Mój ojciec, Rian Razumov, najbardziej na świecie kochał pieniądze. Istniało jednak coś, co myśl o bogactwie natychmiast spychało na dalszy plan – łyżwiarstwo figurowe, na punkcie którego miał chorą obsesję. Kiedyś był najlepszy na świecie. I nie chodzi o to, że znało go tylko hermetyczne środowisko sportowe; jego nazwisko znał absolutnie każdy. Teraz planował zrobić to samo ze mną. Nigdy nie zapytał, czego chcę, bo zupełnie go to nie obchodziło. Zależało mu tylko na jednym: żeby świat nigdy nie zapomniał o nazwisku Razumov. W czasach swojej kariery zadbał o to osobiście, ale dla niego to wciąż było za mało.
Trenował tylko pięciu najlepszych łyżwiarzy na świecie. Prowadził ich od czwartego roku życia aż do momentu, w którym ich wycieńczone ciała odmawiały posłuszeństwa i zmuszały do rezygnacji ze sportu. Mimo to nigdy nie pozwolił im stanąć wyżej ode mnie. Mogli, a wręcz musieli stawać na podium, ale zawsze stopień niżej. Przez to trenowałam najciężej z nich wszystkich. Nigdy w grupie, zawsze sama. I w przeciwieństwie do nich, nie miałam prawa opuścić ani jednego treningu. Mój plan dnia nigdy się nie zmieniał. Od poniedziałku do piątku zaczynałam trening na lodzie już o czwartej rano i kończyłam o siódmej. Potem, punktualnie o ósmej, rozpoczynałam lekcje w elitarnej brytyjskiej szkole, która kształciła uczniów od przedszkola aż po liceum. Zajęcia trwały do piętnastej trzydzieści, po czym prywatny kierowca odwoził mnie prosto do domu. Tam nie czekał mnie jednak odpoczynek – od szesnastej trzydzieści do dziewiętnastej miałam korepetycje, które miały zagwarantować, że nigdy nie będę miała żadnych zaległości. Każdą kolejną minutę poświęcałam na odrabianie zadań domowych, które zlecał mi pan Cooper, mój prywatny nauczyciel. O dziewiętnastej dziesięć stawałam na kolejnym treningu, który ciągnął się aż do dwudziestej drugiej. Po powrocie miałam czas wyłącznie na szybki prysznic i spakowanie torby do szkoły.
W soboty zrywałam się z łóżka równie wcześnie. Pierwszy trening trwał od czwartej do dziewiątej rano. Bezpośrednio po nim zaczynałam trzygodzinne lekcje baletu. Odbywały się one w naszym prywatnym kompleksie sportowym, w którym oprócz profesjonalnego lodowiska i damskich oraz męskich szatni znajdowała się też sala baletowa. Następnie przechodziłam przez dwugodzinną męczarnię z logopedą, dbającym o to, by moja dykcja podczas wywiadów była nienaganna. Zaraz potem spędzałam półtorej godziny z guwernantką, która uczyła mnie dobrych manier – musiałam przecież potrafić obracać się w wyższych sferach, w których brylował mój ojciec. Dopiero po tych wszystkich zajęciach dostawałam upragnione trzydzieści minut przerwy. Od szesnastej do dwudziestej pierwszej znów znikałam na lodowisku. Moim małym zbawieniem były niedziele – jedyne dni w tygodniu, które miałam całkowicie dla siebie.
YOU ARE READING
Ice monarch
Romance„Dziś wieczorem na lodzie znowu będziesz udawać idealną? Widzę cię, Razumov. Widzę, jak znikasz". Siedemnastoletnia Roxana Razumova ma szare oczy, sto sześćdziesiąt centymetrów wzrostu i sekret, który powoli odbiera jej życie. Dla świata jest ideal...
