-Ona tam z nim była. - szlocham w ramię Beau.
-Z kim? Lea powiesz mi w końcu? - dopytuje, a ja w dalszym ciągu nie umiem odpowiedzieć. Jego imię nie chce mi przejść przez gardło. Za każdym razem, gdy tylko próbuję, słowa zamieniają się w wielką zbitke i zatrzymują się w połowie drogi.
-Jestem pewna, że go wykorzystała. On na pewno by jej nie uległ. Nie mógłby mi tego zrobić. Przecież jeszcze jestem jego żoną.
-Co?
-No nie mamy jeszcze oficjalnego rozwodu. Sądziłam, że wszystko mi się powiedzie i będziemy razem, a tymczasem co?! - wrzeszczę, jak opętana. - wracam do domu i widzę go bzykającego moją matkę! Beau, ja rozumiem, że on może nie pamiętać, to jestem w stanie jeszcze wybaczyć, ale jak ona mogła?! Wiedziała! Ona wiedziała ile dla mnie znaczy.
-Nie mogę w to uwierzyć. - szepnął.
-Myślisz, że mi jest łatwo? Ale widziałam, widziałam wszytko na własne oczy.
-Co teraz zamierzasz?
-Sama nie wiem. Nie chcę tam wracać. Wtedy będę myśleć tylko o tym. Myślałam, że może mogłabym...
-Się u mnie zatrzymać? - kończy za mnie. - oczywiście, że możesz.
Nie wiem co mną kieruje, ale wpijam się w jego usta. Szybko oddaje pocałunek, który chwilę później przeradza się w coraz głębszy.
