Prolog

4 0 0
                                        



Emily

Nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy zaczęłam wątpić we własne wspomnienia.

Może wtedy, gdy zobaczyłam Aidena na szpitalnym korytarzu.

Może wtedy, gdy odnalazłam artykuł o Mayi.

A może znacznie wcześniej...

W chwili, gdy postawiłam stopę w tamtym lesie.

Od tamtej nocy minęły dwa miesiące.

Dwa miesiące od mojego przebudzenia.

Wszyscy powtarzali, że miałam szczęście.

Że wróciłam.

Że dostałam drugą szansę.

Ale nikt nie wiedział, że każdego ranka budzę się z tym samym uczuciem.

Jakby część mnie została gdzieś indziej.

Jakby moje ciało wróciło...

...a dusza nie.

– Emily, znowu nie spałaś? – zapytała mama, stawiając przede mną kubek gorącej herbaty.

Uśmiechnęłam się blado.

– Wszystko w porządku.

Skłamałam.

Nie było w porządku.

Od kilku tygodni śnił mi się ten sam sen.

Za każdym razem identyczny.

Stałam pośrodku lasu.

Nie było w nim nikogo.

Żadnych szeptów.

Żadnej sekty.

Żadnych potworów.

Tylko cisza.

I jedno drzewo.

Ogromne.

Martwe.

Na jego pniu ktoś wyrył jedno zdanie.

"Nie obudziłaś się. Po prostu otworzyłaś oczy."

Za każdym razem budziłam się dokładnie w tej chwili.

Zlana zimnym potem.

Z sercem bijącym tak mocno, jakby miało rozerwać mi klatkę piersiową.

Po południu wyszłam z domu.

Potrzebowałam powietrza.

Ludzie mijali mnie, rozmawiając i śmiejąc się.

Dzieci biegały po placu zabaw.

Samochody przejeżdżały przez skrzyżowanie.

Normalność.

Tak bardzo chciałam uwierzyć, że to wszystko jest prawdziwe.

Telefon zawibrował.

Nieznany numer.

Nie wracaj tam sama.

Zmarszczyłam brwi.

Ktoś zrobił sobie głupi żart.

Usunęłam wiadomość.

Telefon zawibrował ponownie.

Bo tym razem las będzie na ciebie czekał.

Zatrzymałam się.

Palce zaczęły mi drżeć.

Rozejrzałam się.

Nikogo.

Jeszcze jedna wiadomość.

Odwróć się.

Serce zabiło mi gwałtownie.

Powoli spojrzałam za siebie.

Po drugiej stronie ulicy stał chłopak.

Wysoki.

Czarne, lekko kręcone włosy.

Biała koszula z podwiniętymi rękawami.

Czarna kamizelka.

Patrzył prosto na mnie.

Aiden.

Nie uśmiechał się.

Nie machał.

Wyglądał...

...na przerażonego.

Przebiegł przez ulicę, nie zwracając uwagi na klaksony samochodów.

– Emily!

Zatrzymał się tuż przede mną.

Oddychał ciężko.

– Musimy stąd iść.

– Co?

– Nie mamy czasu.

– Aiden, o czym ty...

Złapał mnie za nadgarstek.

Delikatnie, ale stanowczo.

Po raz pierwszy zobaczyłam w jego oczach prawdziwy strach.

– Oni już wiedzą, że pamiętasz.

Zamarłam.

– Kto?

Nie odpowiedział.

Spojrzał ponad moim ramieniem.

Jego twarz momentalnie pobladła.

Odwróciłam się.

Na drugim końcu ulicy stała kobieta.

Miała długie czarne włosy.

Była ubrana w elegancki czarny płaszcz.

Uśmiechała się.

Powoli uniosła rękę.

Jakby witała starych znajomych.

A potem wypowiedziała jedno słowo.

Bezgłośnie.

Ale doskonale odczytałam ruch jej warg.

„Witaj."

I wtedy wszystkie latarnie na ulicy zgasły jednocześnie.

Bound in Shadows #2Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora