One shoot

2.5K 189 105
                                        

Był chłodny, wczesnowiosenny ranek. Toris zmęczony i zziębnięty zatrzymał się przed domem Polski. Nie mógł uwierzyć we własne szczęście, ostatnich 30 lat spędził u Rosji, traktowany jak niewolnik.

-Feliks! - na widok przyjaciela rzucił mu się na szyje. Oczy wypełniły mu się łzami. - Błagam, powiedz mi, że to nie sen. Tak za toba tęskniłem!

Litwin wtulił się w Feliksa. Łzy radości napłynęły mu do oczu.

***

-Feliks.... - wyszeptał cicho Toris, gdy już leżeli razem w łóżku, a Polska stęskniony za kochankiem zaczął go całować. - Proszę, cię.... Feliks... proszę... przytul mnie. - Litwie nagle zrobiło się strasznie smutno. Przypomniał sobie wszystkie te chwile, gdy był daleko... gdy Ivan go zmuszał do takich rzeczy... czuł się zmęczony i zbrukany. Niegodny chłopaka leżącego obok.

- Proszę, dzisiaj tylko mnie przytul. - powtórzył bardzo smutnym głosem. Polska zdziwiony cofnął usta od szyi bruneta i przytulił go opiekuńczo. Nie pytał. Zasnęli wtuleni w siebie śniąc o lepszym świecie.

***

Toris obudził się z koszmaru. Był sam, w ciemnym pokoju, którego nie poznawał. Ivan znowu musiał go gdzieś przenieść... Leżał nago w łóżku. Zacisnął powieki i wtulił twarz w poduszkę. Był pewien, że Ivan zaraz po niego przyjdzie, żeby... żeby go znowu zgwałcić.

Za każdym razem, czuł się bardziej brudny, bardziej niegodny... niemal niewierny. Chciał uciec. Zabić się. Nie wytrzyma dłużej...

Usłyszał kroki na schodach i już wiedział, że Ivan zaraz zacznie się do niego dobierać. Łzy same napłynęły mu do oczu. Zabije się. Dzisiaj już na pewno. Teraz. Natychmiast! Zanim on znowu...

Litwin zerwał się z łóżka i dziko rozglądając się po pokoju dostrzegł nożyk do listów na biurku. Nie zastanawiając się, porwał go natychmiast i przeciął sobie nadgarstek. Ból był słodki. Krew trysnęła z żyły. Czerwona na białej skórze Litwina... Jak flaga Polski.

Kroki były tuż pod drzwiami i Toris zrozumiał, że nie zdąży się wykrwawić. Ivan go odratuje. Zacznie pilnować... Drugiej szansy nie będzie. Trzeba, teraz.... trzeba...

Chłopak podniósł zakrwawione ostrze i desperacko przyłożył je sobie do gardła. Coś go zatrzymało. Listy na biurku. Jego listy, które słał do Feliksa. Czy Ivan zatrzymał je wszystkie? Jak on mógł... Przecież otrzymywał odpowiedzi... podrobione? Ale dlaczego?

Drzwi się otworzyły i stanął w nich Feliks. Czy to halucynacje? Na pewno. To od upływu krwi... przecież... to niemożliwe. Ivan go nie wypuści. Nigdy się stąd nie wydostanie... Nigdy, chyba że...

Ciął się nożem po krtani. Gdy upadał widział jeszcze przerażonego Feliksa, biegnącego ku niemu.

- Kocham Cię, Polsko. - chciał wyszeptać, ale z gardła wydobył mu się tylko charkot i więcej krwi.

A potem była już tylko ciemność.

***

Po prawie 30 latach niewoli Polsce udało się wymusić na Ivanie, wypuszczenie Torisa.

Po tak długiej rozłące niemal nie mógł uwierzyć, gdy ujrzał Litwę na progu swego domu. Chłopak był roztrzęsiony, głodny i schorowany. Polska szybko wciągnął go do domu i nakarmił.

Widział że jego ukochany zachowuje się dziwnie. Wzdrygał się ze strachu na każdy głośniejszy dźwięk. Rozglądał się nerwowo, co chwilę, upewniając się gdzie jest. Właściwie nie puszczał ręki Feliksa. Nie cofał się przed dotykiem, ale i nie odpowiadał. Jakby uważał posłuszeństwo za swój obowiązek.

Co ten drań mu zrobił? Feliks go zamorduje! Bał się pytać Torisa o pobyt u Rosji. Nie chciał sobie wyobrażać co Litwin musiał tam przeżyć.

- Liciu... już wszystko dobrze. Jesteś ze mną bezpieczny - Polska próbował go uspokajać, ale nieświadomie powtarzał słowa, które Ivan często mówił Torisowi przed gwałtami. Litwa tylko wtulił głowę w ramiona.

Polska widział jego wyczerpanie, więc zabrał go do łóżka. Miał nadzieję, że spokojny sen pomoże mu się uspokoić. Sam nie planował się kłaść, bo było wcześnie, ale Toris wczepił się w jego ramię błagając, by go nie zostawiał. Stęskniony Feliks przytulił kochanka i zaczął go całować, jednak Liwa prawie się rozpłakał.

Polska tulił Torisa do wieczora, aż obaj nie usnęli. Obudziły go krzyki. Litwa rzucał się przez sen. Polska chciał go obudzić, ale nie zdołał. Poczuł gorąco bijące od Torisa. Chłopaka paliła gorączka.

Feliks wykoczył z łóżka i zbiegł na dół, by zadzwonić po lekarza i poszukać kompresu. Śpieszył się, ale kiedy wbiegł z powrotem na górę ujrzał Litwę, umazanego krwią, z nożem przy krtani.

Zamurowało go. Chciał go zawołać, ale głos uwiązł mu w gardle.

Litwa podciął sobie gardło na jego oczach. Feliks przerażony podbiegł do leżącego na ziemi kochanka. Nie docierało do niego, co się właśnie stało... Dlaczego? Dlaczego teraz, kiedy właśnie dane im było się spotkać?

-Liciu! Nie, Liciu, nie rób mi tego.... - błagał Feliks. Łzy lały mu się po twarzy. Klęczał przy ukochanym otępiały, ściskając go za rękę.

Krew płynęła coraz wolniej.

Nagle coś się stało. Toris się poruszył, cicho jęknął i znów znieruchomiał. Do Feliksa dotarło, że chłopak jeszcze żyje i otrzeźwiał natychmiast. Zerwał z siebie koszulę i owinął nią nadgarstek Torisa, by choć trochę powstrzymać krwawienie.

Karetka przyjechała szybko, szpital był dwie ulice dalej. Torisa natychmiast zabrano na salę operacyjną. Feliks siedział bezradny w korytarzu. Nie potrafił powstrzymywać łez.

Nie widzieli się tak długo... Kiedy w końcu myślał, że go odzyskał na zawsze...

Nie potrafił zrozumieć, dlaczego Licia to zrobił... Co Rosja mógł mu zrobić?

Wiedział tylko jedno. Ivan srogo za to zapłaci. Choćby to miała być ostatnia rzecz jaką on, Polska zrobi, Ivan zapłaci.

Operacja trwała długo. Bardzo długo. Nadszedł ranek, Feliks przysnął na plastikowym kszesełku, pod ścianą.

Śnił mu się Licia, całujący go i przepraszający... Żegnający. Jego twarz jaśniała, zza pleców wystawały skrzydła.

-Wybacz mi Feliks... Nie dałem rady. Mogłem tylko przyjść, by cię zobaczyć, ale nie dałem rady. Proszę, przebacz mi Feliks...

-Liciu. - Feliks szlochał. - Nie zostawiaj mnie Liciu! Ja cię kocham! Nie mogę żyć bez ciebie....

-Proszę...

-Proszę pana! - Feliksa obudził lekarz. - Jest pan członkiem rodziny, tego chłopaka?

-Jestem jego jedyną rodziną. - wyszeptał Feliks. Nie potrafił nic odczytać z twarzy lekarza. Nic dobrego. Lekarz był zaniepokojony.

-Czy on.... - z gardła Feliksa nie mogło wydobyć się to pytanie. To straszne pytanie.

-Jest źle. - powiedział lekarz. - Stracił bardzo dużo krwi, będzie potrzebował szybkiej transfuzji, a jego grupa krwi jest rzadka. Jest w śpiączce i nie wiemy czy zdoła się wybudzić... A nawet gdyby wszystko poszło dobrze... Struny głosowe ma całkiem zniszczone. Nigdy już nie będzie mógł mówić.

Feliksa przeszedł dreszcz. Nie docierały do niego słowa lekarza.

-Więc żyje... - wymamrotał, a w jego serce wstąpiła otucha. - Mogę go zobaczyć?

THE END

A jeśli ktoś chce mi powiedzieć, że w takim momencie się nie kończy, to zdradzę, że pierwotnie miało się zakończyć na słowach: "-Kocham Cię, Polsko."

Dlaczego, Liciu?Stories to obsess over. Discover now