Cicha podróż

16 2 4
                                        

Eryk odpalił telefon, patrząc przelotnie na godzinę. Widząc 23:34 jedyne co mógł zrobić to westchnąć ciężko. Pociąg znów się spóźniał. Nie umiał zliczyć, który to już raz, lecz czego innego spodziewać się po Warszawie Centralnej oraz środku grudnia?

Nie wiedząc co innego robić, zszedł na ubocze, by nie złapała go ochrona, gdy zapala papierosa. Wyjął z kieszeni swoich ubrudzonych błotem spodni tandetną, najtańszą jaka była w okolicznej Żabce, fioletową zapalniczkę. Dym lekko unosił się w mroźnym powietrzu, tworząc spirale godne współczesnego artysty.

Czas mijał nieubłaganie powoli, ludzie przewijali się niczym strony książki, które pomija nie zaciekawiony czytelnik. W końcu po 20 minutach, które wydawały się wiecznością można było usłyszeć głośny gwizd sygnalizujący przyjazd pociągu na peron. Zatrzymał się on z głośnym piskiem hamulców. Wkrótce drzwi otworzyły się wypuszczając na beton falę pasażerów.

Gwar panujący w tym momencie w takim miejscu przytłoczyłby nie jednego przechodnia. Eryk naciągnął na głowę grafitowy kaptur i szybko wyrzucił papierosa, jednocześnie przygniatając go butem. Gdy tylko tłum wysiadających rozproszył się, udał się on do wejścia do swojego wagonu.

Wchodząc do środka zaciągnął się powietrzem krążącym leniwie po pojeździe. Bez przeciągania skierował się do przedziału w którym zarezerwowane miał swoje miejsce i usiadł, rzucając swój plecak na siedzenie obok. Uderzenie bagażu o siedzenie wydało charakterystyczny, głuchy dźwięk - dużo głośniejszy niż mężczyzna chciał. Upewniając się, że nikomu to nie przeszkodziło, wyjrzał leniwie za okno, patrząc na coraz szybciej zmieniającą się scenerię.

Monotonia miejsc za szybą wpływała negatywnie na jego nastrój. Widział szare budynki, szarą pogodę i szare auta, lecz był jeszcze jeden czynnik, który działał na niego źle - widok szarych ludzi, którzy pomimo późnej pory i niesprzyjającej pogody wędrowali pomiędzy blokami i po chodnikach. W skrócie - miasta żyły własnym nocnym życiem, które nie było wcale kolorowe.

Jako dziecko Eryk przysięgał sobie iż nigdy nie stanie się jak oni, że będzie własnym, oryginalnym bytem - że będzie artystą. W tym momencie swojego życia potępia ten pomysł. Śmieje się z własnej dziecięcej, złudnie niemożliwej, niewinnej ambicji. Sam określa się dziś jako członek szarej społeczności. Stał się tym kim obiecywał, że nigdy nie będzie.

Myśl o przeszłości szybko opuściła jego umysł. Twierdzenie "było minęło" było chłopakowi bliskie. Nie przywiązywał on większej wagi do niczego. Nawet do relacji zawartych między nim a innymi.

ㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤㅤ ***

Po prawie 4 godzinach pociąg dotarł do miejsca docelowego. Eryk zebrał swoje rzeczy i wysiadł spokojnie z pojazdu. Na peronie przywitał go duży napis "Kraków Główny".

- Jak dobrze być znów w domu - mruknął do siebie mimochodem.

Zarzucił szybko na plecy dotychczas trzymany w ręce plecak i wyruszył slalomem dookoła peronów, a później ulic. Szedł spokojnie pomiędzy budynkami, nie skupiając się na otoczeniu.

W pewnym momencie, gdy wchodził na przejście dla pieszych usłyszał głośne trąbienie i przekleństwa. Spojrzał lekko w bok i ujrzał oburzonego kierowcę starej, obitej i okropnie potraktowanej przez lata użytku Hondy. Domyślił się, iż mężczyzna musiał gwałtowanie hamować, lecz nic sobie z tego nie zrobił. Kopnął puszkę po jakimś tanim alkoholu, która akurat leżała na ulicy i zaczął iść dalej.

Było już grubo po 3 rano ale nie zdziwił go widok dość ruchliwych ulic. W końcu żył w dużym mieście. Dziennie przewijały się tu tysiące aut i ludzi.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Jun 30 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Szarość życia codziennego || BLStories to obsess over. Discover now