0

158 3 0
                                        

— Kolejna udana misja, bardzo dobrze, Solario — powiedział mój przełożony, Baron, którego nazwisko było zbyt trudne do wymówienia, czy też napisania, uśmiechając się, niemalże słodko. — Następną masz w Nowym Jorku, załatwimy ci wszystkie loty i apartament. To bardziej misja obserwacyjna — powiedział wręczając mi dokumenty, zawierające szczegóły.

— Zinfiltrować szeregi T.A.R.C.Z.Y.? Co to? — zapytałam, opierając podbródek na dłoni.

— Wroga agencja. Potrzebujemy informacji o wszystkim, a ty, taka słodka i urocza, nadasz się idealnie — zawsze prawił mi komplementy. Nie znam się na ludziach, może to normalne.

— Ale tu pisze, że oni nie rekrutują — wskazałam na linijkę zawierającą te dane.

— Jest napisane, Solario — poprawił mnie z lekko rozbawionym uśmiechem. Uczyłam się języka od zera, więc ciężko było nie popełniać żadnych błędów. — Trzeba się dostać po znajomości — odpadł, jakby to była najprostrza rzecz na świecie.

— Nie mam tam żadnych znajomości — zmarszczyłam brwi, patrząc na niego z wyczekiwaniem.

— Ależ masz, moja droga. T.A.R.C.Z.A. jest też głównym właścicielem i założycielem grupy Avengers, a wiesz kto do niej praktycznie należy? Twój stary kolega, Thor z Asgardu — mój wyraz twarzy nie zmienił się na jego słowa. — Odnów z nim kontakt i zobacz co się stanie. Na tę misję nie masz ograniczenia czasowego, bo zostaniesz tam do póki nie zniszczymy ich od środka, lub do póki cię nie wykryją — dodał spokojnie, opierając łokcie na biurku.

— Czyli jestem...jak wy to nazywacie? Wtyką.

— Już rozumiesz. Spakuj się, moja droga. Masz lot za kilka godzin — wręczył mi bilet w jedną stronę do Nowego Jorku. — Kierowca przyjedzie po ciebie za dwie godziny — dodał, machając na mnie ręką, co oznaczało, że mogłam wyjść.

***

Weszłam do nowego apartamentu. Było schludnie, nawet ładnie. Byłam przyzwyczajona do szarych ścian i krat w oknach. Nie dlatego, że byłam zmuszana do życia w agencji, ale dlatego, że jestem dla nich "zbyt ważnym nabytkiem" i nie chcieli, żeby stała mi się krzywda. Mój pokój był zawsze pod ścisłą ochroną, a tutaj zostawili mnie bez opieki? Przecież to nie ma sensu.

Byłam troszeczkę wystraszona, w końcu nigdy nie zostawałam poza bazą dłużej niż 3 dni, a tutaj miałam zostać na czas nieokreślony.

Usiadłam przy biurku i wyciągnęłam mój dziennik. Lekko zniszczony, czarny, skórzany. Strony były już lekko pożółkłe, ale dalej lubiłam w nim pisać. Mój pierwszy prezent od Hydry. Zaczęłam pisać, co dokładnie mam robić, w punktach. Tak było mi zwyczajnie łatwiej.

1. Znaleźć Thora(zero wskazówek jak)
2. Nawiązać z nim więź porozumienia, grając na jego uczuciach i wykorzystać jego naiwność
3. Poczekać, aż sam zaproponuje mi wstąpienie do T.A.R.C.Z.Y.
4. Zgodzić się
5. Spisać raport dla Hydry

Było to proste, ale nie potrafiłam pracować bez planu. Rzuciłam dziennik na łóżko i wyszłam. Gdzie może się chować władca piorunów żyjący na Ziemi? Może trzeba coś zrobić, żeby sam do mnie przyszedł. Tylko co?

Mogłabym użyć talizmanu z Caelorii, który pozwalał wchodzić do snów.

Przeszłam do sypialni, po czym położyłam się na łóżku. Wyjęłam medalion spod koszulki, chwytając go mocno w obie dłonie, myśląc o Thorze. W ten sposób zasnęłam. Przez chwilę było ciemno, co oznaczało, że Thor jeszcze nie spał, ale po kilkunastu minutach, lub godzinach, bo czasu w snach nie dało się tak po prostu wyczuć, zacząłam widzieć światło. Asgard. Thor, jak widać, tęsknił za domem.

Cóż, jego dom chociaż nie był zniszczony, w przeciwieństwie do mojego. Weszłam do pałacu, pewnym krokiem. Znałam to miejsce, często mój ojciec robił interesy z ojcem Thora, a jako księżniczka, często byłam tam obecna. Przechadzałam się korytarzami, w poszukiwaniu dawnego przyjaciela, któremu teraz miałam wbić nóż w plecy. Ale skoro był teraz po stronie zła, nie będę się czuć winna.

Weszłam do sali tronowej, gdzie, oczywiście siedział Thor ze swoją matką. Jako, że to sen Thora, Frigga była tylko częścią jego wyobraźni.

— Thor — powiedziałam spokojnie, czekając, aż mi odpowie, co chwilę zajęło przez zdziwienie na jego twarzy.

— Solaria?

— Dokładnie. Skoro już mamy za sobą wieczorek zapoznawczy, mam do ciebie sprawę — wzięłam go za nadgarstek i wyprowadziłam na korytarz.

— Jak to masz do mnie sprawę? — zapytał, lekko zdziwiony. On pewnie myślał, że to zwykły sen.

— Trafiłam na Midgard i potrzebuję pomocy. Nie mam niczego ani nikogo poza tobą — powiedziałam z pełną powagą. Jeśli czegoś się nauczyłam przez cały mój pobyt na Ziemi, to znaczenia słowa manipulacja i jego zastosowania w prawdziwym życiu.

— Używasz sennego talizmanu? — zapytał, zakładając ręce na piersi.

— Masz mnie — uśmiechnęłam się lekko.

— Gdzie cię mogę znaleźć po przebudzeniu?

— Nowy Jork. Park główny — powiedziałam, zrywając połączenie.

Zerwałam się z pozycji leżącej. Była 6 rano, według zegara na ścianie. Idealnie. Wstałam, zgarnęłam moją włócznię i kurtkę, kierując się do drzwi, a potem wprost do parku.

Długo nie musiałam czekać. Thor przytulił mnie od razu jak tylko mnie zobaczył. Wyglądał...dziwnie. Nie miał na sobie żadnej zbroi. Tylko jeansy i zwykłą koszulkę. Poklepałam go niezręcznie po plecach. Tak średnio przepadałam za kontaktem fizycznym.

— Wyglądasz...inczej niż cię zapamiętałem — powiedział spokojnie, skanując mnie wzrokiem.

— Po prostu dorosłam — odparłam, odsuwając się lekko.

— Ile już księżyców minęło od naszego ostatniego spotkania. Powiedz, czy masz gdzie zostać?

— Nie do końca. Niedawno tu przybyłam — kłamstwo. Żyłam tu już od 3 lat.

— Zobaczę co da się zrobić. Co się stało z Caelorią? — tego pytania się trochę obawiałam.

— Zniszczona. 3 midgardzkie lata temu. Szukałam planety, gdzie otrzymam pomoc, a potem znalazłam ciebie — powiedziałam wyszykowaną historię.

— Chodź ze mną, Solario. Być może uda mi się znaleźć ci dogodne schronienie — uśmiechnęłam się do niego na te słowa. Czyli pierwsza część misji ukończona.

Uniosłam się delikatnie w powietrzu, oczekując, że polecimy do tej całej nowej miejscówki, jednak Thor położył mi rękę na ramieniu i sprowadził na ziemię.

— Nie będziemy robić wokół siebie tłumu, moja droga — pokiwałam głową, idąc za nim z buta.

Dotarliśmy do jakiegoś ogromnego budynku, z wielkim A na górze. Thor zeskanował jakąś kartę na czytniku, otwierając tym samym windę.

— Bardzo szybko nauczyłaś się języka, jak na kilka dni tutaj — zauważył, prześwietlając mnie wzrokiem. Może jednak nie będzie tak łatwo.

— Przecież wiesz, że uczę się ze słuchu w kilka minut — kolejne kłamstwo, ale skąd on miał o tym wiedzieć? Później mogą wyniknąć z tego problemy, ale nie będę się tym teraz martwić.

— A tak, zapomniałem o tym — dobra, patrząc na jego naiwność i strach przed wstydem, jednak będzie łatwo.

Fallen Solar Flare || AvengersOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz