Trzeci maja 1955 roku
Ten dzień nie różnił się zbytnio niczym od innych wiosennych dni. Było ciepło, lekki wiatr poruszał gałęziami drzew które rosły przy naszym domu, a ptaki darły się niemiłosiernie od samego rana. Świat obudził się z zimowego letargu i teraz dawał o sobie znać zapachami, dźwiękami oraz intensywnymi barwami. Słodka woń kwitnącego bzu wdzierała się do nosa za każdym razem gdy przechodziło się obok naszego ogrodu.
Daphne kochała się nim zajmować. Potrafiła godzinami podlewać rośliny, doglądać kwiatów jabłoni czy po prostu siedzieć z zamkniętymi oczami i słuchać dźwięków natury. Wyglądała tak, jakby była częścią tego ogrodu, jednym z kwiatów, jednym z motyli. Czasem, gdy ona tam siedziała godzinami, ja godzinami siedziałam na parapecie w kuchni i po prostu na nią patrzyłam. To była jedna z moich ulubionych rzeczy w życiu. Patrzenie na nią i napawanie się myślą, że i ona mnie kocha, tak, jak ja ją.
Nie zawsze było tak łatwo. Daphne musiała wiele przecierpieć i dlatego właśnie postawiłam sobie za cel życiowy dbanie o nią zawsze i wszędzie.
Miała okropnego męża. Nienawidziłam go, zresztą i ona podzielała moje zdanie. Nie jej decyzją było wyjście za mąż. Do dziś mam przed oczami jej oczy pełne łez wpatrzone we mnie, gdy Stanley wypowiadał przy ślubnym kobiercu słowa przysięgi małżeńskiej. Był obiektywnie przystojnym, wysokim Amerykaninem, który po porażce finansowej i zawodowym wypaleniu w Nowym Jorku postanowił rzucić wszystko i przeprowadzić się na kornwalijską wieś. Nigdy nie był w wojsku, bo od dzieciństwa był kaleką, armia więc go nie chciała - zresztą na jego korzyść, bo pracując w Nowym Jorku odnajdywał się bardzo dobrze w bankowości. Na początku roku 1947 powziął dosyć nieostrożne kroki, było kilka przekrętów, kumpel go wydał, a dodatkowo jego problem z alkoholem sprawiał, że nie miał on głowy do radzenia sobie z tym wszystkim. Zaczął tracić pieniądze i zyskiwać złą reputację, sprzedał więc apartament w jednym z tych eleganckich budynków i popłynął do Anglii.
Jego pojawienie się tutaj osiem lat temu wzburzyło całym miasteczkiem. W lutym zaczęły krążyć plotki o tajemniczym Amerykaninie, przekazywane szeptem gdzieś w trakcie karmienia kur, czy robienia masła. Mnie i Daphne niespecjalnie one interesowały - byłyśmy zajęte ostatnią klasą liceum, do której uczęszczałyśmy w większym mieście niedaleko naszej wsi i do którego codziennie woził nas ojciec koleżanki z klasy. Byłyśmy też zajęte sobą nawzajem. Pielęgnowaniem małego sekretu naszej miłości.
W marcu tajemniczy Stanley pierwszy raz ukazał się oczom mieszkańców. Było to w niedzielę. Siedziałam w kościelnej ławie z rodziną, mój brat akurat kopał mnie w piszczel, próbując zwrócić na siebie moją uwagę. Ale ja byłam wpatrzona w Daphne, która wściekle się z tego powodu rumieniła, siedząc w ławie przed nami i starając się ukryć twarz za bukietem kwiatów które przyniosła ze sobą do kościoła - cała Daphne. Nasze mamki akurat kończyły wylewne witanie się ze sobą całuskami w policzki, gdy nagle wszyscy ludzie w kościele jakoby wzięli naraz oddech. Słychać było stukanie eleganckiej laseczki o płytki kościelnej podłogi, a potem lud począł szeptać wściekle między sobą.
Stanley ubrany był w kremową marynarkę, tegoż koloru spodnie uprasowane w kancik, brązowe lakierki stukające wraz z elegancką laseczką o podłogę oraz białą koszulę o ładnych guzikach. Wymieniłyśmy spojrzenia z Daphne, już wzrokiem przekazując sobie co na pierwszy rzut oka myślimy o tym blisko 40-letnim, zadzierającym nos wysoko do góry Amerykaninie. Mi najbardziej nie spodobało się to, że przez całą mszę świętą nie odrywał wzroku od mojej Daph.
Nie minęło zbyt wiele czasu nim cwaniacki ojciec mojej ukochanej zaprosił Amerykanina na obiad. Wszystkie dziewczęta z naszego miasteczka zazdrościły Daphne tego wspaniałego gościa. Wszystkie chciały dowiedzieć się o nim jak najwięcej, poczuć zew amerykańskiej kultury choć trochę, i - ewentualnie - oczarować pana Stanleya Scotta swoją dziewiczą urodą oraz wiankiem na głowie.
VOUS LISEZ
Sznur | wlw
Fiction généraleThea i Daphne, obie urodzone w 1929 roku. Dorastają w małym miasteczku w Kornwalii. Same jeszcze nie wiedzą, gdzie zaniesie je los. TW: poronienie, przemoc
