Rozdział 1

24 3 0
                                        

Hej, jestem Karolina Pateron. Takie imię i nazwisko nadał mi sworzyciel świata. To niedouwierzenia, ale jestem aniołem, którego zesłał Bóg, aby sprawdzić jak sobie poradzi jeden z nas w jego własnym dziele, zwanym światem. Zgłosiłam się na ochotnika do tego, ponieważ gdy jako małe chuchro patrzyłam na niego z wielkimi oczami i chęcią bycia człowiekiem? Tak, człowiekiem. Dobra, nie ma co się rozwodzić nad przeszłością, bo zapewne robi się to dla was coraz bardziej dziwne i absurdalne.
Dzisiaj jest mój pierwszy dzień na Ziemi. Nie wiem kompletnie jak mam się zachować ani co mam robić. Na szczęście mam przy sobie Parysa, który jest psem, choć tak naprawdę to obrońca "Aniołów na Ziemi". Potrafi mówić i doradzać, gdyż sam przesiedział tutaj pare ładnych lat.
Dosłownie przed chwilą "zeszłam" na Ziemię i wszystko wydaje się piękne. Nie sądziłam, że zobaczę coś takiego w swoim nieśmiertelnym życiu. Wysokie drzewa oraz krzewy, pokryte kolorowymi liściami. Lekki wiatr, który przelatuje przez moje włosy. To cudowne uczucie, którego jeszcze nigdy nie doznałam. Małe ludziki, które nazywają "dziećmi"? - ganiają się po trawie.
Z zamyślenia i zachwycania się pięknem Ziemi wyrywa mnie Parys:

- No i jesteś, miło Cię znowu widzieć! Zanim zaczniesz swoje badania, musimy znaleźć dla Ciebie dom, czyli miejsce w którym będziesz spała, jadła i różne takie rzeczy, które potrzebne są człowiekowi.

Spała? Jadła? Będę musiała się jeszcze dużo nauczyć podczas bycia tutaj. Kompletnie zapomniałam, że ludzie robią takie rzeczy. W końcu ostatnim razem przyglądałam się nim jako mały aniołek.
No właśnie co z moim ubiorem i skrzydłami?! Przecież ludzie tak nie wyglądają!

- Parys?! Ale jest mały problem...
- Tak złociutka? - pyta, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Przecież mam skrzydła, raczej ludzie tak nie wyglądają - naprostowuję.
- Aaa, no tak! Zapomniałem. - mówi, podczas kiedy ja siadam na kamieniu, który stoi za nami - Jest sposób aby schować skrzydła! Musisz tylko pstryknąć palcami i powiedzieć po cichu "wings", no i gotowe.

Zapewne patrzę na niego jak na jakiegoś idiotę. Przecież to nie może być takie łatwe? Nie może.. Prawda?

- Co się gapisz? Spróbuj. - podskakując, zachęca mnie Parys do pierwszej próby schowania skrzydeł.
- Dobra, dobra! Tylko się nie śmiej jak mi nie wyjdzie! - mówię do niego po czym pstrykam palcami i wypowiadam cicho "wings".

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu udaje się za pierwszym razem. Ale chwilunia, nie dość, że zniknęły mi skrzydła to nie jestem już ubrana w białą, prostą suknię na ramiączkach, tylko w białą bluzkę z napisem "Carpe diem" oraz niebieskie dżinsy. Na nogach, zamiast sznurków owinietych pomiedzy moje palce w kształcie butów, znajdują się adidasy także w białym kolorze. Jako dodatek mam granatową kurtkę z puchatym kapturem i zamkiem z przodu.

- Niewiarygodne! Wyglądam jak oni! - wykrzykuję, gdy Parys patrzy na mnie z uśmiechem.
- Teraz jesteśmy gotowi, aby poszukać nam nowego domu - informuje mnie, szturchając łapą moją nogę
- Chwileczkę... Nas? - pytam się zaskoczona.
- No tak, teraz jestem tylko twoim psem, muszę być przy tobie zebyś nie odwaliła czegoś głupiego - informuje mnie, chichocząc i dodaje: - Ale wiesz, jak nie chcesz to mogę sobie zaraz znaleźć innego aniołka do popilnowania, w Odense (mieście, w którym się teraz znajdujemy) jest wiele nieudolnych aniołków.
- Nie! Nie! Nie! Jednak.. Ymm.. Pozwalam Ci iść ze mną - mówię, na co on wybucha śmiechem.
- Pozwalasz? Słoneczko, nie masz nic tu do gadania, Dostałem taki rozkaz, więc i tak muszę iść z tobą - mowi.
- Dobra, dobra, chodź, bo się rozmyślę co do tej calej Ziemi. - mówię, po czym idę na przód, a Parys biegnie, podskakując za mną.

Anielska misjaWhere stories live. Discover now