- Naprzód! - Andrew powiedział do nich kiedy usłyszeli gwizdanie w oddali.
Ruszyli wzdłuż głównej ścieżki, mając nadzieję, że może doprowadzić ich do Hilltop, gdzie dla Leny znajduje się pomoc, która z każdą chwilą staje się coraz bardziej niezbędna. Cały czas nabierali tempa, gdy tylko usłyszeli kolejny gwizd rozbrzmiewający wokół nich. Andrew wraz z Rogerem biegli na przodzie, niosąc dziewczynę na noszach. Reszta starała się dorównać im tępa i obserwować przy tym stan Leny. Nicholas dodatkowo osłaniał tyły przed możliwym atakiem ze strony wroga. Leżąca dziewczyna wpatrywała się swoim kruchym spojrzeniem w Rogera, który widząc to próbował ją pocieszyć.
- Spokojnie, uda nam się.
Mówiąc to patrzył jeszcze na nią przez kilka sekund, ale jego wzrok natychmiast skierował się w stronę światła, które znienacka oślepiło całą grupę.
Zatrzymali się w środku lasu, otoczeni mnóstwem Zbawców. Syrena, która zabrzmiała po zapaleniu świateł samochodów nie przestawała wyć. Natasha i Nicholas w panice mierzyli po kolei do każdego z wrogów, a Andrew w jednym momencie stracił kontakt z otaczającą go rzeczywistością i patrzył na każdego ze swoich przyjaciół spojrzeniem pełnym przerażenia. Ich oczom ukazał się Edwin, klęczący nieopodal nich. Był cały zakrwawiony i pobity, widząc ich zaczął płakać. Andrew spojrzał na niego w panice, a następnie uchylił głowę ku ziemi słysząc głos jednego ze Zbawców.
- Udało wam się gratulacje. Witam u waszego celu. - mówił to z pogardą w ustach obserwując przy tym reakcję całej grupy. - W ramach nagrody oddacie nam swoje wszystkie spluwy... teraz. - rozkazał, podchodząc do Carla i przykładając mu pistolet do skroni.
Jego ludzie natychmiast zaczęli przeszukiwać i zabierać broń wszystkim z grupy. Załamany lider postanowił odezwać się do szefa otaczających ich Zbawców.
- Możemy o tym porozmawiać, teraz.
Mężczyzna słysząc to od razu skreślił jego propozycję.
- Nie mamy o czym rozmawiać, teraz będziecie tylko słuchać. - podszedł do niego i przeszył go spojrzeniem. - Na kolana, ale to kurwa natychmiast.
Słysząc to wszyscy powoli upadali na kolana. Śmiejący się szyderczo facet widząc Andrew i Rogera trzymającego dziewczynę na noszach rozkazał swoim ludziom pomóc postawić dziewczynę na ziemi, ale Roger widząc zmierzających w ich stronę nieprzyjaciół nie zgodził się na ich pomoc.
- Poradzimy sobie... - warknął w ich stronę.
- Jasne, oczywiście. - odpowiedział im dając przy tym znak swoim ludziom, aby odpuścili.
Roger pomógł podnieść się wyczerpanej Lenie, a następnie podtrzymał ją, by ta mogła uklęknąć. Wszyscy poza Andrew spoczywali na kolanach, a ten widząc to po raz kolejny zlustrował całe otoczenie i finalnie zwrócił wzrok w stronę tego, który ich zatrzymał.
- Musisz uklęknąć kolego. - powiedział do niego widząc, że ten nie poddał się jeszcze.
Nie miał zamiaru stawiać oporu, wiedział, że to jest dla nich sytuacja bez wyjścia. Każdy ruch mający na celu stawić jakikolwiek opór mógł spowodować coś tragicznego. Padł na ziemię popchnięty przez jednego z wrogów, który stał tuż za jego plecami. Edwin został przeciągnięty do Carla, który z nutką strachu przyglądał się temu.
Dwight, który stał z tyłu i przyglądał się całemu zajściu usłyszał rozkaz od szefa.
- Dwight przyprowadź pozostałych, chyba nie chcesz żeby twojego nowego przyjaciela ominęło przyjęcie powitalne.
Ten słysząc to skinął głową i ruszył w stronę auta, następnie otworzył drzwi i przy pomocy dwójki innych zaczął wyprowadzać z niego kolejne osoby.
- Ruszać się do chuja idziecie na spotkanie. - syknął do nich.
Pierwszą osobą wyrzuconą z samochodu był Jakub, który był cały zakrwawiony wraz z płachtą zarzuconą na jego barki, która przykrywała jego przestrzelony bark. Podczas przenoszenia ten cały czas stawiał opór, miotając się i wyrywając z rąk okrutników. Mino tego został sprowadzony do parteru i usadzony. Następnymi osobami były Rose i Maya, które przez swoje zdezorientowanie nawet nie próbowały się postawić. Na samym końcu z samochodu został wyrzucony Daniel, który został usadzony na samym końcu obok Rose. Widząc wszystkich swoich przyjaciół klęczących i przerażonych, spanikował i rzucił się w stronę Leny, która widząc to zaczęła szlochać. Nie zdążył nawet wstać, gdyż od razu został przybity do ziemi przez Zbawcę.
Cała grupa Andrew wymieniała swoje przerażone i puste spojrzenia między sobą. Główny przewodzący Zbawców widząc to uśmiechnął się i powiedział swoje ostatnie słowa przed wejściem najważniejszego gościa na ich spotkanie.
- A więc są już wszyscy ! Gotowi i zwarci ? Teraz poznacie naszego szefa. - powiedział pukając przy tym w drzwi kampera, który prowadził Edwin, by odwrócić uwagę Zbawców przed ich próbą dostarczenia chorej dziewczyny na Wzgórze.
Uwaga całej grupy Andrew jak i Zbawców skupiła się na drzwiach kampera. Nie czekając długo zostały otwarte.
Ich oczom ukazał się mężczyzna, który od razu po pierwszym spojrzeniu na klęczących przed nim ludzi zaczął się lekko podśmiewać. Przez kilka sekund spoglądał jeszcze w niebo, które było przykryte nocą, a następnie postanowił wreszcie przemówić.
- Szczacie ze strachu ? - wypowiadając to zaczął powoli zbliżać się do grupy. - Czuję, że już prawie. O tak... Niedługo wszyscy będziecie szczać.
Zlustrował każdego po kolei. W głębi duszy napawał się każdą przepełnioną strachem twarzą i każdym spojrzeniem zwróconym ku ziemi. Wysunął swoją rękę, by podrapać się po swojej siwiejącej już brodzie i zapytać ich.
- Który z was pizdeczki jest przywódcą ? - zauważył lekką reakcję u jednego z nich. Po tym jak odezwał się Simon, który sprowadził tutaj całą grupę, mężczyzna utwierdził się w przekonaniu, że trafił właściwą osobę.
- To ten. - powiedział do szefa, wskazując palcem na Andrew.
Zdruzgotany mężczyzna w końcu zdobył się na odwagę, by spojrzeć na człowieka, który w obecnej sytuacji zachowuje się jakby wpadł na przyjęcie powitalne. Był wysoki i z pewnością po czterdziestce. Miał ciemne zaczesane do tyłu włosy, ubrany był w skórzaną kurtkę, brązowe spodnie i ciężkie buty, a na szyi zawiązaną miał czerwoną chustę. Jednym słowem wyglądał zadbanie i elegancko, jakby nigdy nie został dotknięty obecnym stanem świata. Spostrzegł, że zbliża się do niego powolnym krokiem z pełnym uśmiechem na twarzy. W końcu zatrzymał się przy nim i zaczął mówić dalej.
- Cześć. Ty jesteś Andrew nie prawda ? Ja jestem Negan i kurewsko nie spodobało mi się to, że troszeczkę zajebałeś mi ludzi. I, że zajebaliście tych, których wysłałem żeby zajebali was za zabicie tych pierwszych. - cały czas wpatrywał się w Andrew, który wydawał się słuchać, ale wyglądał jakby myślami był w zupełnie innym świecie. - Nie fajnie, nie fajnie. Nie masz nawet kurwa pojęcia jak bardzo to nie było fajne dla mnie i dla nich, ale wkrótce się dowiesz... o tak. Za chwilę pożałujesz, że mnie wkurwiłeś. - wypowiadając to jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
Reszta grupy obserwowała każdy ruch Negana i uważnie wsłuchiwała się w każde jego słowo.
- Widzisz mój drogi przyjacielu, cokolwiek zrobisz za chuja nie możesz lekceważyć nowego porządku naszego kochanego świata, a on jest kurewsko prosty i nawet jeśli jesteście pierdolonymi debilami, to pojmiecie go w lot. To co gotowi ? Teraz słuchajcie bardzo uważnie.
Zdjął ze swojego ramienia swoją broń - kij bejsbolowy, który był owinięty drutem kolczastym. Przy wprawnym oku można by było spostrzec ślady zaschniętej, niedoczyszczonej jeszcze krwi. Przystawił go do skroni Andrew i kontynuował.
- Oddacie mi wszystko co macie, albo was pozabijam. - widząc reakcję mężczyzny postanowił zabrać kij od jego głowy i ruszyć dalej w kierunku reszty. - Dzisiaj przeprowadziliśmy bardzo ciekawą prezentację o treści tego kim jestem i co potrafię. Od dzisiaj robicie dla mnie i tylko dla mnie. Jeśli coś macie dajecie mi to, to wasza praca. Wiem, że z tym kurewsko ciężko się pogodzić, ale zapewniam was, że na pewno to zrobicie.
Po raz kolejny zwrócił się w stronę Andrew wskazując na niego swoją bronią.
- Rządziłeś kolego i zbudowałeś coś. Myślałeś, że jesteście zajebiście bezpieczni i rozumiem to, ale nie jesteście bezpieczni, ani kurwa trochę, w sumie to macie przejebane, a będziecie mieć bardziej przejebane jeśli nie będziecie robić tego czego od was żądam. Chcę połowy wszystkiego co kurwa macie, a jeśli to dla was za dużo to przykro mi kurwa, ale będziecie musieli znaleźć lub ukraść więcej. I to będzie wasze nowe życie zajebiste życie. Im bardziej będziecie próbowali się stawiać, tym bardziej będziecie mieć przejebane. - powiedział to unosząc ręce w górę wraz ze swoim kijem bejsbolowym. Po raz kolejny zaczął krążyć wokół wszystkich klęczących i mówić. - Jeśli zapukamy do waszych drzwi to nas kurwa wpuścicie. Od teraz to nasze drzwi, jeśli ich nie otworzycie to je rozpierdolimy, rozumiecie ? - po raz kolejny stanął przed Andrew, nachylił się do niego przykładając dłoń do swojego ucha, by usłyszeć jego odpowiedź. - Co nic nie odpowiesz ? Chyba kurwa nie myślałeś, że wam się upiecze i nie dostaniecie kary co ? Nie chce was do chuja zabić, bo macie dla mnie pracować, a pierdolone trupy chyba nie pracują nie prawda ?
Jakub przyglądał się reszcie swoich przyjaciół, którzy byli totalnie rozbici, a on nie miał zamiaru dawać znaku Neganowi, że został złamany. Widział Lenę, która ledwo trzymała się na kolanach, podpierana przez Rogera. Szybko jednak zwrócił swój wzrok w stronę nieprzyjaciela, gdy ten stanął przy nim.
- Nie uprawiam ogródeczka, o nie. Niestety, ale zajebaliście moich ludzi i to od cholery dużo, więcej niż mógłbym przełknąć i za to mi kurwa zapłacicie. - stanął na samym środku placu tak, aby każdy widział go dokładnie. - Więc teraz przekurwiście zapierdolę jedno z was tu i teraz ... o tak kurwa.
Zrobił dwa kroki w przód i zabrał się do prezentacji swojego narzędzia pracy. Obrócił kijem wokół swej dłoni i kontynuował.
- To Lucille, jest świetna. I to wszystko po to, aby ustalić które z was dostąpi tego wspaniałego zaszczytu. - mówiąc to nie przestawał obracać swoją ulubienicą przez co u Natashy wywołał wzdrygnięcie. Następnie udał się w stronę Rogera, który podobnie jak Jakub nie miał zamiaru okazywać skruchy i widząc go wyprostował się na swoich kolanach.
Negan widząc odwagę mężczyzny nie miał zamiaru nic sobie z tego robić. Spojrzał na jego zarost, a następnie pogłaskał swój wypowiadając jedno zdanie.
- Muszę się ogolić.
Popatrzył na niego jeszcze krótką chwilę i odszedł w stronę Carla, który wiedział, że Negan zmierza w jego stronę. Uklęknął przed nim pokazując mu pistolet z wygrawerowanym rysunkiem jego Lucille.
- Mieliście nasze gnaty ... dużo naszych gnatów. - zauważył zaciętość w chłopaku i uśmiechnął się. - Rozchmurz się młody, albo chociaż zapłacz, kurwa.
Po tych słowach wstał i schował pistolet za pas swoich spodni i udał się dalej w stronę klęczących ludzi, zatrzymał się przy Lenie i od razu ją ocenił.
- Jezu chujowo wyglądasz. Powinienem od razu skrócić ci cierpienia. - uniósł swój kij w górę, ale nie spodziewał się Daniela, który bez wahania rzucił się w jego kierunku widząc co zamierza zrobić z dziewczyną.
Niestety chłopaka przed samym celem powalił na ziemię Dwight, celując do niego z kuszy Jakuba. Ten stawiał opór miotając się i wyrywając z jego uścisku. Negan widząc to postanowił go oszczędzić i rozkazał wrzucić go z powrotem do szeregu. Sprowadzony ponownie na swoje miejsce Daniel zaczął błagać go, aby ten darował życie dziewczynie.
- Proszę nie rób tego ... nie rób tego.
Negan słysząc to zaczął się po raz kolejny śmiać, ale od razu opanował się i przemówił do wszystkich.
- Dobra słuchajcie, nie róbcie tego więcej, bo zapierdolę bez wyjątku. Pierwszy raz wam puszczę płazem i rozumiem cię stary. - spojrzał w jego kierunku i zagryzł wargę.
Andrew patrzył swoim pustym, pełnym przerażenia spojrzeniem w ziemię, widząc buty Negana przed nim postanowił podnieść głowę ku górze.
- Chujnia co nie ? Moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że nic nie wiesz. - mówił to patrząc się na Carla i nagle zauważył coś bardzo ciekawego, wskazał na niego swoją Lucille i po raz kolejny odezwał się do Andrew. - To twój dzieciak ? Och ... to musi być twój ... - został zagłuszony przez krzyk mężczyzny.
- Przestań wreszcie !
Tamten natychmiast mu odpowiedział.
- Hej, hej kolego nie każ mi zabijać przyszłego seryjnego mordercy, nie ułatwiaj mi tego do kurwy nędzy. Muszę kogoś wybrać, wszyscy czekają, aż zdecyduję. - rzekł i ponownie zaczął spacerować wzdłuż całego szeregu pogwizdując sobie. Patrzył na każdego po kolei, zwrócił szczególną uwagę na Rogera i Jakuba, którzy pokazali mu swoje oblicze. Na końcu spojrzał na roztargnionego Daniela i na nim zakończył swoje gwizdanie.
- Po prostu nie mogę się kurwa zdecydować... ha,ha. - Odwrócił się do nich plecami i ukrył twarz w swojej dłoni. Po chwili odwrócił się ponownie w stronę grupy Andrew z planem działania.
- Mam pomysł ha,ha.
Podszedł do Andrew i wskazał na niego Lucille.
- Ene... - ten widząc to spuścił swój wzrok - Due... - wskazał na Lenę, która nie przestawała się trząść - Rike... - kij znalazł się przy Rogerze, który nic sobie z tego nie zrobił i mierzył Negana dalej swoim spojrzeniem - Fake... - Maya nie zrobiła nic, tylko spojrzała na niego ze załzawionymi oczami - Torba... - znalazł się przy Rose - Borba... - następnie przyłożył kij do głowy Jakuba, a ten przemierzył go nienawistnym spojrzeniem - Ósme... - ponownie padło na Lenę - Smake... - po raz kolejny padło na Andrew - Eus, deus... - Natasha mrugnęła oczyma ze strachu, gdy kij znalazł się przy niej. - Kosmateus... - Nicholas obracał głową w niedowierzaniu - I morele baks... - ponownie padło na Natashę - Moja matka... - zmienił cel na Carla - Kazała mi wybrać... - stanął przy Edwinie - Najlepszego kandydata... - skończył na Mai. - zaczął wskazywać na każdego po kolei wciąż bez decyzji. I to będziesz... - Rose patrzyła na niego z litościwym spojrzeniem. - TY ! - wskazał na wybraną osobę i zaczął mówić.
- Jeśli ktoś się ruszy, to wydłub smarkaczowi drugie oko i nakarm nim ojca. Możecie oddychać, mrugać i płakać. - spoglądał na resztę uśmiechając się. - Kurwa, bo będziecie płakać !
Wymierzył pierwszy potężny cios w ofiarę. Ku jego zaskoczeniu podniosła się bez problemu.
- Tylko spójrzcie bierze to na klatę ! - wykrzyknął wymierzając kolejny cios, a następnie zaczął okładać ofiarę bez zahamowania.
Reszta na widok makabrycznej egzekucji zaczęła krzyczeć, bo tylko to im pozostało.
YOU ARE READING
„The Day Will Come When You Won't Be"
FanfictionGrupa wraz z chorą Leną zmierza do Hilltop, jednak zostają zatrzymani przez Zbawców, by poznać ich przywódcę - Negana, który gotów jest wymierzyć sprawiedliwość za ich występki. Może to być ''ostatni dzień na ziemi'' kogoś z grupy Andrew i początek...
