Wzburzone morze

36 3 0
                                        


Pierwszy raz zobaczyłem ją w kawiarni dwie ulice od mojego domu. Pamiętam, że piła latte na wynos ale wypiła ją w środku, pamiętam, że cały czas była uśmiechnięta, że z nikim nie rozmawiała, że obserwowała ludzi na ulicy. Obserwowałem ją ze stolika na drugim końcu sali, nie umiałem podejść ale wtedy nawet nie widziałem powodu, dla którego miałbym się nią zainteresować. Ciężko było określić czy była ładna czy brzydka, nie byłem w stanie powiedzieć czy była szczupła czy raczej nieco grubsza. Była po prostu jak ona.
Jak się późnej okazało nasze drogi spotkały się jeszcze raz, a późnej to my szliśmy tak żeby się spotkały.
Następny raz spotkałem ją w parku, 3 dni późnej. Siedziała na ławce, rozmawiała z kimś przez telefon, wyglądała na zakłopotaną, jakby ktoś zadał jej pytanie na, które nie zna i nie chce znać odpowiedzi. Wtedy też nie odważyłem się podejść, ale wtedy coś we mnie się zmieniło. Tego dnia zachciałem ją poznać, chciałem wiedzieć z kim rozmawia, czemu siedzi tu sama, dlaczego nie ubrała kurtki, chociaż było zdecydowanie za zimno na chodzenie bez. Chciałem coś o niej wiedzieć a nie wiedziałem nawet jak ma na imię.
Tego dnia postanowiłem, że poświęcę to losowi. Jeśli spotakam ją jeszcze raz, zapytam o wszystko co chcę wiedzieć.
I stało się, spotkałem ją następnego dnia na plaży. Miała czarną rozpiętą kurtkę, fioletowy szalik luźno ownięty wokół szyji. Już z daleka zobaczyłem, że pozbyła się swoich długich blond włosów, zastępując je czarnymi, prostymi, które teraz sięgały jej do ramion.
Podszedłem obok i tak jak ona, usiadłem na piasku. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy obserwując wzburzone morze co chwilę na siebie zerkając.
- Em, hej. - zacząłem, kompletnie nie miałem planu co chcę powiedzieć. Wszystkie pytania wyparowały z mojej głowy.
- Cześć - powiedziała dalej patrząc przed siebie.
Jej głosu mógłbym słuchać godzinami, dziwięczny, delikatny, taki szczery.
- Jestem Calum.
- Yhym - mruknęła zamyślona
Siedzieliśmy dalej na plaży, ona wpatrzona w niespokojne morze a ja w nią. Z każdą chwilą widziałem coraz więcej jej, duże niebieskie oczy, dziecięcy, zadarty nos, pełne usta, piegi rozsiane na całej twarzy. Siedziała z głowa opartą na podwiniętych nogach wokół, których owinęła ręce. Miała piękne dłonie, krótkie paznokcie pomalowane na granatowo, gładką wyglądającą na miękką skórę.
Wstałem i wyciągnąłem do niej rękę. Spojrzała na mnie pytający wzrokiem po czym niepewnie podała mi rękę. Pociągnęłem ją delikatnie aby dziewczyna wstała. Stojąc przede mną zapytała co teraz skoro już wstała.
- Pójdziemy na spacer? - zapytałem, na co ona tylko skinęła głową.
I tak spacerowalismy wzdłuż brzegu, słuchając szumu morza. Po chwili spytałem się jak ma na imię.
- Lauren. - powiedziała patrząc w zachmurzone niebo.
Spacerowalismy tak rozmawiając o różnych rzeczach, spytałem z kim się kłóciła w parku i czemu zmieniła fryzurę. Dowiedziałem się, że czarny to jej naturalny kolor włosów, że kłóciła się z byłym chłopakiem, który pytał kiedy wróci do domu. Dowiedziałem się czemu były chłopak stał się byłym, że jest w trakcie podróży, że kocha morze i, że w kawiarni wcale nie piła latte tylko koklaj malinowy w kubku od latte.

roses Where stories live. Discover now