The Luke Hemmings
Jeden
Nie wiem jak to się zaczęło. Mógłbym zacząć ten akapit na setki - a może nawet tysiące - typowych sposobów. Były wzloty i upadki, ale wszystko zdarza się nie przez przypadek. Możliwe, że do powiedzenia ma w tym wszystkim coś Bóg. Tak, to zdanie to coś, co moja mama pokochałaby z miejsca. Na pewno zasiałoby w niej to jakąś formę nadziei, z racji tego, że jestem ateistą.
Coś się stało. Moje życie wpadło na właściwy tor. Jedno dobro podwoiło się i tak dalej.
Teraz naprzeciwko mnie siedział milioner, z zespołem składającym się z siedmiu osób. Coś w moim życiu poszło dobrze, więc teraz siedzę na skraju mojego siedzenia i czekam, aż coś się spieprzy.
– Nie rozumiem – powiedział Luke, marszcząc brwi. – Czym on niby się zajmuje?
– Pisaniem – odpowiedziałem, próbując wyglądać na ważniejszego niż faktycznie jestem. Często gestykuluje podczas mówienia. W ten sposób podbijam znaczenie moich słów oraz zapobiegam jąkaniu się. Jestem pewien, że cały czas wyglądam przez to jak dzieciak.
– Pisaniem – odpowiedział menadżer Luke'a.
Powiedział to tak, jakby wcale nie było mnie w pokoju z nimi. Jakbym wcale nie wstał wcześniej specjalnie, aby nie spóźnić się na spotkanie, na którym jestem traktowany gorzej niż źle. Okej, jestem ważny, jestem, nie daj się.
Niemal fizycznie czułem na sobie spojrzenie blondyna wbijające mi się w skórę i sprawiające, że czułem się jeszcze gorzej. Nie podobał mu się widok? Nie musi lubić tego co widzi. Nie jestem jego sugar daddym czy czymś takim. Ledwo mogę opłacić swój miesięczny czynsz. Jak już, to on mógłby być moim sugar daddym. Oj, tego bym nie odmówił.
– Okej i w czym rzecz? Po co tu jestem?
– Cóż, ten tutaj Michael – mój szef, jack, wskazał na mnie – będzie towarzyszył ci podczas trasy. Będzie pisał na twój temat praktycznie wszystko.
Luke bawił się niebieskim długopisem na ciemnym drewnianym biurku, okręcając go wokół swoich chudych palców. Podobały mi się jego palce - były długie i miały lekkie zgrubienia.
– Oglądałeś kiedyś Almost Famous? – zapytałem, pochylając się przez stół. kątem oka widziałem mojego szefa. Był o krok od uderzenia mnie w tył głowy. Byłem osobą apodyktyczną i zawsze mówiłem wszystko co myślę.
– Oczywiście – odpowiedział blondyn.
– Więc będzie tak jak w tym filmie, ale fajniej.
– Próbujesz mi powiedzieć, że mój ulubiony film nie jest fajny?
Jego menadżer spojrzał mi w oczy, posyłając ten typ spojrzenia, który mówi "powodzenia".
Czułem, że moje policzki płoną ze wstydu. moja upiornie blada cera szybko zmienia kolor na cynobrowy. To nie była moja wina, okej. Wystarczyły niewysokie schody, a moja jasna cera dawała po sobie takie znaki, jakbym co najmniej przebiegł maraton - czyli coś, czego nigdy bym nie zrobił.
– Żartuje, uspokój się – Luke rzucił mi jeszcze jedno spojrzenie, a potem ponownie odwrócił się do mojego szefa. – Muszę coś robić?
– Nie za bardzo. Kiedy Michael skończy przeglądniesz jego prace, aby upewnić się, że nie ma tam nic czego byś nie chciał – odpowiedział mu Jack. Obrócił segregator z dokumentami w jego stronę. – Musisz jednak złożyć tu podpis.
– Jest irytujący? – zapytała gwiazda, patrząc prosto na mojego szefa. – Ile on ma lat, dwanaście?
– Dziewiętnaście – poprawiłem go. Zatrzymałem jednak odpowiedź na pierwsze pytanie dla siebie, nie będąc do końca pewien czy nie jestem aż tak irytujący. Każdy czasem potrafi być denerwujący. Na pewno wkurwiłem całą masę ludzi przez moje dziewiętnaście lat życia, bo samego siebie wkurzyłem nie raz.
YOU ARE READING
affection [muke]
Fanfictionmichael zajmuje się pisaniem o luke'u. © fivesecondsofsheeran, 2016
![affection [muke]](https://img.wattpad.com/cover/78134262-64-k123282.jpg)