Prolog

130 9 5
                                        

- Pięknie tu - westchnęłam chłonąc wszystkimi zmysłami fantazyjny krajobraz.

 Księżyc oświetlał piaszczysty brzeg morza niebieskiewą łuną. Szum fal działał uspokajająco na wszystkie żyjące na tej wyspie istoty. Wysokie palmy i liściaste drzewa bujały się na boki pod wpływem wiatru przygnanego przez wodę. Odgłos szelestu liści leniwie rozchodził się po opustoszałej zatoce. Gładka tafla wody stykała się z piaszczystym lądem, a fale zdawały się zasnąć pod wpływem usypiających dźwięków. Zaś z głębszej części oceanu wystawały pomniejsze wysepki, kryjące zapewne wiele, nieodkrytych skarbów.

- Prawda, wiesz skąd przybyliśmy? - spytał mnie spoglądając w górę.

Nie mam pojęcia, Peter. 

- Druga gwiazda na prawo od księżyca, i prosto, aż do poranka - powiedział wskazując na jedną z najjaśniejszych gwiazd widocznych na niebie. - Niedługo pora wracać. - westchnął.

 Spochmurniałam jak zawsze, kiedy wypowiadał te słowa, nie chciałam opuszczać tego miejsca. Każdy kolejny dzień mija coraz szybciej, a im dłużej tu jestem tym bardziej pragnę tu zostać. 

- Nie smuć się Daphne - pogładził mnie po policzku. - Niedługo tu wrócimy, a teraz pora na kąpiel! - krzyknął wesoło ciągnąc mnie za rękę w stronę morza.

 Chłopak spadł z grubej gałęzi drzewa ciągnąc mnie za sobą. Toń oceanu zdawała się szykować na przerwanie utopii i niezachwialnego spokoju. Jednak zamiast zanurzuć się w morskiej wodzie poszybowaliśmy w stronę gwieździstego nieba...


You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Sep 23, 2021 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

NeverlandWhere stories live. Discover now