część 1

26 1 0
                                        

"Lepiej celowo umrzeć, niż żyć w bezcelowym smutku"

Nie nawidze swojego cała.Gdyby nie moja przyjaciółka Liv nie było by mnie tu.Moje życie nie ma sensu.Moim największym marzeniem jest połknąć opakowanie tabletek i pobić wódką,zasnąć,nie obudzić się już nigdy.Nie ujżec tego bezsensownego świata.Jest tyle sposobów by umrzeć,a ja nie mam odwagi by to zrobić. Miałam chłopaka rozstałam się z nim, nie chciałam by cierpiał widząc moje rany na nadgarstkach.Kochałam go,kocham i będe zawsze kochać.Wiem, że nie wybaczy mi tego,że zerwałam z nim bez słowa wyjaśnienia.Co do moich rodziców nie wiedzą,że okaleczam się.Myślałam,że jak zerwe z chłopakiem będzie mi łatwiej.Wydawało mi się,że przestanę się ciąć,że będe miała czas by poradzić sobie z moimi problemami.
<<<<<<<<

Jak zwykle wolałabym zostać w domu, w swoim pokoju.Oczywiście jak co rano muszę chodzić do szkoły.
-Wstawaj ,bo nie zdążysz!!!-usłyszałam głos swojej mamy.
Wstałam i podeszłam  do swojej szafy stojącej w prawym rogu mojego pokou.Nie mam się w co ubrać,odwieczny problem nastolatki.Po 10 minutach wybrałam czarne getry i również w tym samym kolorze sweterek.Po porannych czynnościach.Już byłam gotowa.Na szczęście dziś jest zimno i mogę iść do szkoły w sweterku na ddługi rękaw,który zasłoni moje blizny na rękach.Nawet nie chce myśleć co stało by się gdyby któryś z nauczycieli zobaczył moje ręce, pewnie zadzwonili by do moich rodziców i napewno oni nie byli by z tego zadowoleni.Zerknęłam na zegarek,gdy zobaczyłam która jest godzina przeraziłam  się 7:36.Za cztery minuty mam autobus,a droga na przystanek zajmuje mi dziesięć minut.Założyłam kurtkę po czym zażuciłam na ramię torbę i wcisnęłam na nogi moje adidasy.Po jakiś 5może 6 minutach biegu byłam już na przystanku.No dziś mi się upiekło zdążyłam na czas.Dziś mam 6 lekcji.Pierwsze mam dwa polskie.Jak zwykle 10 minut po dzwonku byłam już w sali.Niestety chodzę do tej samej szkoły co mój były chłopak.Widocznie poczuł się bardzo pokrzywdzony,nie odzywa się do mnie.
Minęły już 4 lekcje na szczęście jeszcze go nie widziałam.Zawsze gdy widzę go na korytarzu i zdaje sobie sprawę,że nie mogę się do niego przytulić moje serce rozpada się na miliony kawałków.
Zanim się obejrzałam lekcje się już skończyły.Ruszyłam w stronę autobusu.Po 15 minutach wsiadłam do autobusu. Nie miałam ochoty wracać do domu.

<<<<<<
Wysłałam tylko krótką wiadomość do mamy.
Siedziałam już od godziny w parku. Nie ma nikogo,w rękach trzymam żyletke.Zrobię kilka kresek,przecież nikt nie widzi.Na mojej ręce powstała
pierwsza kreska już czuje krew spływającą po mojej ręce.
-Za to,że żyje-powiedziałam w ciszy, stawiając kolejne kreski.
-Czemu to robisz?
usłyszałam nieznany mi głos.Odwróciłam się powoli, ujżałam chłopaka rok może dwa starszego odemnie.Miał piękne piwne oczy,był wysoki.

-Zadałem ci pytanie!!Odpowiedz mi!Wiem jak się czujesz ale nie warto tego robić.-podniósł lekko głos.Owinęłam ręke bandażem, miałam ochotę wstać i odejść jednak złapał mnie za nadgarstek.

-To moja sprawa.Proszę cię nie mów nikomu co tutaj widziałeś.Zkąd ty możesz wiedzieć co ja czuje?-.On nic nie odpowiedział tylko podciągną rękawy swojej bluzy,ujżałam wiele blizn na jego rękach.Usiadłam na ławkę.Podałam chłopakowi rękę.

-Jestem Rose.-przedstawiłam się.

-A ja Nathan, przeprowadziłem się wczoraj.

-A do którego gimnazjum będziesz chodził?

-Muzycznego

-Jak dobrze się składa bo ja też się tam uczę.Może wpadniesz do mnie.Mama uciekła ciasto.

-Jeśli twoja mama nie ma nic przeciwko to chętnie przyjdę.

-To choć.
Szliśmy w ciszy,przjemnej ciszy.
-to jest mój dom.-powiedziałam.Złapał mnie za ramię i odwrócił.

-A to jest mój dom-po drugiej stronie stał mały zielony domek.
-Jesteśmy sąsiadami-powiedziałam z radością w głosie.

<<<<<<<<
Nathan

Złapałem ją za ramię i odwróciłem.
-A to jest mój dom-powiedziałem.Uśmiechnęła się pod nosem.Wkońcu stwierdziła.
- Jesteśmy sąsiadami.Nie zdążyłem nic odpowiedzieć wciągnęła mnie do mieszkania.Dotarliśmy do kuchni siedziała w niej kobieta około czterdziestki.Była bardzo podobna do Rose.
-mamo to jest Nathan.Jest moim przyjacielem.-powiedziała lekko zdenerwowana Rose.
-Jestem Marta-starsza kobieta podeszła do mnie i uścisnęła moją rękę.

-To my idziemy na góre-powiedziała biorąc tyleż z ciastem.
Weszliśmy do jej pokoju.Nie przypominał pokoju nastolatki,cały pokój był w odcieniach czerni i szarości.To pasowało do Rose.Ubierała się na czarno.Miała długie farbowane włosy.Siedzieliśmy bardzo długo śmiejąc się i rozmawiając.Zrobiło się już ciemno.Rose odprowadzała mnie do dżwi.

-Wpadne po ciebie rano.Dobranoc piękna.
-Dobranoc-powiedziała i cofnęła mnie w policzek.Uśmiechnełem się i poszłem do domu.
<<<<<<
Rose
Sama nie wiem co mnie podkreśliło by go pocałować.On jest taki słodki,a jego uśmiech cudowny.Wiem ,że nie powinnam zapraszać obcej osoby do domu,ale zaufałam mu.Jet taki słodki i taki przystojny.Zaraz, czy ja się zakochałam?Nie to niemorzliwe jesteśmy tylko przyjaciółmi.

-Rose może odejdziesz od tych drzwi?-z zamyśleń wyrwał mnie głos mamy.Dopiero teraz zdałam  sobie sprawę,że nadal wpatruje się w miejsce gdzie przed kilkoma sekundami był mój sąsiad.

-To ja już może pójdę spać-powiedziałam i poszłam do swojego pokoju.Po kąpieli byłam tak zmęczona ,że odrazu zasnęłam.

Trochę któtkie:(

Komentujcie!!!

20 oczek jeszcze dziś druga część książki<3

Śmierć Czy ŻycieOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz