PUSTKA...

97 7 2
                                        

Cisza...perfekcyjna cisza, wypełniała niewielki pokój. Można by powiedzieć, że wypełniała ona cały dom. Uniosłem delikatnie głowę, na czoło opadały mi blond kosmyki, a cały obraz zamazany był przez łzy, cisnące się do oczu łzy. Przetarłem policzki dłońmi, za oknem padał deszcz....krople rytmicznie uderzały o parapet.
-Ogarnij się Chan....ogarnij- cichy szept rozszedł się po pomieszczeniu

-Baek pospiesz się!- krzyknąłem z dołu, czekając na chłopaka
-Już idę, nie możesz poczekać chwili- na górze schodów pojawił się chłopak, uśmiech gościł na jego rozpromienionej twarzy, lekko potargana grzywka widniała na jego głowie.
-Spóźnimy się
-Nie marudź Chanyeol, starałem się spakować najszybciej jak tylko potrafiłem
Wziąłem od mniejszego torbę i wsiedliśmy do samochodu. Po drodze wjechaliśmy po kawę do Starbucks i udaliśmy się na lotnisko
-Nadal nie mogę pojąć tego, że jedziemy do Paryża.- odezwał się brunet
-Zawsze chciałeś tam pojechać- powiedziałem- więc spełniam marzenia mojego chłopaka
-Jesteś najlepszy Chan- zaśmiał się
-Wiem- odparłem tłumiąc śmiech

Kolejne łzy spłynęły po moich policzkach. Tyle wspomnień, to wszystko była moja wina....to ja mogłem zginąć, nie przeżyć....nie on, on musiał żyć. Z transu wywołał mnie dzwoniący telefon, na wyświetlaczu pojawiły się dwa nieodebrane połączenia od Jogina. Oddzwoniłem, odebrał dopiero po trzecim sygnale. Pierwsze co usłyszałem to głośną muzykę, później zaś głos przyjaciela i krzyki ludzi, co oznaczało, że Kai zrobił imprezę.
-Hej Chanyeol, co porabiasz?- spytał, prawie krzycząc do słuchawki
-Nic- odparłem
-Może byś wpadł na imprezkę, trochę tu sztywno bez Ciebie
Pociągnąłem nosem, przełknąłem ślinę i zbierałem się na normalną odpowiedź, tym razem nie z załamanym głosem
-Nie wiem stary, nie czuję się zbyt dobrze- miałem na myśli stan psychiczny
-Chan, przestań ciągle się smucić i dołować. Przyjedź, my czekamy na ciebie- po tych słowach połączenie zostało zakończone, co oznaczało, że nie miałem wyboru i musiałem pojechać na imprezę.
Jeszcze chwilę posiedziałem na podłodze, próbując się uspokoić. W stałem ociężale i ruszyłem do łazienki. Kiedy wchodziłem znów spojrzałem w te same miejsce co zawsze. Na żółtym wieszaku, wisiał biały, bawełniany ręcznik należący do Baekhyuna. Nie potrafiłem pozbyć się rzeczy, które były jego. Tak bardzo mi go przypominały, jego uśmiech, śliczne brązowe oczka, miękkie i zawsze pachnące wanilią włosy, delikatną, brzoskwiniową skórę i zapach, zapach który czuje do dnia dzisiejszego na jego ubraniach, nadal leżących w szafie, nadal czekających na niego. Czekających tak jak ja. To nie jest obsesja, to jest po prostu tęsknota. Znów poczułem nieprzyjemne ukłucie w środku, znów zachciało mi się płakać, byłem słaby. Odwróciłem się w stronę lustra oparłem ręce na brzegach umywalki
-Ogarnij się Park- wyszeptałem- ogarnij się kurwa! On nie wróci, nie ma go i już nie będzie!- wykrzyczałem po czym opuściłem głowę- nie ma go, nie ma....- kolejne już dzisiaj łzy kapały do kranu, a ja czułem się okropnie.
Dlaczego człowiek tak bardzo kocha osobę, której już nie ma? Dlaczego strata jednego człowieka tak boli, niszczy i czyni słabym? Przecież to tylko jeden człowiek, na świecie jest ich ponad siedem miliardów. Żyjemy wspomnieniami, które są złudne. Łudzą nas i zarazem wyniszczają od środka. Widzimy to co chcemy, zwalniany nagle tępo i cofamy się. Próbujemy osiągnąć to czego już nie ma, próbujemy dotknąć gwiazd mimo, że są za wysoko. Próbujemy żyć, ale z czasem nam to nie wychodzi. Kochamy, ale czasami nie za długo, ale kocha się raz szczerze i prawdziwie. Po mimo tego, iż cierpimy, nadal kochamy...
Ubrałem się jak normalny człowiek, zamiast luźnych adresów ubrałem czarne dżinsy, zamiast zwykłej koszulki, bluzę. Wiząłem kluczyki i wyszedłem. Kiedy otworzyłem drzwi uderzył mnie powiew świeżego, chłodnego powietrza. Nadal padał deszcz. Przebiegłem przez podwórze i znalazłem się w samochodzie. Uruchomiłem auto i ruszyłem w stronę domu Jogina. Kai mieszkał w centrum miasta, tak jak ja kiedyś ale przeprowadziłem się ze względu na niektóre wspomnienia związane z Baekhyunem. Teraz do miasta miałem jakieś pół godziny, ale nie przeszkadzało mi to i tak rzadko bywałem w mieście. Idealnie po godzinie podróży, stanąłem przed drzwiami domu Kim Jogina. Wszedłem bez pukania,bo to i tak nie miałoby sensu. Poszedłem poszukać Kaia. Chłopaka spotkałem przy stole z alkoholem. Gdy mnie zobaczył, zostawił resztę znajomych i ruszył w moim kierunku.
-W końcu jesteś- przywitał się
-Ciesz się, że przyjechałem
Przez resztę imprezy siedziałem na kanpie, słuchając rozmów, pijanych kolegów Kaia.
-Ile jeszcze będziesz taki?- spytał blondyn
-Jaki?
-Chodzisz ciągle smutny, nic dla ciebie nie ma sensu. Chanyeol ty się sypiesz, umierasz od środka.
Ma race, Jogin ma świętą rację, ja umieram, sypie się. Przestałem żyć w momencie kiedy Baek zniknął. Kiedy umarł, a ja wraz z nim. Moje życie już dawno straciło sens. Moim życiem był Baekhyun, on był moim powietrzem, którym oddychałem na co dzień. Teraz krzutszę się zwykłym powietrzem, wszystkie wspomnienia zabijają mnie od środka, cierpienie perfekcyjnie wypełnia mnie całego, a wraz z tym cierpieniem ból, okropny ból istnienia. Każdy wdech i wydech, każde słowo, gest sprawia mi ból. Ja już nic nie czuje, prócz smutku. Od dnia wypadku, każdy kolejny dzień to męka, każdy dzień wypełniony jest melancholią.
-Po mimo tego bólu, który mi zadałeś i cierpienie, które także jest powiązane z Tobą, nadal cię kocham Byun Baekhyunie. Kocham cię i zawsze będę.

Ciąg dalszy nastąpi...

Mam nadzieję, że spodoba wam się ten rozdział i będzie dużo gwiazdek i komentarzy

Nothing Like UsTempat cerita menjadi hidup. Temukan sekarang