Nowy Jork nigdy nie zasypiał.
Nawet o szóstej rano Manhattan był głośny. Klaksony samochodów odbijały się od szklanych wieżowców, ludzie pędzili chodnikami z kubkami kawy w dłoniach, a światła w biurowcach powoli zapalały się jedno po drugim.
Stałam przed wysokim budynkiem przy Park Avenue i przez chwilę patrzyłam na złote litery znajdujące się nad wejściem.
EMILY HART & ASSOCIATES
Emily.
Imię mojej matki.
Od jej śmierci minęło jedenaście lat, a mimo to wciąż miałam wrażenie, że wystarczy przekroczyć próg kancelarii, żeby poczuć jej obecność.
Ojciec założył firmę kilka lat przed jej śmiercią, ale po wszystkim zmienił jej nazwę. Powiedział wtedy, że chce, aby jej imię pozostało na tym świecie na zawsze.
Nigdy mu tego nie powiedziałam, ale uważałam to za najpiękniejszą rzecz, jaką zrobił.
Zacisnęłam palce na kubku kawy i weszłam do środka.
— Dzień dobry, panno Hart — przywitała mnie recepcjonistka.
— Dzień dobry.
Ruszyłam w stronę wind, ignorując kilka spojrzeń pracowników. Przyzwyczaiłam się do tego dawno temu.
Byłam córką właściciela.
Dla jednych oznaczało to, że miałam wszystko podane na tacy.
Dla mnie oznaczało to, że musiałam pracować dwa razy ciężej, żeby ktokolwiek uwierzył, że naprawdę na coś zasługuję.
Winda zatrzymała się na dwudziestym ósmym piętrze.
Kiedy drzwi się otworzyły, wyszłam i od razu zauważyłam asystentkę mojego ojca.
— Twój tata chce cię widzieć.
Westchnęłam.
— Teraz?
— Teraz.
Oczywiście.
Ruszyłam w stronę jego gabinetu, poprawiając marynarkę.
Zapukałam.
— Wejdź.
Ojciec siedział za biurkiem, a przed nim leżała otwarta teczka.
Podniósł wzrok.
— Usiądź.
To nigdy nie oznaczało nic dobrego.
Usiadłam naprzeciwko niego.
— O co chodzi?
Przez chwilę milczał.
— Zatrudniłem nowego prawnika.
Uniosłam brew.
— I dlatego ściągnąłeś mnie tu o siódmej rano?
— Jest bardzo dobry.
— Gratuluję.
Ojciec spojrzał na mnie ostrzegawczo.
— Ma dwadzieścia dziewięć lat. Pracował w Harrison & Cole przez ostatnie cztery lata. Od dzisiaj będzie prowadził kilka naszych najważniejszych spraw.
— Nadal nie rozumiem, co ja mam z tym wspólnego.
Ojciec przesunął teczkę w moją stronę.
— Będziesz z nim pracować.
Spojrzałam na dokumenty, a potem z powrotem na niego.
— Ja?
— Ty.
— Dlaczego?
— Bo jesteś najlepszą osobą w tej kancelarii do tego projektu, Olivio.
Zamarłam.
Komplement od ojca był czymś tak rzadkim, że przez moment nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
— Dziękuję.
Uśmiechnął się lekko.
— Nie dziękuj mi jeszcze.
Zmarszczyłam brwi.
— Dlaczego?
Ojciec oparł się wygodniej na krześle.
— Bo poznasz go za pięć minut.
I właśnie wtedy rozległo się pukanie do drzwi.
Ojciec spojrzał w ich stronę.
— To pewnie on.
Drzwi się otworzyły.
A ja po raz pierwszy zobaczyłam mężczyznę, który w ciągu najbliższych miesięcy miał wywrócić moje życie do góry nogami.
I już po pierwszych pięciu sekundach wiedziałam jedno.
Nie będę go lubić.
ESTÁS LEYENDO
colleagues
RomanceNiektóre tajemnice powinny pozostać pogrzebane. Dwadzieścia trzy lata. Prestiżowa kancelaria prawnicza na Manhattanie. Ojciec, który zrobiłby wszystko, by chronić swoją rodzinę. I sprawa Caldwell - sprawa, która jedenaście lat temu należała do jej z...
