1.1 "Za każdym razem boli bardziej..."

66 4 8
                                        

Sandra

Minęło cztery lata, a ja nadal tutaj... Świetnie, niedługo moje urodziny... Pan coś dla mnie przygotuje... Nie zapominam swoich urodzin od czterech lat... Ostatnim razem leżałam nieprzytomna prawie tydzień... Bardzo to zdenerwowało Pana...
Teraz jest mi zimno... Pan włączył klimatyzację... Ohh, dzisiaj jest dzień, którego Pan bardzo nie lubi... Krwawienie go bardzo denerwuję... Właśnie nadchodzi...

-Panie...

-Nie pytałem cię o nic , więc masz się nie odzywać.

Pan jest bardzo zły...

Scott Prime zaczął się rozbierać. Nie spuszczał wzroku ze mnie.Ja nie musiałam tego robić, od dłuższego czasu leżę tu naga. Jestem obezwładniona, mam skrępowane nadgarstki natomiast nogi mam zgięte w kolanach. Pan ma już tylko na sobie spodnie, ale nie ośmieliłabym się spojrzeć na jego twarz. Co to to nie. Zawsze mnie za to karał i to bardzo.

-Rozszerz nogi, szerzej -mówił to z takim diabelskim spokojem. Gdy to robię krew strumykiem leci z mojego najbardziej intymnego miejsca. -Sandro, ty sobie chyba żartujesz. Wiesz, że nienawidzę brudzić się w krwi. Masz świadomość, że poniesiesz za to surową karę? - przerażona słyszę jak Pan strzela z pasa. Tylko nie to... -Odwróć się na brzuch i podnieś tyłek -zrobiłam tak. -Miałem Ci to dać na twoje urodziny, ale prezent zawsze mogę dać wcześniej. Tak więc, które to już urodziny? -przejechał paskiem delikatnie po moim tyłku, a ja spięłam wszystkie mięśnie. Po chwili poczułam tylko piekący ból na pośladku. Krzyknęłam. -Cicho. Zadałem ci pytanie.

-D-dwudzieste.

-Więc dwadzieścia razy zaznasz tego cudownego uczucia. Wiem, że bardzo łatwo jest się przyzwyczaić do takiej przyjemności.W takim razie... Pięć razy dostaniesz tutaj -przejechał pasem po moich pośladkach. - Pięć tu -dotknął delikatnie opuszkami palców moich piersi. - Oraz dziesięć tu -swoimi zręcznymi palcami masował moją łechtaczkę. Mój oddech był przyspieszony. Tylko nie mogę krzyknąć... Zacisnęłam zęby na poduszce, aby powstrzymać krzyk na wszelki wypadek. -Zabawę czas zacząć.

Piekło się zaczęło. CHLAST, ból był okropny, a prawy pośladek piekł niemiłosiernie.

-Licz!

-Raz!

CHLAST, z drugim to samo.

-Dwa!

Chwila skupienia... CHLAST! Prawie krzyknęłam, na szczęście stłumiłam to w poduszce.

-Trzy!

Pan przypakował i to bardzo. Jego uderzenia nie były jeszcze nigdy tak mocne. CHLAST!

- Cztery!

CHLAST! Za piątym razem popłakałam się...

-P-pięć!

Gwałtownie obrócił mnie na plecy.

-Masz nie ryczeć! -powieki miałam zaciśnięte. Kurwa, to tak boli...

Teraz pas poczułam na piersiach. Ja tego nie wytrzymam...

CHLAST! Krzyknęłam, nie wytrzymałam. To mnie wykończy...

-Sz-sześć...

CHLAST!

-Siedem! -z moich oczu płynęły łzy. Jęczałam z bólu.
CHLAST! CHLAST! CHLAST! To o wiele bardziej spotęgowało ból.

- O-osiem... dziewięć... dziesięć... -to ostatnie powiedziałam szeptem. Ból był tak wielki, że aż nie miałam siły by cokolwiek powiedzieć. Gdy otworzyłam oczy miałam przed sobą zamazany świat. CHLAST! CHLAST! CHLAST! CHLAST! W gardle mi zaschło i wydałam z siebie tylko jeden,głośny jęk bólu. Moje intymne miejsce tak piekło... Zamknęłam oczy I odpłynęłam.

My ChoiceWhere stories live. Discover now