Był 1 września. Szedłem do nowej szkoły i nikogo nie znałem. Czułem się głupio, że w 6 klasie zmieniam szkołę. Wszyscy z mojej klasy dobrze się znali, razem się śmiali, rozmawiali ze sobą, a ja nie mogłem znaleść towazystwa. Jedna z popularnych klasowych grupek powiedziała, że możemy się zakumplować, ale musze zrobić coś "hardcorowego". Nie miałem żadnego pomysłu, wiec odpiąłem jedną ze szpilek znajdującą się na tablicy korkowej przy drzwiach i bez namysłu połorzyłem ją na krześle nauczyciela, ostrą końcówką do góry. Zabrzmiał dzwonek i nasz wychowawca wszedł do klasy. Pierwsze co zrobił to usiadł na krześle , w taki sposób że jego lewy pośladek idealnie przykrył szpilkę. W całej szkole było słychać przeraźliwy krzyk Pana Alana, który ze szpilką wbitą w tyłek wybiegł z klasy. Wszyscy pogratulowali mi mojego wyczynu, zaczęli ze mną rozmawiać, a mi się to podobało więc uznałem że będę robić więcej podobnych akcji. Na przykład na przyrodzie pokleiłem kredę i przykleiła się do ręki nauczycielki, albo na wfie jak biegaliśmy podłożyłem nauczycielowi grabie pod nogi tak aby dostał kijem w twarz. Wszystkie moje żarty się udawały , ale zyskiwałem popularność tylko wsród chłopaków. Dziewczyny wyzywały mnie od idiotów i innych takich... Robiło mi się wtedy troche przykro i dlatego zaczynałem robić coraz głupsze rzeczy. W pewnym momencie lekcji wstawałem i zaczynałem tańczyć, dawałem głupie odpowiedzi na pytania,ale dziewczyn to nie kręciło... Powoli kończyły mi się pomysły.Byłem pewien że w końcu znajdę się w kropce.Nie wiedziałem nawet że niedługo zdarzą sie bardzo dziwne rzeczy...
