Jest ciepły sobotni wieczór postanowiłam wyjść pobiegać ale jak zawsze skończyło się to tym że siedzę na ławce w parku i myślę o moim życiu.
Delikatny wietrzyk muska moją twarz a ja zastanawiam się po co żyje. Nikt mnie nie kocha... W szkole przezywają mnie i biją nieraz ciężko ukryć przed rodzicami siniaki ale i nie tylko... muszę również ukrywać rany po cięciach żyletką... Nagle z moich oczu popłynęły łzy szybko je otarłam i postanowiłam wracać.
-Już jestem.
Krzyczę do mamy po czym kieruję się do swojego pokoju. Zabieram piżamę i idę do łazienki. Oczywiście zanim weszłam pod prysznic ponarzekałam przed lustrem jaka to ja jestem gruba i brzydka. Po 30 minutach przebrałam się w piżamkę i uczesałam włosy w kucyk.
Wróciłam do swojego pokoju i usiadłam na dywanie opierając się o łóżko. Włączyłam piosenkę Stay Strong Bars and Melody. Momentalnie z moich oczu popłynęły łzy... Pytałam się w myślach dlaczego?! Dlaczego mam takie straszne życie?! Czym zawiniłam że wszyscy mnie nienawidzą?! Te pytania ciągle krążyły mi w głowie. W końcu nie wytrzymałam... Podeszłam do szafki i ją otworzyłam. Dobrze wiedziałam czego szukam. Wyciągnęłam rękę po małe pódełeczko które leżało przykryte kilkoma bluzkami. Znajdowała się w nim żyletka. Wróciłam na miejsce i podwinęłam rękawy bluzki. Łzy dalej płynęły po moich policzkach. Przeciągnęłam kilka razy ostrzem po skórze tworząc niewielkie rany z których po chwili zaczęła sączyć się krew. Chwilę później wszystko było już posprzątane a rany opatrzone. Wyłączyłam muzykę i zakopałam się w mojej pościeli. Wyszeptałam jeszcze- I'm so sorry Leo and Charlie -po czym zasnęłam.
Mam nadzieję że rozdział się podobał. Dziękuję xbambino143x za natchnienie mnie do pisania.
Bye xxx
*273 słowa*
