Rozdział 1

1.5K 85 14
                                        

    Uderzyłam w szafkę nocną, znowu nie trafiłam w budzik. Otworzyłam oczy i szybko, zwinnie przerzuciłam się na drugi bok niczym robak. Wyłączyłam budzik, głośno odetchnęłam, bo w końcu nastała cisza.

  W mojej głowie toczyła się walka, moje małe WWE. W prawym narożniku zawodnik 'pieprz wszystko i śpij', natomiast w lewym zwycięstwa ostatniego sezonu 'wstań, w kuchni jest jedzenie'. Ostatecznie zawodnik numer dwa wygrał, a ja niechętnie zczołgałałam się z łóżka.

  Początkowo miałam iść do szkoły w piżamie owinięta kocykiem, ale stwierdziłam, że chce ubrać koszulę, którą niedawno kupiłam( A długo czekałam aż w końcu ją przecenią). No więc, przesunęłam ruchome drzwi mojej szafy i wyjęłam z niej parę czarnych jeansów oraz wcześniej wspomnianą granatową koszulę w cieniutkie białe paski.

Założyłam na siebie ubrania, wzięłam plecak z krzesła i wyszłam z pokoju zatrzaskując drzwi. Zbiegłam po schodach do kuchni, biegłam jak szczęśliwy pies hasający po łące, aż wbiegłam do pokoju i zrobiło mi się słabo, ruch od razu po spaniu nie jest raczej wskazany. Usiadłam na jedno z krzeseł przy blacie. Przede mną przygotowany był już jeden czysty talerz, chwilę czekałam, aż mama nałoży mi tego co przygotowała ale jej nie było w kuchni. Poczekałam jeszcze chwilę, może trochę dłużej niż chwile. Zamyśliłam się - 'co by było gdyby Jack Geny zaprosił mnie na bal, który ma się odbyć pod koniec roku szkolnego w czerwcu. Wydaje mi się, że mielibyśmy dwójkę dzieci, duży dom, drogie auto, piękny ogród, dużo kasy i moglibyśmy podróżować po całym świecie.' Ale Jack Geny nigdy nie zaprosi mnie na bal.
-Kochanie?
-Tak Jack?- zapatrzona w sufit lekko się uśmiechnęłam.
-Co? Brenda jedz śniadanie ojciec czeka, już przygotował auto możecie jechać.- powiedziała moja mama nasypując mi jakiś płatków śniadaniowych, w tym samym momencie do kuchni wbiegł mój młodszy brat Michael i starszy Rick.
-Jak to tata przygotował auto? szkoła jest kilka domów dalej.- zapytałam niepewnie, bo działo się coś dziwnego.
-Mamo czy jak Brenda już pojedzie mogę jej pokój, proszę?- spytał sześciolatek
-Michael nie wcinaj się w kobiece rozmowy.- odpowiedział Rick pakując śniadanie.
-Nie wiesz? Nie mówiłam ci? O Boże kochanie przepraszam- zestresowana zaczęła tłumaczyć- Wraz z tatą znaleźliśmy ci szkołę, artystyczną szkołę. Jest tylko kilka mil stąd, to szkoła z internatem kochanie.
-To mogę ten pokój mams?

W pierwszej chwili mnie zamurowało, ale byłam szczęśliwa, bardzo. Od dawna chciałam zmienić szkołę i nie sądziłam, że będzie to szkoła plastyczna.
-Matko, dziękuje. Ale się cieszę Jezu!-łapczywie dokończyłam śniadanie i zerwałam się z krzesła, biegłam w stronę drzwi ale głos mojej rodzicielki mnie zatrzymał.
-Spakuj się jeszcze!

Szybko wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam czarna walizkę spod łóżka i zaczęłam pakować swoje ulubione ubrania. Michael i Rick pomogli mi poskładać i spakować ciuchy. Gdy wszystkie moje rzeczy zostały spakowane postanowiłam zabrać kilka pamiątek, rupieci i dekoracji z pokoju. Przygotowałam na to osobny karton. Umieściłam w nim ulubione zdjęcia (rodziny i Jack'a Geny'ego, no i czasem przyjaciół), mój budzik, ex pudełko, w którym i tak za dużo nie było, kosmetyki oraz lusterko, książki i jakieś drobiazgi z biurka.
    Wraz z braćmi zanieśliśmy wszystkie pudła i walizkę do samochodu taty. Mały Michael mimo swoich sześciu lat zaniósł więcej niz Rick, chociaż był o 12 lat starszy. Wszystko było już gotowe, przygotowałam i spakowałam kanapki do torby, pożegnałam się z mamą, myślałam że będzie płakała ale nie, moja mama do wrażliwych nie należy i bardzo się cieszy (twierdzi że moim szczęściem, ale każdy wie że jedno dziecko mniej do utrzymania to pewne odciążenie). Pozostało mi pożegnać się z braćmi i wsiąść w samochód taty.
-Hej młoda, miło było cię tu mieć. Trzymaj się i przyjedź na święta.- Rick był taki kochany ( raz w życiu!) - A i pamiętaj żadnych chłopaków, nikt ma cię nie dotykać czaisz.- Spoważniał.
-Huh jasne.- przytuliłam brata szczerząc się jak głupia.
-Brenda... a czy jak wrócić do nas na święta, przewieziesz mi cukierki z innego miasta?-spytał Michael wkładając palce do buzi ( próbowaliśmy walczyć z tym odruchem ale nic z tego)
-Oczywiście kochanie.-przytuliłam chłopca, bo on był jedną osobą w domu którą kochałam bardziej niż ona mnie.- Będę tęsknić za tobą, a ty? Będziesz za mną tęsknił?
-A mogę twój pokój?
-Debilu.-Zaśmiał się Rick
-Wyjeżdżam, nie umieram słoneczko.- jeszcze raz uściskałam chłopca.
-Oh... kocham cię Brenda-uśmiechnął się.

  Tata ruszył. Pomachałam braciom przez okno i postanowiłam się zrelaksować, bo podróż samochodem będzie długa i męcząca. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w tekst piosenki.

  Nagle samochód się zatrzymał, mimo to nie otwierałam oczu. Tata wyszedł z samochodu, otworzył bagażnik i zaczął wyciągać moje rzeczy. W tej chwili chciałam otworzyć oczy, bo hej ta długa podróż minęła tak szybko musiałam wszystko przespać. Więc uchyliłam moje powieki i zobaczyłam dworzec główny. Jedziemy pociągiem jeah, ja sama jade pociągiem.

Kamu telah mencapai bab terakhir yang dipublikasikan.

⏰ Terakhir diperbarui: Jul 21, 2017 ⏰

Tambahkan cerita ini ke Perpustakaan untuk mendapatkan notifikasi saat ada bab baru!

Chłopak Z Pokoju Obok /PL/Cerita yang bikin terobses. Temukan sekarang