- Uwaga i punkt! Wygraliśmy! Liceum Higher Small zwyciężyli! - krzycząc z radości podbiegłem do zespołu. Stojąc w kolku zaczęliśmy głośno śpiewać i wiwatować. Po chwili dołączył do nas trener Well. Wygraliśmy rozrywki międzyszkolne, a to był dla nas cel tego roku. Dla mnie szczególnie. Kończyłem szkołę średnią, a nasze liceum nie wygrało od lat. Byłem z nas dumny. Po uspokojeniu emocji doszło do uroczystego zakończenia. Razem z kolegami z drużyny stanęliśmy w rzędzie by z uśmiechami na twarzy odebrać medale. Gdy do tego doszło wróciliśmy na swoje miejsce. Doszło do wybieraniu najlepszych zawodników. Najlepszym przyjmującym, który posiadał taka sama pozycję dostał chłopak z High Till. Posmutniałem, ale wiedziałem, że był dobry. Rozgrywający - Jackie Kennedy - mój najlepszy przyjaciel. Krzyczałem jak oszalały słysząc jego nazwisko. Środkowy - ponad dwumetrowy olbrzym z High Will. Libero - nasz karzełek Harry Black.

- A nagrodę za najlepszego zawodnika dostaje... - mój jasnowłosy przyjaciel z rzędu najlepszych wskazał na mnie. Prychnalem. - Anthony Rens! - niedowierzając rozszerzyłem oczy na co Kennedy zachichotał podskakując do góry.

- Ant! Rusz dupę! - krzyknął trener klepiac mnie w ramię z bananem na twarzy. Nadal niedowierzając pokiwalem głowa ruszając przed siebie. Po otrzymaniu złotej statuetki i torby z prezentami podeszlem do każdego z wyróżnionych zawodników i uścisnąłem im dłoń. Jackie przy okazji poczachral mnie po włosach. Chichoczac stanąłem na końcu rzędów. Po tym nastało milion zdjęć. Według planu mieliśmy po tych zachlać się w sztok. Nawet już leciałem z przyjacielem w stronę szatni gdy na drodze stanął mi siwiejący brunet po pięćdziesiątce, którego w życiu nie mogłem się spodziewać. Rzeczywistosc, że to on dała mi naszywka byka na bluzie.

- Anthony Rens? - zerknalem na blondyna. Kiwnął w moją stronę głowa z rozchylonymi ustami.

- Tak. - wróciłem wzrokiem do mężczyzny. - brunet uśmiechnął się słabo.

- Jestem Erick Henderson. Chyba wiesz kim jestem?

- Tak... Oczywiście... Miło Pana poznać. - powiedziałem czując przyspieszające bicie serca.

- Wiedziałem dziś twoja grę. - zaczął spokojnie - I przyznam, ze widzę w tobie potencjał, młody.

- Naprawdę? - pokiwał głowa.

- Rozmawiałem już z twoim trenerem. - z kieszeni bluzy wyjął wizytówkę. - Szukamy rezerwowego przyjmującego. Chętny? - kartkę skierował w moją stronę.

- Co... Znaczy tak. - powiedziałem nerwowo odbierając przedmiot. Mężczyzna prychnal.

- Lepiej się zastanów i zadzwoń, ale nie rób tego za długo. - pokiwalem głowa.

- Oczywiście. Dziękuję. - po tym kiwnął głowa na pożegnanie i odszedł.

- Czy to był... - po mojej prawej pojawił się Kennedy.

- Tak. - przerwałem ściskając kawałek papierów.

- Czy on zaproponował ci...

- Tak. - w końcu spojrzałam na przyjaciela. Krzyknęliśmy jednocześnie.

- Kurwa! Mówiłem ci, że masz talent! - dodał po chwili przytulając mnie mocno.

- Ale....

- Żadne ale... - ujął moją twarz - Jutro do niego dzwonić i lecisz do LA! - uśmiechnalem się niedowierzając. - A teraz idziemy zalać trupa!

*

Ledwo zadzwoniłem do Hendersona, a zjawił się parę dni później gdzie podpisałem umowę z Wściekłymi bykami na następny rok. Do LA miałem przenieść się w lipcu czyli za dwa miesiące by rozpocząć treningi i zaznajomić się z miejscem i drużyną. Właśnie siedziałem z trenerem w jego kantorku. Chciał mi pomóc.

KIWKA POZA SKALĄ Where stories live. Discover now