„ Och nan
I'm a beautiful
I'm a beautiful Liar"
Kłamstwa. Wszyscy nimi gardzą, wszyscy mają kłamców za podstępne szmaty. Jednak zawsze zastawiałem się, dlaczego tak jest. Kłamca jest piękny, dba o najbliższych, zasłaniając kłamstewkami bolesną prawdę.
Kiedyś tak myślałem. Kiedyś, kiedyś sam byłem kłamcą. Wszystko zmieniło się pewnego dnia...
Pamiętam, że siedziałem wtedy na łóżku. W jednej ręce trzymałem kubek czarnej kawy, a w drugiej książkę, kątem oka przyglądając się zaproszeniu na ślub. Pogrążając się w lekturze, próbowałem zapomnieć. Zapomnieć o niej. O dziewczynie, która złamała moje kruche serce. Pozwoliłem jej odejść. Skłamałem, że się tym nie przejmuję. Nikt nie zauważył, jak z biegiem czasu popadam w depresję. Nikt. Ukryłem to przed wszystkimi, dbając o ich dobro, nie o swoje. Jednak w tym gronie, była jedna osoba, która z biegiem czasu się domyśliła. I właśnie On przyszedł do mnie tego dnia. Nie pukając wszedł do mojego mieszkania, a następnie pokoju. Chwycił mnie za skrawek swetra i pociągnął do góry, wylewając tym samym kawę, a książka upadła między nasze nogi. Zesztywniałem. Bywał agresywny, ale nigdy względem mnie. Można powiedzieć, że moje ciało przeszył strach, który wzrósł przez wypowiedziane przez niego słowa. „Leo, musisz to skończyć". Nie odpowiedziałem. Zresztą, jak zwykle. Spojrzałem mu jedynie w oczy, co i tak było jak na mnie wielkim wyczynem. Dzięki temu spojrzeniu, puścił mnie. Ustałem przed nim, nadal się w niego wpatrując. „Nie krzywdź siebie, Leo". Wiedział, że nie uzyska odpowiedzi, mimo tego próbował przemówić mi do rozsądku. Niczym prawdziwy przyjaciel. „Nie powiesz nic? Leo... odezwij się". Jak to mówią, warto próbować. Posłałem mu lekki uśmiech i podniosłem książkę, następnie odkładając ją na komodę. On w tym czasie skupił wzrok na kartce, leżącej na łóżku. Zmarszczył brwi i chwycił ją między palce. „Leo... To od niej?". Złapał mnie za ramię tak, abym stanął przodem do niego. „Czy to od niej?". Jego głos był bardziej doniosły niż zwykle. Nie skłamię, jeśli powiem, że ponownie przeszły mnie ciarki. „Leo do cholery, powiedz coś!". Zdenerwowałem go? Nie chciałem... Jak zwykle zakładałem maskę obojętności. Podczas wewnętrznego umierania, na zewnątrz nie przejmowałem się niczym. Uścisk jego dłoni na mojej ręce zmniejszył się. Rzucił kawałek nic nieznaczącego papieru na podłogę i wyszedł.
Zostałem sam. Znowu.
Usiadłem na brzegu łóżka z podkulonymi pod brodę nogami i oplatając je ramionami. Wpatrywałem się w swoje lustrzane odbicie, powtarzając „Jestem pięknym kłamcą", jakby było to regułą na życie. Chociaż w moim przypadku tak jest. Po dłuższym wpatrywaniu się w siebie, zacząłem czuć... obrzydzenie? Tak, nie ma wątpliwości. Przymknąłem oczy, czując, że w ich kącikach zaczęły zbierać się łzy. Łzy goryczy. Schowałem głowę między kolanami, paznokcie wbijając w materiał spodni. Zapewne usnąłbym, gdyby nie On, wchodzący do pomieszczania. Usiadł obok mnie, jak potem zauważyłem, w takiej samej pozycji, co ja. „Jeśli Ty cierpisz, będę cierpieć razem z Tobą".
Nie pomagał mi w powstrzymywaniu łez... „Leo, proszę, odezwij się". Podniosłem głowę i patrzyłem się w jego odbicie, kiwając przecząco głową. Nie dam rady, nie umiem. Tak długo nie wypowiedziałem ani słowa, zapewne mój głos byłby wtedy tragiczny. Wpatrywanie się w siebie, przerwało nam skrzypienie otwierających drzwi. W ostatniej chwili powstrzymałem Go przed rzuceniem się na dziewczynę, która była kiedyś całym moim światem. „Och, nie wiedziałam, że masz gościa". Powiedziała sztucznie słodkim głosem, jak zresztą zawsze. Złapałem go mocniej za bark, widząc w jego oczach rządzę zemsty. Ona jedynie spojrzała na nas z pogardą i odwróciła się na pięcie. „Szybko się mną pocieszyłeś". Prychnęła i wyszła. Gdybym był osobą szczerą, powiedziałbym jej, co sądzę o niej i o tej dziwnej sytuacji, w której byliśmy. Całe szczęście, nie byłem taki. Prawdomówność nie należała do moich mocnych stron. W przeciwieństwie do Niego. Mimo zasłoniętych ust i moich nóg, oplatających go w pasie, wyglądał jakby był gotowy jej wszystko wygarnąć. Bez żadnych hamulców. „Leo, puszczaj mnie". Zaczął wiercić się, czego skutkiem było uwolnienie z moich objęć. Zerwał się z łóżka i niezauważalnie znalazł się przy drzwiach. Opuszki jego palców dotykały już klamki, ale coś go zatrzymało.
- R-ravi... Nie warto.
Mój głos. Zachrypnięty, prawie niesłyszalny. Tym razem to On skamieniał. Powoli odwrócił się w moją stronę z uśmiechem i łzami w oczach. „Leo..." Zanim dokończył moje imię, objął mnie ramieniem. Słone krople spływały aż do jego brody, kończąc swoją krótką podróż na czubku mojej głowy. „Odezwałeś się...". Tak, dla Ciebie, przyjacielu...
„ Och nan
I'm a beautiful
ani bigeophan Liar"
YOU ARE READING
Beautiful Liar
Fanfiction"Liar, liar, liar. I'm a beautiful liar." Przez długi okres mojej nędznej egzystencji właśnie tak brzmiało moje motto. I tylko on chciał mnie wyciągnąć z tego obrzydliwego wora kłamstw. ~Inspirowane piosenką o takim samym tytule, jak opowiadanie, au...
