Baekhyun
Od pewnego czasu coś zaczęło się między nami psuć. Niby się nie pokłóciliśmy jednak nie było tak jak zawsze. Brakowało miedzy nami tej czułości, tych uśmiechów, radości z życia. Oczywiście na koncertach nadal pokazywaliśmy swoje jasne strony jednak to nie było to samo. ChanYeol... On już tak często do mnie nie podchodził, nie przebywał obok mnie na nich, nie wygłupiał się ze mną.
Tak, byłem zazdrosny. Jak cholera. Co śmieszniejsze, byłem zazdrosny o członków Exo. Niby wiedziałem, że Chan mnie kocha, ale jeżeli tak pójdzie dalej... Czy nadal będzie mnie darzył takim uczuciem? Czy przez nudę w naszym związku, zerwiemy ze sobą i zrobi się niezręcznie?
Chciałem to jakoś naprawić, ale przecież nie podejdę do niego i nie powiem.
"Cześć skarbie, wiesz musimy sie trochę ogarnąć, bo się boje o nasz związek."
Nie. Byun Baekhyun by w życiu czegoś takiego nie zrobił. To by było zniżanie się do poziomu, którego nie miałem zamiaru dotknąć.
Kiedy więc ten głupek poszedł szukać swoich pokémonów z SuHo i Latem, wkurzyłem się. Po raz kolejny woli iść, narażać się na rozpoznanie, niż spędzić ze mną choć jedną małą chwilę. Działo się tak od dłuższego czasu. Wychodził na spacer, czasem sam czasem z którymś z naszych kolegów z zespołu, żeby tylko pograć. Podczas jednej z moich rundek po sklepach zobaczyłem urocze kigurumi. Od razu pomyślałem, że to mógłby być dobra zachęta ChanYeola, żeby choć trochę się mną zainteresował. Bądź co bądź, on kochał te swoje pokémony.
Także podczas gdy on sobie spacerował po parku w poszukiwaniu kolejnych stworków, ja założyłem pidżamę i położyłem się na łóżku, przeglądając internet i czekając na niego. Okropnie się denerwowałem, że po prostu mnie wyśmieje. W taki sposób chyba nie powinno sie załatwiać naszej 'ciszy'.
Leżałem na swoim łóżku, na którym tak często spaliśmy przytuleni do siebie i zagryzałem wargę zdenerwowany jak i zawstydzony swoim strojem.
Byun... Może to nie był tak dobry pomysł?
Nie miałem jednak czasu na dalsze rozmyślania, bo do pokoju wszedł nasz zespołowy Happy Virus. Udałem, że jestem wciągnięty w czytanie komentarzy na instagramie, ale kątem oka przyglądałem się chłopakowi.
Rzucił bluzę na łóżko, nawet na mnie nie patrząc i sam coś dłubał w telefonie. Westchnąłem, odkładając telefon i siadając na łóżku.
-Jak było na spacerze?- spytałem, intensywnie się w niego wpatrując.
-Dobrze. -odpowiedział lakonicznie, zaszczycając mnie jedynie przelotnym spojrzeniem. Zagotowało się we mnie. Co z nim jest nie tak? Czy zrobiłem coś źle? Czy znudziłem mu się? Czemu woli każde inne zajęcie od normalnej rozmowy?
Wściekły wziąłem telefon z słuchawkami i maskę i zdenerwowany wstałem z łóżka.
-Dobrze? Więc niech tak będzie. Może byś wreszcie mnie złapał, jeżeli chcesz nadal tego związku. A nie, bawisz się w głupie pokémony i olewasz mnie. -rzuciłem do niego jadowicie.
-Wychodzę. -powiedziałem, zakładając słuchawki i nie słysząc kompletnie co mówi. Jeżeli cokolwiek powiedział. Jeżeli w ogóle mnie słuchał.
Wyszedłem szybko z pokoju, zakładając buty i opuszczając dorm. Nie zwracałem uwagi nawet na SuHo w korytarzu, który próbował mnie zatrzymać. Jestem dorosły prawda? Nic mi się nie stanie, jak raz na jakiś czas wyjdę wieczorem.
Probowałem uspokoić swoje serce, które waliło jak nigdy wcześniej. Czemu musiałem się zakochać w takim idiocie? Czemu po roku czasu naszego związku musi sie tak psuć?
Czemu...
Tyle miałem pytań, a brakowało mi odpowiedzi, brakowało mi oparcia. Jego silnego ramienia, jego delikatnych ust na moim czole. Brakowało mi tego uśmiechu, którym mnie co rano witał, kiedy budziliśmy się w swoich ramionach. Jego żartów i zwyczajnych rozmów o wszystkim i o niczym.
Otarłem swoje załzawione oczy, miałem się uspokoić, a i tak nic z tego nie wyszło. Jeszcze gorzej sie czuję, niż wcześniej. Wszystko byłoby lepsze, wyśmianie mnie, powiedzenie nawet paru ostrzejszych słów, niż ta obojętność, która z niego biła.
Już miałem siadać na ławce, kiedy ktoś mnie złapał za nadgarstek, przyciągając do siebie. Nawet nie musiałem patrzeć w górę, by wiedzieć kto to jest. Przez ten rok tak dobrze go poznałem, że nawet poznaje go po uścisku jego dłoni na mojej.
-ChanYeol..- zacząłem ostro, próbując się uwolnić od jego przytulenia.
-Cicho Baek. Daj mi coś powiedzieć. -usłyszałem jego spokojny, przepełniony żalem głos.
-Chcę nadal naszego związku, chcę ciebie, chcę mojego małego Pikachu. -powiedział, a ja wiedziałem po jego tobie głosu, że się uśmiecha. Nie wtrącałem się do jego mowy, dając mu się usprawiedliwić.
-Po prostu... Przez dłuższy okres czasu mniałem mętlik w głowie. Rodzice przez nasze niektóre występy, przestali akceptować to, że jesteśmy razem. Ja.. Wiem, że to wiele nie tłumaczy. Nie powinienem tyle grać w tą grę, obiecuje, że ograniczę ją. Albo będziemy oboje wychodzić na spacery. Wybacz mi, Baekkie. Naprawdę Cię kocham i chyba nie mógłbym żyć bez mojego PikaPika.
Skończył, a ja mocniej się w niego wtuliłem, czując jak jego uścisk także się wzmacnia. Nie było znaczenia to co się wcześniej działo. Najważniejsza była właśnie ta chwila w której trwaliśmy. To, że przeprosił, a ja mu zawsze wybaczę.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem ulgę i radość, a to wszystko, przez parę słów i przytulenie się do drugiej osoby.
-Ja Ciebie też kocham.- westchnąłem. -Ale więcej tak nie rób, bo Pikachu Cię porazi prądem.
____________________
One shot, inspirowany piekną grupką ChanBaek Poland Spam, która serdecznie pozdrawiam wszystkie osoby stamtąd. Kocham was 💙
Shocik pisany przy gorączce, wiec wybaczcie błędy, jutro postaram się je poprawić.
Jeżeli widzicie jakieś błędy stylistyczne to bym prosiła o napisanie, przynajmniej się przy tym edukuje.
I dziękuje wszystkim, którzy to przeczytali.
