem.
Nie pytajcie skąd znam ten drugi zapach, to nie istotne.
Szybkim krokiem minąłem stary bank. Czy mi się wydaję, czy tam paliło się światło?
Nieistotne.
Podśpiewując pod nosem, droga minęła mi bardzo szybko. Byłem na miejscu pięć minut przed czasem.
Zdecydowanie częściej będę chodzić tą ulicą.
Lekcję minęły mi szybko. Jak zawsze, zresztą. Gdy wyszedłem było już całkowicie ciemno. Czego się spodziewać, przecież jest zima. Bardzo mroźna.
Chciałem czym prędzej być w domu, więc nawet się nie zastanawiając, poszłem "zakazaną ulicą".
Było jak wcześniej. No może trochę mrocznej.
Zastanawiając się nad sensem życia, ujrzałem palące się światło. Więc się nie myliłem, tam naprawdę ktoś był. Podeszłem bliżej.
Usłyszałem strzał. Drugi. Potem jakieś krzyki.
Przestraszyłem się, ale nie zamierzałem się cofać.
Podeszłem bliżej by sprawdzić co się dzieję. Dobrze, że mieli przeźroczyste szyby.
To co zobaczyłem przez szyby, przeraziło mnie. Przy wejściu leżała wykrwawiająca się, starsza kobieta. Podeszłem bliżej, chciałem jej pomóc.
Wyciagłem telefon w celu zadzwonieniu na policję.
Usłyszałem rozmowę paru mężczyzn. Schowałem komórkę. Chciałem uciec, ale byłem zbyt sparaliżowany.
-Co powiedział szef? - odezwał się jeden z nich.
-To co zwykle. Bierzemy kasę i spadamy. Jest ostatnio zbyt surowy. Kutas.
Wtedy mnie ujrzeli. Ruszyłem pędem w stronę wyjścia.
-Szefie, ktoś tu jest! Łapać go!
Biegłem co sił, ciężko oddychając. Pieprzone zapalenie płuc! Słyszałem że ktoś mnie dogania. Nie odwracałem się.
Po krótkiej chwili, ktoś złapał mnie za szyję i pchnął na stary budynek. Mocno uderzyłem. Z głowy ciekła krew.
Tajemnicza osoba, zaczęła ciągnąć mnie za nogę, do miejsca zdarzenia.
-Szefie! Ktoś tu był! - wskazał na mnie.
Zza pojazdu wyłonił się umięśniony mężczyzna o jasnych niebieskich oczach. Był porażająco przystojny.
-Witaj. - zwrócił się do mnie miło. Następnie podszedł do mnie, waląc mnie otwartą pięścią w twarz. Syknęłem z bólu. - Co tu robisz, gówniarzu?
-Po prostu przechodziłem. - z trudem odrzekłem.
-Poprostu przechodziłeś? Nie pierdol, nikt nie zapuszcza się w te strony. Gadaj, kto cię przysłał? - Jego głos był pełen jadu.
-Szefie, nie lepiej go odstrzelić? - Spytał mężczyzna trzymający mnie.
- Masz rację, odstrzelić. - kiwnął głową na faceta trzymającego broń
Nie. Nie. Nie. Moja historia nie może się tak skończyć. Nie!
-Stop! - krzyknął ich szef. - Myślę, że może nam się jeszcze przydać.
Jedyne co pamiętam, to to, że wpychnęlli mnie do czarnego wana. Przed oczami pojawiły mi się mroczki. Zemdlałem.
ESTÁS LEYENDO
Baby I'm worth it || Larry Stylinson
FanfictionHarry Styles jest bardzo inteligentnym i ułożonym 20-latkiem. Pewnego dnia zostaje porwany przez miejscową mafię. Jej szefem jest niebieskooki Louis Tomlinson, który z początku jest ostry dla Harry'ego. Wszystko zmienia się, gdy starszy zaczyna tros...
