Obudziłam się nagle, zlana potem, gdy światło zaczęło wpadać przez uchylone okna do małej bulgoczącej fontanny w rogu pokoju. Skrzywiłam się, gdy
tylko do mojej głowy ponownie dotarło wspomnienie nocy i tego przerażającego snu. Założyłam jeansowe szorty, szare Converse za kostkę i pomarańczową koszulkę z obozu. Minutę później zabrzmiała donośnie koncha, wołająca na śniadanie. Postanowiłam, że od razu po śniadaniu powiem Chejronowi o tym śnie. Z takim postanowieniem pobiegłam do pawilonu jadalnego, gdzie siedziała już większość Herosów.
Siadłam samotnie przy stoliku Posejdona, patrząc się na rozmawiających i śmiejących się obozowiczów. Nawet przy stole Hadesa siedziało troje dzieci, nie mówiąc o Zeusie, który przyznał się do czterech. Nie miałam najlepszej przyjaciółki, jednak dosyć dobrze dogadywałam się z Marą, córką Zeusa i z Alice, córką Apolla. Do jedzenia zażyczyłam sobie tosty z dżemem morelowym. Po chwili moje danie było już na talerzu. Tosty były bardzo smaczne, zresztą jak wszystko tutaj. Skończyłam jeść, wstałam od stołu i wolnym krokiem poszłam do wielkiego domu. Nie wiedziałam jakiej reakcji Chejrona się spodziewać. Cicho zapukałam i zastanawiałam się czy nauczyciel usłyszy. Usłyszałam jak wózek inwalidzki podjeżdża do drzwi. Chejron otworzył, z nieukrytym zdziwieniem na brodatej twarzy.
- Alex...? Po co przychodzisz?
- Miałam sen, Chejronie. Dość niepokojący sen.
- Wejdź proszę. Zaprosił mnie na kanapę.
- Opowiedz mi o tym śnie, proszę.
- Stałam w lesie. Zgubiłam się, ale nie widziałam nikogo. Postanowiłam iść przed siebie, z nadzieją wyjścia z lasu. Wyjście odnalazłam. Jednak nie takie, jakie chciałam. Przede mną był labirynt. Wyczuwałam w nim wrogość do wszystkich i wszystkiego . Co więcej, wyczułam tam coś starszego niż bogowie, może nawet starszego niż tytani.
Chejron miał wyraźnie zmartwioną minę.
Jednak najgorsze było w środku. Słyszałam krzyk półboga, może dwóch rozpaczliwie proszący o pomoc. Potem najprawdopodobniej półbóg coś zauważył i zaczął głośniej wrzeszczeć, jakby ktoś go rozszarpywał. Krzyk ucichł, a ja byłam już wiedziałam, że półbóg umarł.
Nieeeee- płakałam, zupełnie jakbym go znała.
Nagle znalazłam się w obozie. Albo w jego ruinach. Płonął. Mój dom płonął.
Chciałam znów płakać, ale łzy nie leciały. Chciałam wezwać wodę, lecz nie mogłam. Przede mną stanęła czarna, gigantyczna postać i niskim głosem przemówiła: "Nie uratowałaś go, córko morza. Teraz widzisz co się stanie z najważniejszym dla ciebie miejscem. Zniknie. Bo nie udało ci się go uratować!"
Zobaczyłam ciemność przed oczami.
Nagle znowu byłam pod labiryntem. Próbowałam zrozumieć ten sen. Wtedy niezauważenie podszedł mnie od tylu chłopak i wbił mi nóż w plecy.
Czy ktoś to czyta?
Mam nadzieję że ktoś to czyta!
I że się podoba!
Jak tak to supi!
YOU ARE READING
Zguba labiryntu
FanfictionJestem Alex, córka Posejdona. Na co dzień mieszkam w Obozie Herosów. No chyba, że usłyszę przepowiednię...
