Ktoś zapukał do mojego pokoju. Uderzał pięścią w te cudowne, drewniane drzwi z wyjątkową brutalnością.
Dam sobie radę. Przecież wszystko ze mną w porządku. Jestem spokojny. Naprawdę. Nie okłamałem nikogo ostatnio. Staram się. Próbuję walczyć. Nie, nie potrzebuję pomocy. To nic poważnego. Jaki siniak? A, o to ci chodzi. Wywaliłem się.
Co tym razem powiem?
Weszła do środka. Za każdym razem, gdy ją widziałem wydawała się żywsza. Miała czarne włosy, zwykle związane w kucyka, które ślicznie komponowały się z oliwkową skórą i zielonymi oczami. Była niska, ale za to bardzo okrągła. Od paru dobrych dni pojawiał się na jej twarzy uśmiech. Nie było w tym nic dziwnego. Ludzie są piękniejsi, gdy się uśmiechają, ale ona nigdy tego nie robiła. Jej uczucia wymarły. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do tej wersji.
To właśnie moja mama.
Powiedzmy, że poszedłem w ślady mamy. Nie było we mnie emocji, a przynajmniej oboje nie chcieliśmy ich pokazywać publicznie. Nawet pod względem wyglądu przypominałem ją. Nie byłem niski i bardzo dbałem o swoje ciało, jednak w naszych twarzach było coś, co powodowało, że patrząc na nią, przypominałem sobie, że jestem jej synem. Moje włosy kręciły się i sięgały ramion. Z nich byłem szczególnie dumny. Reszta mojego ciała już mnie tak nie zachwycała.
Przemierzyła mój pokój. Nie był wielki. Czasami miałem wrażenie, że się w nim duszę. Ściany były czerwone, a na nich jedno małe okno. Czułem się jak w piekle. Moje własne na tej planecie, a ja już się w nim smażyłem. Dosłownie. W lecie nie mogłam tutaj wytrzymać. Mimo wszystko było to moje miejsce, gdzie walały się książki.
Miała na sobie sukienkę w kwiaty. Nie dość, że przypływało do niej coraz więcej energii, to jeszcze przy tym dawała wrażenie młodszej.
Leżałem na podłodze, czytając książkę. Uklękła nade mną, pochyliła się i pocałowała mnie w czoło.
Czegoś takiego jeszcze nie było.
- Przejdziemy się na spacer? - zapytała, pokazując szereg białych zębów.
Przeraziłem się. Właśnie w tym momencie powinna mi zrobić kazanie i uzmysłowić, jak bardzo martwi się przeze mnie. Później zapytałaby, dlaczego robię jej to wszystko, a na sam koniec kazałaby ściągnąć bluzkę i, jeżeli miała zły humor, to również spodnie, aby zbadać moje ciało w poszukiwaniu nowych ran.
Zaczęła głaskać moją głowę.
- Mamo?
Niepewnie oparłem się na łokciach, aby łatwiej spojrzeć na jej twarz. Dlaczego ten widok tak bardzo mnie krzywdził? Widziałem siebie, a to powodowało, że zaczynałem brzydzić się. Miałem ochotę zwymiotować. Zasłonić jej głowę. Błagać, aby nie patrzyła na mnie. Płakać, jeżeli się nie zgodzi. Poprosić, by mnie zostawiła. Wyprosić ją.
Ale to nie byłem ja.
TO NIE BYŁEM JA.
- Sal, idziesz? - popatrzyła na mnie z troską w oczach. Oczach, które wyglądały jak moje. - Coś się stało? Dobrze się czujesz?
- Nie, nic. Jest dobrze - mruknąłem zrezygnowany. - Nie mogę iść. Sylwester zaraz do mnie przyjdzie.
W tamtej chwili jakby cała radość wypłynęła z niej. Wstała i miała już wyjść, gdy stanęła w drzwiach, odwróciła się w moją stronę i rzuciła, mrożąc mi tym krew w żyłach:
- Nie masz innych przyjaciół?
Przecież wiedziałem, że nie lubi Sylwestra. Obwiniała go o wszystko, co stało się ze mną w ciągu roku, o każde zło związane z moją osobą. Najchętniej wyrzuciłaby go z domu za każdym razem, gdy tu był, ale wiedziała, że jestem do niego bardzo przywiązany. Nie wyglądał jak ja, nawet charaktery mieliśmy całkowicie inne, a mimo wszystko zaprzyjaźniliśmy się sześć lat temu w piątej klasie szkoły podstawowej. Od tamtego momentu spotykamy się przynajmniej raz w tygodniu. Widząc tego chłopaka, jedno słowo nasuwa się na język: hipis. Może nie jego wiecznie opalona twarz czy narost o tym przekonują, a raczej ubiór, chociaż wcale do tej subkultury nie należał, to uważał się za pacyfistę. Gdyby nie Sylwester, nie pokochałbym seriali. Obejrzał tylko jeden w swoim życiu i był to Breaking Bad. Kazał mi go zobaczyć. Nawet obiecywał pieniądze.
Tak się zaczęło.
Potrafiłem siedzieć całymi dniami pod kocem z laptopem przed sobą, oglądając wszystkie seriale, jakie trafiły mi w ręce. Gra o Tron, Dr House, Mr. Robot, Hit the floor, Shameless, wszystko, po prostu wszystko, a to powodowało, że z domu praktycznie nie wychodziłem. Czułem się dobrze, bo nie myślałem o sobie. Byłem skupiony na tym, co akurat dzieje się u Gallagherów. Książki momentalnie przeszły na bok, chociaż nadal czasami po nie sięgałem. One są nieco inne niż filmy czy seriale. Miałem większe pole do popisu. Nikt nie narzucał, jak mieli wyglądać główni bohaterowie. Autor mógł napisać, że dana postać ma blond włosy, a prawda jest taka, iż wszystko działo się w mojej wyobraźni, dlatego nie ograniczałem się w ten sposób.
Przyjaźniłem się również z Radkiem. Osobą zamkniętą w sobie, ale taką, która zawsze wysłucha. Nie musiałem go prosić o rozmowę, sam wiedział wcześniej, że coś ze mną nie tak. Tej umiejętności zdecydowanie brakowało Sylwestrowi. Moja mama znacznie bardziej wolała, abym to z nim spędzał czas. Radek był kulturalny, spokojny i nie mówił zbyt dużo. Poznaliśmy się w sklepie. Stałem przed wielką półką z książkami i próbowałem coś wybrać, a on stał tuż obok. Zastanawiając się, jaki tym razem wziąć dodatek do The Sims 3. W końcu spojrzał na mnie swoimi wyłupiastymi, niebieskimi oczami i coś we mnie pękło. Zobaczyłem jego zmęczoną, bladą twarz. Niezwykle chude ciało i czarne ciuchy na sobie. Nie wyglądał na osobę, która fascynowałaby się gotykiem. Porównałbym tę chudzinę do Ramiego Malka. Bladego pojęcia nie mam, czemu to zrobiłem, ale uśmiechnąłem się, a ostatnimi czasy nie miałem do tego powodów. Przyjął to jako początek rozmowy.
- Nie wiem, co wybrać - poinformował, wskazując palcem na gry.
- Ja też.
Skończyło się tak, że ja znalazłem dla niego dodatek, a on dla mnie książkę. Później poszliśmy na pizzę. Jadł, jadł i jadł. Nie potrafił przestać. Słuchał moich monologów, patrząc na każdy mój gest tymi ogromnymi oczyma i wkładał do ust kolejny kawałek pizzy. Zastanawiałem się, jakim cudem tak kościsty chłopak, mieścił w sobie tyle jedzenia.
Ja miałem obsesję na punkcie książek i seriali, a Radek na The Sims.
Nasze obsesje pozwoliły nam zaprzyjaźnić się i jesteśmy nierozłączni od ponad dwóch lat.
YOU ARE READING
Pukka
SpiritualJego imię oznacza 'pokój', chociaż w nim samym nie ma go zbyt wiele. Chłopak uwielbiający seriale i przemyślenia. Drugi to pacyfista, który nosi wianki. Trzeci jest zakochany w maśle orzechowym, poezji i informatyce. okładkę wykonała @ohjustkidding
