1. to on...

9.5K 492 294
                                        

*Autorka*

Hej! Cieszę się, że tu jesteś. Jeśli to opowiadanie Ci się spodoba możesz dać gwiazdkę i napisać komentarz. Jeśli nie przypadnie ci do gustu, to tam są drzwi i okna. Zapraszam do czytania.

*Marinette*

Jedna chwila wystarczy, by zmienić całe twoje życie. Jedna chwila, jeden gest, słowo czy dotyk. Wiem to bardzo dobrze. Usiądź wygodnie, a ja opowiem Ci jak w jednej chwili, moje życie obróciło się o 360 stopni.

Zapowiadał się piękny i słoneczny dzień. Słońce świeciło, ptaki śpiewały...

***

- Marinette do cholery! Nie dość, że to nie ta historia to przekręciłaś tekst! - usłyszałam krzyk zdenerwowanej autorki.

- Nie prawda! Wszystko dobrze powiedziałam! – zaprotestowałam krzyżując ręce na piersi.

- Ach tak? Powiedziałaś „moje życie obróciło się o 360" zamiast „moje życie obróciło się o 180 stopni". To tak, jakby się obróciło i wróciło na swoje miejsce – wyjaśniła zirytowana.

- To... może ja zacznę jeszcze raz.

***

Ten dzień zapowiadał się koszmarnie, ale po kolei. Spałam wygodnie i śniłam o moim pocałunku z Adrienem, najprzystojniejszym chłopakiem na ziemi. Byliśmy na drewnianym mostku. Wokół nas latały świetliki, które oświetlały noc. Gjego wargi miały dotknąć moich, obudziła mnie wkurzona Tikki. Przetarłam zdezorientowana oczy i spojrzałam na moją kwami.

- Tikki, po co mnie budzisz? Jest niedziela, daj mi spać! - zażądałam przykrywając sobie głowę kocem.

- Marinette, jest czwartek i za 10 minut masz szkołę! - krzyknęła z nutką złości w głosie.

- Że co!?

Zerwałam się szybko na równe nogi. Niby mam szkołę obok domu, a i tak zawsze się spóźniam. Gdy jakoś wyplątałam się z pościeli, tradycyjnie wywaliłam się o dywan. Podniosłam się i pobiegłam do szafy. Wyciągnęłam białą koszulkę na ramiączkach. Do tego ciemny żakiet, różowe spodnie 3/4 i tego samego koloru baleriny. No jeszcze bielizna, ale to już szczegół. Nie miałam czasu się czesać, więc szybko przeczesałam włosy szczotką. Chwyciłam plecak, małą torebkę i wybiegłam z domu bez śniadania.

Dotarłam do szkoły kilka minut po dzwonku. Po cichu weszłam do klasy, tak by pani mnie nie zauważyła. Niestety, jak to ja, potknęłam się. Po chwili zorientowałam się, że Chloe podstawiła mi nogę. Przeklęta dziwka, która sypia z kim popadnie. Nikt tej "córeczki burmistrza" nie lubi... no może oprócz Sabriny. Wstałam i bez słowa usiadłam na moim miejscu. Pani wpisała mi uwagę oraz spóźnienie. Ok, to bym przeżyła, ale ta wstrętna baba wzięła mnie do odpowiedzi! Czemu ta kobieta uwzięła się akurat na mnie?! Przecież, ja jej nic nie zrobiłam! Po kilku pytaniach postawiła mi trzy z minusem. Przeklęta chemiczka. Usiadłam znów na swoim miejscu. Oparłam ręce o ławkę i głośno westchnęłam. Alya położyła mi dłoń na ramieniu, ale zaraz ją zabrała. Przez resztę lekcji nauczycielka darła się na nas. Uwaga cytuję: "Proszę państwa, ja się na państwu bardzo zawiodłam. Przecież powtarzamy to od trzech lat do cholery! Jesteście bandą bachorów!" Nie ma to jak słuchać, że jesteś dorosły, a zaraz potem usłyszeć, że jesteś dzieckiem. Taa... to u nas normalka.

Następnie miałam w-f. Odkąd zostałam Biedronką, moja kondycja poszła w górę. Zeszłam do szatni dziewczyn. Gdy miałam się przebierać, do pomieszczenia weszła pani od w-f i oznajmiła, że będziemy oglądać mecz siatkówki. Wszystkie byłyśmy niezadowolone, a szczególnie te, które już się przebrały. Mam tu na myśli Chloe i Sabrinę. Taką awanturę strzeliła nauczycielce, że aż ruda musiała ją uspokajać.

Bez kłamstw (Zakończone)La tua prossima ossessione. Scoprilo ora