Wejście Główne

29 0 2
                                        

Zanim otworzyłem oczy i powitałem kolejny dzień w piekle. Do moich nozdrzy dobiegł obrzydliwie słodki smród fekaliow i rozkładu. Nie była to dobra pora na tłumienie odruchów fizjologicznych, nie była to dobra pora na cokolwiek. Momentalnie skręciło mnie w żołądku i mrok poraz kolejny przyslonil mi światło, te ledwo przebijajace się przez skronie ponieważ nawet jeżeli bardzo tego pragnąłem- zasnąć bym nie mógł. To, co jakimś cudem miałem w żołądku powitało dzień zanim sam to zrobiłem. Leżałem teraz twarzą w swoich rzygowinach... Nienawidziłem się za to ale jednocześnie wiedziałem, że teraz może być tylko lepiej. O ile to możliwe.

Nadszedł moment by wrócić do żywych, przyjąć wyzwanie ze światem i podnieść rękawice które życie rzuca mi każdego poranka, teraz miałem podnieść samego siebie z ziemi. Zebrałem resztę sił w sobie, byłem na to gotów, w duszy już stałem ale ciało odmówiło posłuszeństwa. Gdy spiąłem mięśnie przeszył mnie straszliwy ból, krzyknął bym gdyby nie reszta treści żołądka w ustach które wyplulem przed siebie. Leżałem teraz w jeszcze większej kałuży.
Ból był w głowie, rękach, brzuchu, kręgosłupie, kroczu, nogach... Wszędzie. Z przerażeniem stwierdziłem, że nie dam sobie rady. W głowie słyszałem jedynie szum, na niczym nie mogłem skupić myśli. Co ja teraz zrobię? Jeżeli jeszcze nie znalazło mnie żadne zwierzę to na pewno stanie się to niebawem.

Czas mijał, głowa nie przestawala boleć, czułem jakby czaszka miała wybuchnąć, ręce cierpły, czułem jak ubranie przylega do ciała, straszliwy chłód odczuwalny na ciele od ziemi i wilgoci materiału.
Delikatnie zacząłem ruszać palcami, dłońmi i stopami. Każdy najmniejszy ruch sprawiał mi okropny ból. Byłem zdeterminowany. - Byłem w gorszych sytuacjach i dawałem sobie radę.- Każdy mięsień czułem dokładnie, nawet te o których nie miałem pojęcia. Wysunąłem ręce przed siebie, zahaczałem o jakieś śmieci i odpadki, nie miało to znaczenia, teraz muszę podnieść twarz z ziemi. Napiąłem prawą rękę, była najsilniejsza więc miałem do niej największe zaufanie, trzęsła się a mięśnie paliły żywym ogniem. Podniosłem się powoli a z każdą sekunda było to coraz cięższe. Udało mi się obrócić na bok, ustabilizowalem się nogami. Przeszedł mnie wewnątrz prąd, żołądek i jelita zaprotestowaly. Pragnąłem by cały ból znikł, wszystko się skończyło, mógłbym nawet tu zdechnać ale to był dopiero początek.

Otarlem twarz, nie miałem sił więc zrobiłem to na tyle by odzyskać wzrok i rozejrzeć się gdzie do licha jestem.
Światło dobiegało z góry, uderzyło po oczach, w tedy wszystko wokół było mrokiem ale wzrok zaczął się klarować i z ciemności zacząłem dostrzegać kontury otaczającego mnie świata. Wysokie i wąskie kolumny podpierały sufit przez który w licznych miejscach przebijały się wiązki światła, nocne niebo usłane gwiazdami w dzień z dziurą pośrodku. Miałem rację, wokół mnie były zwierzęta, zwierzęta i ludzie. Linoleum czarnej dziury było usłane gnijacymi truchłami wszystkich których los spychał na dno czeluści.

Powoli i z trudem podniosłem się z ziemi, wstałem na nogi które lamaly mi się przy staniu a kroki były krótkie, przesuwając je wśród brudu, jak lodolamacz wśród lodów antarktyki, ziemia pod stopami się kruszyla i toczyła wraz ze mną w stronę ogromnych drzwi nad którymi widniał napis '' Wejście Główne ''.

NefrytStories to obsess over. Discover now