Czeka. Mnie. Śmierć. W tej chwili decyduje się o moim życiu. Oczywiście w tych obradach nie zostałam uwzględniona. Jakże by inaczej. Jakbym wcale nie miała tu nic do powiedzenia. No bo po co? Później zostanę postawiona przed sądem, lecz wiem, że to bez znaczenia. Decyzja zapada teraz.
Tik. Tik. Tik.
Westchnęłam. Zegar nieustannie przypominał, ile zostało mi czasu. Tylko godzina życia.
Jednoosobowa cela, w której przebywałam nie wyróżniała się od innych cel tymczasowych. Szare ściany, łóżko i umywalka. Jedyną nietypową rzeczą był wielki zegar. Umieszczono go dla mnie. Normalnie idealne mieszkanie. Ktoś chciałby się ze mną zamienić? Nie? Nie mam tu kompletnie nic do roboty. Poza oczekiwaniem. Wbijam wzrok w zegar i pragnę by zniknął. Niestety wciąż tam jest. Pieprzeni sadyści.
Po pierwsze jak wskazywała nazwa jestem tu tylko tymczasowo. Po drugie woleli bym nie nawiązała z innymi więźniami żadnego kontaktu. Uważali, że mogła bym z nimi spiskować i sporządzić ucieczkę. Prychnęłam cicho.
To pomieszczenie jest antymagiczne. Próbowałam już wielokrotnie uciec, lecz bez skutku.
Nagle poczułam połączenie od Nathaniela. Otworzyłam umysł. Tak miło było wiedzieć, że ktoś przeżył ten najazd.
Nate, ty żyjesz! Dzięki Bogu! Wiesz może co z innymi?
Podczas tej masakry większość uciekła. Mieli nad nami przewagę liczebną. Niestety nie obeszło się bez ofiar śmiertelnych zarówno z ich jaki i z naszej strony. Uciekłem razem ze strażnikami i grupą rannych magów.
Zdałam sobie sprawę, że podczas słuchania wstrzymywałam oddech. Powoli wypuściłam go z płuc.
Gdzie jesteś, pani? - zapytał. Znowu zaczyna.
Mówiłam ci, że masz mnie tak nie tytułować! Prędzej wyrwę ci język niż pozwolę żebyś tak mówił. - Oboje wiedzieliśmy, że to nie prawda. Chociaż dyskutowaliśmy na ten temat wiele razy przez ostatnie kilka dni, on i tak postawił na swoim. Z resztą nie jestem taka okrutna. Nathaniel jest... Nie wiem czy mogę nazwać go swoim przyjacielem. Wiem tylko, że był moim osobistym strażnikiem, a teraz gryzą go wyrzuty sumienia. Wścieka się na siebie, że zawiódł. Nikt nie mógł przewidzieć co się stanie. Chociaż mieliśmy w pałacu Widzącą Czas. Teraz to jednak nieistotne.
Gdzie jesteś, pani? - powtórzył. Wyczułam w jego głosie iskierkę nadziei, którą musiałam zgasić.
Dobrze wiesz gdzie. Złapali mnie, Nate.
Spokojnie, odbijemy cię.
Prawda była taka, że nie da się nic z tym zrobić.
Większość moich podwładnych albo się kryje albo jest ranna. Nie przekonasz ich, by stoczyli kolejną walkę tak szybko. Mi nie pozostało też wiele czasu. Pogodziłam się z tym.
Tak naprawdę wcale się z tym nie pogodziłam. Dłonie miałam zaciśnięte w pięści.
Jak możesz tak twierdzić? Wydostanę cię stamtąd. Zobaczysz. - zadeklarował.
Przygryzłam wargę. Nawet jeśli nie zrezygnuje z tego pomysłu będzie mu potrzebne wsparcie.
Myślę, że lepiej gdybyś zrobił to dyskretnie niż wpadał tu z całą armią. Nie chcę niepotrzebnej rzezi. Zwłaszcza z mojego powodu. Może i jestem pesymistką, ale nie uda ci się zebrać wystarczająco osób w godzinę. Odpuść.
Zerwałam połączenie. Ile jeszcze istnień ma umrzeć? Nie wybaczyła bym sobie, gdyby Nathaniel zginął przeze mnie.
Istnieje mały procent szans, że wybiorą drugą opcję. Tą bez zabijania. Można odebrać magowi moc, jednak wiąże się to z dużym ryzykiem. Śmiertelnym ryzykiem. Alternatywą jest śmierć.
Gdyby dopuszczono mnie do wyboru - pytam siebie w duchu - to wybrała bym śmierć czy odebranie mocy ryzykując przy tym, że umrę?
Szczerze? Nie wiem.
Myślicie może, że to prosty wybór i że każdy chciałby żyć. Ale jak wyglądało by moje życie bez magii w świecie, gdzie szerzy się tyle zła. I demonów. Właśnie, nie przesłyszeliście się - demonów. Niedawno dowiedziałam się o ich istnieniu. Przed całym tym gównem, nawet przed dowiedzeniem się o magii byłam taka naiwna, niewinna. Bezpieczna.
A On to wszystko zniszczył. Odebrał mi wszystko co kocham.
Tak naprawdę chyba nic mi nie zostało. Wszyscy są źli albo martwi. Pozostała mi tylko zemsta.
Wbiłam wzrok w ścianę. Kiedy to wszystko się zaczęło? Nie, nie przy moim urodzeniu. Mój pierwszy pocałunek. To było wtedy, gdy spotkałam tajemniczego chłopaka o szarych oczach. Zagłębiłam się we wspomnienia.
Wrzesień. Miałam dwanaście lat. Na przerwie Monica wyśmiała mnie, ale ja nie pozostałam jej dłużna. Wkrótce rozpoczęłyśmy walkę coraz to oryginalniejsze epitety. Wtem niespodziewanie dziewczynę odrzuciło do tyłu. Byłam przerażona, więc szybko opuściłam szkołę zanim ktoś z nauczycieli mógłby mnie zatrzymać. Cała ta sytuacja wydawała się nieprawdopodobna. Musiałam to wszystko przemyśleć z dala od ludzi. Skierowałam kroki w stronę lasu. Uwielbiałam tam chodzić, takie spacery wyciszały mnie. Czy ja to zrobiłam? - zadałam sobie pytanie. Niemożliwe. Co się stało? Odrzuciła ją jakaś magiczna siła. To głupie. Magia nie istnieje. Może ktoś ją popchnął, a ja tego nie zauważyłam albo to jest sen. Ewentualnie jestem chora psychicznie i wszystko sobie ubzdurałam. Nie pójdę do szkoły. Postanowiłam wrócić do domu. Nagle ktoś chwycił mnie w pasie. Zaczęłam się wyrywać, lecz po chwili poczułam ostrze na szyi. Znieruchomiałam.
-Czego chcesz? - spytałam.
-Oddaj mi to.- odpowiedział męski głos.
-
Nie mam przy sobie nic cennego. Puść mnie!-zażądałam.
-Nic z tego. Oddaj mi swoją Moc- rozkazał. Zaśmiałam się, chociaż nie powinnam tego robić z nożem na gardle.
-Uciekłeś z psychiatryka? Może jeszcze mam ci dać jednorożca i magicznego elfa? Rozumiem, że masz najwidoczniej jakieś problemy ze sobą, ale nie musisz mieszać do tego przypadkowych nieznajomych.
-Ależ ja cię znam, Vanesso. - zadrżałam słysząc swoje imię. Skąd mnie znał? Zapytałam go o to.
-To nie jest ważne. Możemy tu stać cały dzień lub oddasz mi Moc w świętym rytuale. - wyszeptał mi do ucha. Gdybym miała określić go jednym słowem byłoby to: wariat. Niestety z takimi się nie dyskutuje. Są niebezpieczni.
-Co jeśli odmówię?-zaryzykowałam.
Przycisnął mocnej ostrze. Poczułam spływającą po skórze krew.
-Dobrze, to co mam robić?
-Chwyć mnie za rękę, powiedz, że dobrowolnie oddajesz mi swoją Moc i przypieczętuj to pocałunkiem. - rzucił na jednym oddechu.
Co?! Pierwszy pocałunek czyli to co dziewczyna pamięta do końca życia mam dzielić z tym czubkiem? Niedoczekanie jego. Z drugiej strony on nie ma nic do stracenia, a ja życie.
Mój oprawca stanął do mnie przodem. Westchnęłam. Co mogę powiedzieć? Był przystojny. Umówiłabym się z nim, gdyby nie był świrem. Staliśmy twarzą w twarz, a on przycisnął nóż do moich pleców. Jednym ruchem przebiłby mi serce.
-Dobrowolnie oddaje ci Moc - powiedziałam trzymając go za rękę. Zbliżyłam się, by po chwili całować jego miękkie usta. W pewnym momencie głowa zaczęła mnie boleć i poczułam, że słabnę. Że uchodzi ze mnie życie. Chłopak oderwał się od mych ust. Na jego twarzy rozciągnął się szeroki uśmiech. Zaczął się śmiać. Ja natomiast upadłam. Czułam się taka słaba. Świat zaczęła pochłaniać ciemność. Obudziłam się trzy miesiące później.
Hej. Witam na moim pierwszym opowiadaniu. Przeczytałeś/aś? Daj gwiazdkę.
Podoba ci się? Proszę, napisz w komentarzu co o tym myślisz.
Ehh... trochę długi jak na prolog... Przepraszam też, że trochę chaotycznie, ale w następnych rozdziałach będzie wprowadzenie.
To co teraz przeczytaliście dzieje się pod koniec książki. Mam nadzieje, że Wam się podoba. Do następnego ;)
YOU ARE READING
City of Magicians
FantasySiedemnastoletnia Vanessa Rainbow oprócz tego, że mieszka z ciocią i wujkiem oraz czasem miewa halucynacje jest normalna. Ma zwyczajne życie - przeciętne oceny i dwójkę najlepszych przyjaciół. Jednak pewnego dnia tajemnice, które wyjdą na jaw wywróc...
