Tokyo. Kolorowe ulice, kolorowi ludzie i kolorowe życia. Wbrew pozorom tak nie jest. Wszystkie kolory Tokyo, to przykrywka. Opoka dla tych, którzy nie chcą wierzyć w zło tego świata. Na świecie nie ma tylko zła, ale samego dobra również. Wszędzie musi być równowaga, czy tego chcesz czy nie. Tu również tak było, ale nie wszyscy tak uważali...
***
Po ulicach chodziły tłumy ludzi z parasolami. Jedne z parasoli kolorowe i pełne życia, drugie wyprane z kolorów. Nie każdy jest taki, jakby tego chciał. Nie każdy ma wybór. Nie każdy jest tym, za kogo się podaje. Przykładem może być losowa osoba. Chłopak, który szedł ze znajomymi w kapturach, dziewczyna, która czytała książkę z parasolem nad głową, a nawet małe dziecko, które jeszcze nie uwolniło się z organizmu matki.
Te wszystkie istoty, niby niewinne, niby proste i poznane, są tajemnicą.
Nikt nie jest do końca sobą, bo choćby chciał, nie może. Ten chłopak, który idzie ze znajomymi, ta dziewczyna, która czyta książkę i ta istotka, która jeszcze się rozwija. Wszyscy.
Chłopak ma rozdwojenie jaźni, dziewczyna uciekła z domu dziecka i ucieka codziennie, a przyszły członek jednej z rodzin, nie ma jej pełnej.
Widzisz? Nawet jeśli chcieliby się opanować, poukładać życie, nie byliby w stanie.
Chwila, ale przecież są też dobre strony, prawda?
Oczywiście. Chłopak jest wspierany przez przyjaciół i chodzi na terapię, dziewczyna ma oparcie w książkach, a mały szkrab ma kochającą mamę.
Dlatego właśnie żyjemy. Dzięki równowadze. Gdyby chłopak nie miał przyjaciół, wykończyłby się, jeśli dziewczyna nie miałaby książek, poddałaby się, a jeśli dziecko nie miałoby matki, która go kocha, byłby zimny i niestały. A gdyby patrzeć odwrotnie?
Gdyby chłopak nie byłby chory, nie poznałby przyjaciół, którzy również mają problemy. Jeśli dziewczyna nie byłaby z domu dziecka, nie czytałaby książek psychologicznych i nie nauczyłaby się jak przetrwać. Dziecko zaś, gdyby nie straciło ojca, poznałoby jednego z tych, którzy zagubili cel. Nie wszystko jednak, tak proste jest do zrozumienia.
Po Tokyo, chodzą zarówno ghule, jak i gołębie. Problem w tym, że w każdej z tych tajemniczych grup, są rożne rodzaje wizji świata i innych istot.
Dla jednych, drudzy nie są potrzebni i stanowią przeszkodę, zagrożenie i są niezrozumiali.
Dla drugich, wszyscy są sobie równi i potrzebni na tym świecie, a jeśli mają integrować w czyjeś życie muszą mieć powód.
Trzeci mają inny pogląd.
To właśnie oni, mają ręce ubrudzone krwią, której nie da się zmyć.
Tępią wszystkich.
Nie przez zagrożenie, strach, nienawiść czy w akcie zemsty.
Oni robią to dla zabawy.
***
Jak się podobał prolog?
Jeśli widzicie błędy, proszę o wytykanie ich w komentarzu!
YOU ARE READING
Tokyo Ghoul: Nieznajoma
FanfictionŚwiat, w którym są zarówno ludzie, jak i ghule. Ghule, przez jednych uważani za bezduszne istoty, które powinny zginąć, przez innych za mających prawo do życia, równych z ludźmi sprzymierzeńców. Ludzie, przez jednych ghuli uważane za niegodne życia...
