Rozdział 1 Mała pamiętam Cię

33 6 16
                                        

„Spotkanie bratniej duszy to jak powrót do domu, którego nigdy nie opuściłeś" – Nieznany autor

Powietrze w sali 204 pachniało kredą i świeżą, dobrą kawą stojącą na czarnym biurku wykładowcy. Ostatni rok – mam nadzieję, że pójdzie sprawnie i szybko, a ja w końcu odbiorę swój upragniony dyplom. Marzę tylko o tym, aby już trzymać go w dłoni, zrobić ognisko i wrzucić w nie wszystkie notatki, żeby ostatecznie zamknąć te pięć lat. Mówili: idź na studia, to będzie piękny czas... ale nikt nie wspomniał, ile to kosztuje nauki i wyrzeczeń.

Siedzimy już od pięciu minut, czekając na zaplanowane zajęcia. Przeglądam informacje o wykładowcach, którzy mają być naszymi promotorami. Znając życie, nie zdążę tam, gdzie bym chciała. Więc wzięłam pod uwagę drugą opcję. Wiem, że to młody doktorant – widziałam, że będzie nas uczyć. Miał zainteresowania podobne do moich. Może okazałby się nawet lepszy od mojego pierwszego wyboru? Na pewno mało kto do niego pójdzie, bo jest nowy na naszej uczelni. Trochę się tego wyboru boję, ale czemu nie? Przecież on ma być tylko opiekunem, mówić, co mam pisać i jak prowadzić tę pracę, a reszta jakoś się ułoży.

Nagle w sali zrobiło się cicho. Nienawidzę ciszy – moje serce od razu zaczęło kołatać. Podniosłam głowę, aby zobaczyć, co się dzieje. Do pomieszczenia wszedł młody wykładowca. Nie mógł mieć więcej niż trzydziestu lat. Usiadł przy biurku, zaczął rozglądać się po sali, a jego wzrok nie wyrażał absolutnie nic. Miał pokerową twarz. Otworzył klapę laptopa i przez pięć minut panowała grobowa cisza.

– Dzień dobry. Mam na imię Aleksander Mroczek, jestem waszym nowym wykładowcą. Będę prowadził w tym roku zajęcia z autoprezentacji. Dzisiaj przedstawię Wam, co będziemy mniej więcej robić na zajęciach – przerwał na chwilę i wyświetlił na tablicy multimedialnej prezentację. – Opowiem Wam też, jak będzie wyglądało zaliczenie i czego od Was oczekuję.

Większość spojrzała po sobie, wiele osób głośno westchnęło. Zaczęło się znowu to samo piekło. Co roku to samo... dobrze, że to już koniec.

– Mam dla Was propozycję, mam nadzieję, że się na nią zgodzicie.

Przedstawił nam plan: mamy połączyć się w grupy co najmniej dwu-, maksymalnie trzyosobowe, ale jeśli ktoś chce robić projekt sam, to on też się na to zgodzi. Podał trzydzieści pytań, a nas było piętnaście, więc tematów było więcej niż chętnych. Mieliśmy czas do następnych zajęć, aby wybrać tematy, które nas interesują, i oddać mu listę z imionami i nazwiskami przy danym punkcie.

– A dzisiaj mam dla Was rozluźniające zadanie. Chcę Was trochę bliżej poznać. Zróbmy sobie autoprezentację. Dostaniecie za to plusy, a jak skończymy szybciej, to Was wypuszczę. Widzę, że to dzisiaj wasze ostatnie zajęcia. Dobra, dam Wam pięć minut na przemyślenia i potem zaczniemy.

Ja już wiedziałam, co powiem. Skupiłam się na patrzeniu na niego. Kurde... jego głos. Skądś go słuchałam? Jego ciemne, przeszywające spojrzenie miałam w snach.

W mojej głowie panował chaos. Nie czułam się aż tak sfrustrowana, ale nie lubię mieć w głowie niewiadomej. To tylko niepotrzebnie męczyło mój umysł.

– Może zaczniemy od tej pani na rogu?

Spojrzałam na resztę grupy. Oni i on patrzą na mnie. Chyba o mnie chodzi. Nogi mi drżą. Ręce trzęsą się coraz mocniej. Ale wstałam – muszę pokonać własny strach.

O Boże! Ale wtopa, i to akurat na pierwszych zajęciach.

– Mam na imię Nina. Zainteresowałam się tym kierunkiem studiów po prostu dlatego, że chciałabym kiedyś pracować w biurze... za biurkiem. Moimi zainteresowaniami są czytanie książek, haft diamentowy, oglądanie filmów, słuchanie muzyki, a także lubię uczyć się nowych faktów dotyczących psów.

– Bardzo ładna wypowiedź. Dziękuję za nią, o to właśnie mi chodzi. Może Pani wyjaśnić mi, co to jest ten haft?

– Wybiera się obrazek, który nam się podoba, a potem wykleja się go małymi diamencikami, aż w końcu powstaje dzieło.

– Aaa, a no tak, moja młodsza siostra to robi. Dziękuję Pani. Proszę o dalsze prezentacje o sobie. Poproszę o to następną koleżankę.

Nie słuchałam innych, bo nie mogłam się na tym skupić. Kątem oka patrzyłam na Olka. Miałam wrażenie, że on też na mnie zerka. W pewnym momencie złapałam go na tym patrzeniu. Uśmiechnął się do mnie, ale szybko odwrócił wzrok. Poczułam, że na dłoniach pojawia mi się gęsia skórka. Czułam, że jak zaraz sama się nie uspokoję w środku, to dostanę ataku paniki. Powoli zaczynał się zbliżać.

– Dziękuję wszystkim za takie autentyczne wypowiedzi. Każdy z Was dostaje plusa na zachętę. Za każde trzy plusy podwyższę Wam ocenę na koniec, jeśli będzie Wam czegoś brakowało. Na koniec... wiedzieliście pewnie, że zaproponowali mi, czy chciałbym być promotorem między innymi w waszym roczniku. Ktoś jest chętny, aby ze mną współpracować?

Nikt się nie zgłaszał. Więc w sumie... ja to zrobiłam. Nie wiem, co mnie podkusiło. Naprawdę. Coś mnie tchnęło, żeby tę rękę unieść.

– Ooo, widzę, że ktoś jednak się zdecydował. Pani Nino, czy moglibyśmy porozmawiać przez chwilę po zajęciach?

Zgodziłam się. Ale nie przewidywałam, że to spotkanie okaże się ścieżką, która nie będzie prowadziła tylko przez prostą drogę, ale będzie wyboista i pełna uniesień.

Zajęcia skończyły się pięć minut później. Wzięłam zeszyt i poszłam usiąść w pierwszym rzędzie, blisko młodego doktora.

– Mogę do Ciebie mówić po imieniu? Wiem, że to nie wypada, ale tak głupio mi mówić na pan. Jestem od Was starszy tylko o pięć lat.

Haha, miałam rację, ma trzydzieści lat. Przybijam sobie piątkę w rękę w myślach.

– Dobrze, proszę pana.

– Myślałaś może o tym, o czym chciałabyś pisać swoją pracę?

– Jeszcze nie, ale przeglądałam pana tematy i zastanawiam się nad trzema.

– Dobrze, a o które dokładnie chodzi?

– „Obsługa trudnego klienta w urzędzie – metody radzenia sobie ze stresem i konfliktami", „Rola wizerunku i etykiety urzędniczej w budowaniu zaufania obywatela do administracji publicznej" oraz „Równość i mobbing w miejscu pracy na przykładzie wybranej instytucji publicznej".

– Dobrze, to pomyśl nad tym i może spotkamy się za tydzień. Może podasz mi swój numer telefonu i się umówimy?

Podałam mu swój numer telefonu. Wysłał mi wiadomość testową. Jednak nie będzie tak źle. Będę sama u niego na seminarium, więc będzie miał dla mnie dużo więcej czasu. Bo jak ktoś ma pod opieką więcej osób, można czekać bardzo długo na odpowiedź.

Zadzwonił do niego telefon. Wstał, wyszedł z sali i przeprosił, że musi odebrać.

Zapomniał wyłączyć wyświetlacza – na ekranie zauważyłam wiadomość: „Znalazłeś ją? Naprawdę... Jak to w ogóle możliwe".

Ciekawe, o co chodziło? Jednak szybko wrócił. Speszony odłączył kabel od wyświetlacza i na ścianie znów pojawiło się białe tło.

Spakowałam swój zeszyt i długopis do torby, czując, że gula, która pojawiła się w moim gardle, coraz bardziej się zaciska. Ruszyłam w stronę drzwi, nie odwracając się w jego stronę.

Gdy dotykałam klamki, on zaczął mówić:

– Mała, pamiętam cię – szepnął tak cicho, że aż drgnęłam. – Wybrałaś mnie... więc czekają Cię teraz nowe doświadzenia.

Wybiegłam z sali. Miałam wrażenie, że on się śmiał.

Teraz już nie wiedziałam, czy dobrze zrobiłam. Nie chciałam się cofnąć od tej decyzji. Może jestem osobą, która łatwo wpada w kłopoty, ale może z tego wyjzie coś nieoczekiwanego?

Czas zacząć ostatni rok.

Zasady drapieżnikaStories to obsess over. Discover now