[Luke's pov]
Siedziałem na szarym, metalowym krześle. No tak, czego innego by się spodziewać po domu pomocy. Po co wydawać pieniądze na wygodne siedzenia dla porzuconych czy problematycznych dzieci, których nikt tu nie chciał....
Hustville było miastem idealnym; ładne, zadbane domy stały równiutko w dwóch rzędach po obu stronach ulic. Czerwony ratusz stał przy małym ryneczku z fontannami i rosnącymi wokół, idealnie posadzonymi kwiatami. Obok był park, w którym na małym placu zabaw zawsze bawiło się mnóstwo dzieci. Było to mała miejscowość położona niedaleko wielkiego Sydney.
Ośrodek, w którym organizowano rożne spotkania mieścił się na obrzeżach Hustville. Był to równie ładny i zadbany budynek jak wszystkie inne, które zostały tu wybudowane. W nim znajdowało się sześć sali, w których odbywały się spotkania klubu czytelników, ale też terapie i spotkania, na którch rozmawiało się o rożnych problemach. Wszystko było oczywiście opłacone przez Radę Miasta.
I właśnie w jednej z takich sali siedziałem ja i patrzyłem na ścianę naprzeciwko mnie. Była biała. Moje krzesło stało w kole z innymi metalowymi krzesłami, na których siedzieli ludzie w moim wieku i prowadzili jakąś rozmowę czy słuchali siebie nawzajem. Kierownikiem spotkań była Pani Shine, psycholog szkolny. Twierdziła, że każdy ma jakieś problemy, i że powinno się o nich mówić zamiast milczeć i męczyć się z nimi samotnie. Lecz dokładnie to robiłem w tej chwili. Tylko że jedynym moim problemem było to, że musiałem tu siedzieć. Nie potrzebowałem pomocy. Moja mama zapisała mnie tu po tym, jak znajoma mi dziewczyna popełniła samobójstwo. Myślała, że byliśmy parą, gdy skoczyła z mostu. Nie była. Moja matka nic o mnie nie wie. Nic nie łączyło mnie z Amy. Nic, oprócz jednej gorącej nocy. Bardzo gorącej tak dokładnie. Jeśli chodząc na te terapie jakoś zaspokoje pragnienie idealnego świata mojej mamy to okay, niech się cieszy. To tylko jedna godzina w tygodniu, jakoś daje radę.
Jedyne, czego nie rozumiem to to, czemu nie zapisała mnie na indywidualną terapię z pedagogiem czy coś. Bo na pewno nie dlatego, że nas nie stać, jesteśmy bogaci, jak zresztą wszyscy w tym mieście. Może tak jak pani Shine twierdzi, że dzielenie się problemami i słuchanie o problemach innych jest dobre? Nie mam pojęcia o co jej chodzi, dla mnie to nawet lepiej, że chodzę na te spotkania z innymi a nie sam. Przynajmniej nikt nie zwraca tyle uwagi na to, że w ogóle się nie udzielam, wszyscy są zajęci rozwiązywaniem swoich problemów.
W każdym razie raz w tygodniu spędzam tu godzinę swojego czasu. W sumie to nie do końca prawdą jest to, że chodzę tu żeby zaspokoić pragnienie idealnego świata mojej mamy. Chodzę tu, bo gdybym tego nie robił zabroniłaby mi grania w zespole, który jest jedyną rzeczą sprawiającą mi przyjemność. Oprócz spędzania czasu z moimi przyjaciółmi, którzy wszyscy są członami tego zespołu, więc to się w jakimś sensie ze sobą wiąże.
Mam trzech przyjaciół, którzy tak jak ja są wyrzutkami naszego społeczeństwa. Nie jesteśmy zadufanymi w sobie ideałami jak nasi szkolni rówieśnicy, co sprawia, że jesteśmy inni, mniej lubiani i akceptowani. Ale to mi nie przeszkadza. Wole być nie lubiany i być sobą, niż być jakimś sztucznym, ale za to lubianym i popularnym Kenem. Nie potrzebuje fałszywych przyjaciół w szkole. Wystarcza mi to, że mam Michaela, Ashtona i Caluma, których traktuje jak braci.
-Luke, co sądzisz o problemie Katie?-moje rozmyślania przerwał głos pani Shine. Popatrzyłem na dziewczynę, na którą wskazała kobieta i powiedziałem pierwszą rzecz, która przyszła mi na myśl.
-Ummm... Myśle, że powinna zmienić fryzurę, widać jej brązowe odrosty. -odpowiedziałem. Nie miałem pojęcia, jaki problem miała Krisen czy jak jej tam i szczerze mówiąc wcale mnie to nie obchodziło. A faktem było, że ta dziewczyna wyglądała okropnie z tymi odrostami. Może gdyby pofarbowała się na brąz byłoby jej lepiej, lecz nie jestem tego zbytnio pewien. Nie była ładna.
Może jestem trochę chamski, ale przynajmniej jestem szczery. Nikt nie jest miły dla mnie, więc ja nie mam zamiaru być miły dla innych. Nikt mnie tu nie zna, a udając chłodnego drania raczej się to nie zmieni, co wpłynie na moją korzyść. Mam przyjaciół, nie potrzebuje innych. Dla mnie liczy się tylko to, że oni mnie znają, reszta nie musi.
Ale wracając do dziewczyny z odrostami i pani Shine, oraz do wszystkich innych siedzących na szarych krzesłach ludzi, którzy zabijali mnie właśnie wzrokiem; przed nimi na pewno się nie otworzę.
-Luke, to było bardzo niemiłe z twojej strony. Katie ma poważny problem, a ty mówisz o nieistotnych rzeczach... Jeśli w dalszym ciągu cały czas będziesz tylko patrzył w ścianę nie słuchając problemów twoich kolegów i koleżanek i nie udzielał się na zajęciach będę zmuszona poinformować o tym twoją mamę. Proszę cię abyś zaczął coś robić, dobrze?
-Oczywiście, przepraszam panią, pani Shine i przepraszam cię, Katie. Zamyśliłem się.
-Zauważyłam. Dobrze, to może teraz o swoim problemie opowie nam Mark?
Nienawidzę tego miejsca.
Po wysłuchaniu problemów wszystkich ludzi w pomieszczeniu wreszcie mogłem pójść do domu. Na ten tydzień mam już spokój.
---------------------------------------------
Dam dam dam..... Witam wszystkich czytelników pierwszego rozdziału mojego pierwszego fanfiction. Jak napisane jest w opisie jest ono o dwóch ''zepsutych'' ludziach, którzy poznają się i zaczynają zmieniać sobie nawzajem życia. Rozdziały pisane są w różnych perspektywach (myślę, że będą to tylko perspektywy dwóch głównych postaci), choć zdarza się też, że w jednym rozdziale jest więcej niż jedna perspektywa. Nie będę ich raczej dodawała regularnie, nie liczcie na ''w każdą sobotę nowy rozdział'' czy coś takiego. Mogą być duże przerwy między nowymi rozdziałami, mogą być też mniejsze, wszystko zależy od tego, ile sprawdzianów mam w tygodniu i czy akurat mam wenę na pisanie (pierwsza dziesiątka jest napisana, ale potem będzie już gorzej...). Co tu jeszcze więcej napisać... Zapraszam serdecznie, mam nadzieję, że będzie Ci się podobać, a jeśli tak nie będzie nie zmuszam nikogo do czytania...
O matko, zapomniałabym! Głównymi bohaterami są Luke Hemmings i Lily Collins :)
YOU ARE READING
Therapy |L.H.|
FanfictionMaybe this time Two wrongs make a right --------------------- Historia o dwóch młodych ludziach, których połączył smutek Okładkę wykonała Positive_98
