TRUCIZNA
Siedem lat później Hyunjin nauczył się, że człowiek może przyzwyczaić się do niemal wszystkiego.
Do ciszy.
Do pustego mieszkania.
Do tego, że nie słyszy już muzyki dobiegającej zza ściany studia.
Do ludzi, którzy przestają pytać.
Do wspomnień, które z czasem przestają boleć tak mocno, ale nigdy nie znikają całkowicie.
Najtrudniejsze było przyzwyczajenie się do tego, że życie może być zwyczajne i że zwyczajność wcale nie musi oznaczać przegranej.
Hyunjin stał przed ogromnym oknem swojego gabinetu, trzymając w dłoni filiżankę kawy. Kilkadziesiąt pięter niżej miasto dopiero zaczynało się budzić. Samochody wyglądały jak drobne punkty przesuwające się po ulicach, a światła wieżowców odbijały się w szybach sąsiednich budynków.
Za jego plecami znajdowało się biuro, które siedem lat wcześniej nawet nie przyszłoby mu do głowy.
Nie studio.
Nie sala prób.
Nie scena.
Firma.
Jego firma.
Mężczyzna zerknął na zegarek.
— Za pięć minut masz spotkanie z zarządem — odezwał się ktoś zza drzwi.
— Wiem.
— I podobno znowu odwołałeś lunch.
Brunet odwrócił się. — Nie odwołałem.
— Przełożyłeś.
— To różnica.
— Oczywiście.
Drzwi otworzyły się i do gabinetu wszedł Felix z tabletem pod pachą.
Jak zwykle wyglądał, jakby spał zdecydowanie mniej, niż powinien, a mimo to był bardziej przytomny od wszystkich pracowników całego piętra.
— Masz trzy spotkania, dwa telefony z zagranicą i prezentację o siedemnastej — powiedział, przeglądając notatki. — A jeśli znowu powiesz, że możesz to zrobić bez obiadu, osobiście zamówię ci jedzenie.
Hyunjin uniósł brew. — Jesteś moim asystentem czy opiekunem?
Felix spojrzał na niego znad tabletu. — W tej firmie granica między jednym a drugim dawno się zatarła.
Starszy parsknął cicho. To był jeden z niewielu dźwięków, które Felix potrafił z niego wyciągnąć bez wysiłku.
Poznali się kilka lat wcześniej. Hwang nie pamiętał już dokładnie, który to był dzień.
Pamiętał za to siebie.
Pamiętał mieszkanie, w którym przez długie tygodnie prawie nie wychodził z pokoju. Pamiętał lekarzy, których słuchał tylko połową uwagi. Pamiętał dni, kiedy zwykłe wstanie z łóżka wydawało się czymś wymagającym więcej energii, niż posiadał.
I pamiętał Felixa.
Nie wszedł wtedy do jego życia z wielkim gestem.
Nie powiedział, że go uratuje.
Po prostu został.
Najpierw był asystentem przy jednym z projektów, by zacząć nowy rozdział w życiu. Potem kimś, kto przypominał o spotkaniach. Później osobą, która wiedziała, kiedy potrzebuje ciszy, a kiedy ktoś powinien powiedzieć mu wprost, że znowu ucieka od ludzi.
