.01.

13K 529 40
                                        

Witam wszystkich czytelników :)
Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że tu zajrzałeś.
Od razu uprzedzam, że lubię odchodzić od ustalonych schematów, więc postaram się aby tak książka to był sztos. Jest to moja pierwsza książka na wattpadzie, więc wybaczcie niektóre momenty, które mi nie wyszły.

No dobrze, więc zapraszam na rozdział :)

~~~

Przemierzałam szybkim krokiem jedną z ładniejszych uliczek w Londynie, szukając kawiarni. Rozglądałam się we wszystkie możliwe kierunki, aż w końcu przed moimi oczami pojawiło się logo kawiarni, do której zmierzałam. Skierowałam się w jej kierunku i po chwili zobaczyłam radosną twarz mojego ojca, który teraz do mnie machał. Podeszłam do stolika i usiadłam koło niego, przy okazji patrząc na w tapetowaną blondynkę koło niego.

-Witaj Jasmine-powiedział dyplomatycznym tonem głosu, super, czyli nawet teraz sobie nie odpuści, kiedy widzi mnie pierwszy raz od roku albo więcej. Nic nie odpowiedziałam, tylko rzuciłam mu ostrzegawcze spojrzenie, że ma przestać.-No dobrze, a więc to jest Eleanor.-spojrzałam na nią i wymusiłam uśmiech-Moja żona-dopowiedział, a mi zrzedła mina.

-Kiedy Ty... - przerwała mi w połowie zdania.

-Tydzień temu-przysunęła się do mojego ojca i zaczęła mu coś szeptać do ucha. Muszę przyznać, że teraz wyglądała, jak barbie miała na sobie różową kieckę, która więcej odkrywała, niż zakrywała, na twarzy tapetę, a na nogach mogę się założyć, że miała bardzo wysokie szpilki, no to mój ojciec zmienił gusta... kto wie, może są jednak jakieś jej plusy.

-Ooo jak miło, a właśnie dziękuję za zaproszenie. Wesele było rewelacyjne. - powiedziałam z ironią. Tak w sumie to było mi przykro, że nie jest już razem z mamą, a na dodatek nie zaprosił mnie na swój ślub. Miło, ale jakby nie patrzeć. Nie musiał i bardzo mi to pasuje. - No dobrze, to co chciałeś mi powiedzieć? - spytałam, mając nadzieję, że przestaną się zachowywać, jakby za chwilę mieli iść do łóżka.

-Chciałem, abyś w końcu wyprowadziła się od matki i usamodzielniła. - I te piękne uczucie kiedy myślisz, że twój ojciec zwariował, ale nie. Może być jeszcze gorzej. - Już kupiłem ci mieszkanie, a będziesz miała na koncie. W każdym razie jak będziesz czegoś potrzebowała to zawsze możesz zadzwonić.

-Po pierwsze: czyj to był pomysł?, po drugie: pytałeś się mamy?, i po trzecie: idź się, lecz.-chciałam wstać i wyjść, ale powstrzymał mnie.

-Rozmawiałem z nią wczoraj i się zgodziła, a pomysł był nasz wspólny-spojrzałam na niego pytająco - Vanessy i mój-sprostował.

-Kiedy mam się przeprowadzić?

-Dzisiaj przewieźli twoje rzeczy, więc masz tutaj kluczyki i powodzenia w nowym mieszkaniu.-cudownie załatwili wszystko bez mojej zgody i wiedzy. Nie ma to, jak postawić mnie przed faktem dokonanym. Zabrałam klucze. - Adres masz na telefonie.

-Cześć - to były moje ostatnie słowa i poszłam do wyjścia. Miałam już dosyć jego i tego czegoś, co siedziało koło niego, a na matkę byłam najzwyczajniej wkurzona. Jak mogła się na coś takiego zgodzić? A tak poza tym, czy to jest w ogóle możliwe, przecież nawet nie jestem pełnoletnia! No dobra za miesiąc będę, ale to nic nie zmienia.

Otworzyłam drzwi i poszłam do sklepu po lody, a następnie na parking szukać samochodu, który udało mi się odszukać dosyć szybko. Wsiadłam i sprawdziłam adres mojego mieszkania.

Jak to dziwnie brzmi - pomyślałam

Okazało się, że moje urocze mieszkanie znajduje się kilka ulic od mojej starej szkoły. Tak starej niestety, poszłam do szkoły rok wcześniej niż moi rówieśnicy i w taki oto sposób mam już piękne wakacje od edukacji. Choć nie ukrywam, że chciałabym się nadal uczyć, dlatego muszę niedługo zanieść dokumenty na uczelnie i wytrzasnąć pieniądze na nie od rodziców lub iść do pracy.

Wpisałam adres w GPS'a i pojechałam według jego lub jak kto woli jej wskazówek. Doprowadziły mnie one do wysokiego apartamentowca, bo inaczej się tego nie da nazwać. Zaparkowałam samochód na pierwszym wolnym miejscu i poszłam do wejścia. Okazało się, że moje nowe lokum jest na ostatnim piętrze, czyli dwudziestym. Super, będzie ciekawie kiedy winda się zepsuje.

Otworzyłam drzwi i moim oczom, ukazał się ogromny apartament w kolorach szarości i bieli. Po mojej prawej znajdowała się ściana, gdzie były głównie regały z książkami, trochę dalej w rogu było wejście zapewne do kuchni, nieco dalej znajdowała się ściana ze szkła, przez które można było zobaczyć taras, przed ścianą stał jeszcze stolik, a na nim telewizor przed stolikiem stała szara kanapa. W oddali pomieszczenia dostrzegłam też kilkanaście drzwi i schody prowadzące na kolejne piętro.

Finally Found YouWhere stories live. Discover now