Help

195 19 27
                                        

Wyświetlacz budzika zaczął migać o godzinie 4 nad ranem. Gdyby nie to, że z głośników wydobywała się powoli piosenka Radioactive, Samantha spałaby ze smakiem. Niechętnie wstała z ciepłego wygodnego łóżka hotelowego i odrzuciła od siebie śnieżnobiałą kołdrę z logo Hilton Hotels, dopuszczający tym samym do tego, że  chłodne powietrze otuliło jej nogi. Szybko wyskoczyła w stronę krzesła, gdzie leżał jej ciemnoszary szlafrok i zarzuciła go na siebie. Powoli powędrowała w stronę łazienki i po drodze wstawiła wodę w czajniku. Spięła włosy w luźny kok, umyła zęby pod prysznicem i założyła na siebie stajenne ciuchy. Mimo tego, że były to robocze ubrania, ciemne spodnie doskonale podkreślały jej długie i zgrabne nogi, a granatowa bluza idealnie przylegała do smukłego ciała Sam. Spoglądając na zegarek, który wskazywał 4:37, wyskoczyła z zaparowanej łazienki i udała się w kierunku zagotowanej już wody. Wyjęła z szafki kubek termiczny i wsypała do niego 3 łyżeczki ulubionej kawy zalewając ją szybko do połowy wodą, następnie mlekiem. Sprawdziła pośpiesznie czy z rodzicami w sąsiednim pokoju jest wszystko dobrze, założyła sztyblety i zawołała swojego psa, Mike'a, który uwielbiał rano chodzić na spacery. Cicho zeszła schodami na dół i niechętnie wyszła przez wielkie szklane drzwi na zewnątrz, popijając ciepły napój. Wsiadła do swojego Land Rover'a i ruszyła razem ze swoim młodym owczarkiem w stronę stajni. Mijając rozległe, zielone łąki spowite poranną mgłą, rozmyślała nad konkursami które ją czekają jutro. One Step jedzie jako siódmy w 135, Little Cruz będzie w tym konkursie czterdziesta, a razem z Ton Chanson czeka ją konkurs 165 późnym popołudniem. Dzisiaj zaplanowała dwa lekkie treningi dla Step'a i Cruz, a Chanson pójdzie z nią na lekki spacer wokół ośrodka.
Dotarła do celu po 13 minutach. Znalazła miejsce parkingowe z niewielką pomocą ochroniarza, któremu wcześniej musiała pokazać białą opaskę zawodnika, wysiadła z szarego samochodu i ruszyła w stronę areny A, gdzie ustawiali już parkur na niższe konkursy. Chwilę popatrzyła na kolorowe przeszkody, zaspanych parkurowych chodzących z drągami, miarkami, stojakami i drzewkami, rzuciła okiem na budkę sędziowską, w której panowało już lekkie zamieszanie i spoglądając na swój telefon udała się w stronę stajni A, gdzie stały jej konie. Po chwili odszukała miejsca pobytu gniadej Chanson, karego Step'a i jasnej Cruz. Podczas mieszania pasz myślała o tym, co ją czeka na dzisiejszych treningach i jutrzejszych startach.
Stwierdziła, że zacznie rozdawać jedzenie i udała się do boksu Siwej, 7 letniej Little Cruz razem z wiaderkiem pełnym muesli, owsa, granulatu i z odrobiną dodatków paszowych. Klacz przywitała ją, a raczej jej wiaderko, z wielkim zadowoleniem i od razu rzuciła się na żłób, do którego dziewczyna wrzuciła paszę i małe jabłko, które zabrała ze swojej dużej, ciemnej paki. Pogłaskała Siwą po szyi i wyszła z boksu zamykając go za sobą. Nakarmiła pozostałe konie i ruszyła z wiaderkiem w stronę kranu gdzie mogła nalać wodę dla koni. Na końcu stajni zobaczyła młodego mężczyznę, mógł mieć 24 lata. Samantha spojrzała na niego i uśmiechnęła się widząc, że on robi to samo. W ciszy, dyskretnie spoglądając na niego, odkręciła kran i czekała, aż woda naleci do odpowiedniego poziomu. W ciszy oddaliła się z wiadrem wody do boksów swoich koni.
Nie miała luzaków, nie potrzebowała ich. Sama świetnie dawała sobie radę, a przynajmniej tak myślała. W połowie drogi zatrzymała się, odstawiła ciężkie wiadro na ziemię i potarła lekko obolałą rękę z czerwonym śladem po wrzynającym się uchwycie wiadra. Wzięła je w drugą rękę i doszła do boksu ogiera. Wlała wodę do jego wiadra wiszącego na ścianie pomieszczenia i wyszła, zamykając za sobą drzwi. Odwróciła się tyłem do boksu i podskoczyła nagle, wystraszona obecnością człowieka za jej plecami.
-Rick Evans-podał jej rękę wcześniej odstawiając dwa wiadra pełne czystej, chłodnej wody.
-Sam-odpowiedziała zdziwiona dziewczyna-Samantha Grey.
-Widziałem, że masz jeszcze dwa konie do napojenia i zdecydowałem, że pomogę.
-Em... Dziękuję-odparła po chwili namysłu.
Chłopak chwycił wiadro i zapytał:
-Gdzie stoją pozostałe dwa konie?
-Ta Siwa i Gniada zaraz obok wyjścia.
Rick szybko obszedł oba boksy wlewając czystą wodę i stanął przed Samanthą, która odpowiedziała:
-Dziękuję.
-Na prawdę nie ma sprawy, służę pomocą. Te 3 boksy na przeciwko twoich zajmują moje konie.-Powiedział i odszedł nalać wodę dla swoich koni.
Samantha ruszyła w kierunku restauracji gdzie miała zamiar zjeść śniadanie.

~~~~
Witam wszystkich którzy przeczytali pierwszy rozdział. Dzielcie się pomysłami i uwagami w komentarzach. Niedługo 2 rozdział ❤️

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Jan 06, 2017 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

VariableOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz