Jimin stał przed lustrem w łazience, nerwowo przeczesując palcami blond włosy. Jego odbicie zdawało się krzyczeć: „nie dasz rady". Pierwszy rok studiów miał być przygodą, a na razie przypominał tonięcie w głębokiej wodzie, gdzie każdy wykład z fizyki był kolejnym ciężarkiem przywiązanym do kostki.
Na blacie obok umywalki leżała zmięta kartka z numerem telefonu. Min Yoongi. Nazwisko, które na wydziale szeptano niemal z czcią. Najlepszy korepetytor w Seulu. Człowiek, który potrafił wytłumaczyć termodynamikę komuś, kto ledwo radził sobie z tabliczką mnożenia.
Jimin westchnął, patrząc na cenę za godzinę zapisaną drobnym drukiem pod numerem. To bolało. Jego budżet studenta właściwie przestał istnieć w momencie, w którym zdecydował się na ten krok. Ale alternatywa – powrót do domu z podwiniętym ogonem i przyznanie się rodzicom, że zawalił już w pierwszym semestrze – bolała jeszcze bardziej.
- Dobra, Jimin. To tylko telefon. On chce twoich pieniędzy, ty chcesz jego mózgu. Czysty biznes - mruknął do siebie, choć jego dłonie lekko drżały, gdy wybierał numer.
Usiadł na brzegu wanny i wziął głęboki oddech. Sygnał. Jeden. Drugi. Trzeci.
W końcu usłyszał kliknięcie i niski, niesamowicie spokojny głos, w którym nie było ani grama pośpiechu:
- Słucham, Min Yoongi przy telefonie.
Jimin poczuł, jak gardło mu zasycha. Głos korepetytora brzmiał dokładnie tak, jak go opisywano: profesjonalnie, konkretnie i w jakiś dziwny sposób... ciężko. Jakby każde słowo miało swoją masę.
- D-dzień dobry. Nazywam się Park Jimin. Dzwonię w sprawie... w sprawie fizyki. Podobno jest pan najlepszy, a ja... ja chyba jestem w beznadziejnej sytuacji.
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza. Jimin niemal słyszał, jak Yoongi po drugiej stronie przesuwa kartkę papieru lub odkłada długopis.
- Nie ma beznadziejnych sytuacji, panie Park. Są tylko zaniedbane fundamenty - odpowiedział Yoongi, a w jego głosie, choć wciąż chłodnym, Jimin wyczuł cień... wyrozumiałości? A może to była tylko profesjonalna uprzejmość? - Proszę mi powiedzieć, co konkretnie sprawia panu największy problem. Od tego zaczniemy.
Jimin przełknął ślinę, czując, jak pot występuje mu na skronie.
- Szczerze? Wszystko od trzeciego wykładu. Dynamika punktu materialnego, bryła sztywna... mam wrażenie, że profesor mówi w innym języku.
W słuchawce znów zapadła cisza, ale tym razem nie była krępująca. Yoongi zdawał się analizować te dane z precyzją komputera.
- Rozumiem. To klasyczny problem progu adaptacyjnego. Skoro twierdzi pan, że sytuacja jest podbramkowa, nie ma sensu czekać do przyszłego tygodnia.
Jimin usłyszał szelest przewracanych kartek kalendarza. Serce zabiło mu szybciej.
- Może pan być u mnie jutro o osiemnastej? - zapytał Yoongi głosem, który nie znosił sprzeciwu, ale jednocześnie nie był opryskliwy. - Adres wyślę SMS-em. Proszę zabrać sylabus, ostatnie notatki i... dużo kawy. Może nam zejść dłużej, niż pan zakłada.
- Jutro o osiemnastej... tak, oczywiście! Będę punktualnie. Dziękuję, panie Min - wydukał Jimin, czując nagły przypływ ulgi zmieszanej z jeszcze większym stresem.
- Do zobaczenia, panie Park. Proszę się nie spóźnić. Czas to w fizyce wartość krytyczna.
Połączenie zostało przerwane. Jimin opuścił telefon i wpatrywał się w czarny ekran przez dłuższą chwilę. Yoongi brzmiał dokładnie tak, jak go opisywano: profesjonalnie do bólu i rzeczowo. Nie było w tym głosie żadnego ciepła, ale ta pewność siebie w jakiś dziwny sposób uspokoiła Jimina.
Chwilę później telefon zawibrował.
„Gangnam-gu, ulica Nonhyeon 4-gil 12, apartament 402. Czekam o 18:00. M.Y."
Jimin spojrzał na swoje odbicie.
- No to gratulacje, Jimin. Właśnie umówiłeś się z najdroższym człowiekiem w mieście. Lepiej, żeby te pieniądze były tego warte.
Wieczorem, zamiast z nosem w książkach, Jimin siedział w ich ulubionej taniej knajpce z ramenem. Naprzeciwko niego Taehyung z entuzjazmem opowiadał o nowym projekcie na zajęcia z rzeźby, ale Jimin ledwo go słyszał. W głowie wciąż odtwarzał niski, spokojny głos Min Yoongiego.
- ...i wtedy profesor powiedział, że moja praca ma „duszę, ale brakuje jej struktury". Rozumiesz to, Jimin? - Taehyung machnął pałeczkami, niemal trafiając przyjaciela w nos. - Hej, ziemia do Parka!
Jimin drgnął i zamieszał w swojej misce.
- Przepraszam, Tae. Po prostu... umówiłem się z Min Yoongim. Jutro o osiemnastej.
Taehyung zamarł z otwartymi ustami, a potem powoli odłożył pałeczki.
- Tym Min Yoongim? Tym od fizyki, który bierze za godzinę tyle, co my wydajemy na jedzenie przez tydzień? Stary, skąd ty wziąłeś na to kasę?
- Sprzedałem nerkę. I połowę kolekcji płyt - zażartował słabo Jimin, choć wcale nie było mu do śmiechu. - Jeśli nie zdam tego kolokwium, to i tak nie będzie mi potrzebna ani nerka, ani płyty, bo ojciec mnie po prostu wyśle z powrotem do Busan do pracy w porcie.
Taehyung przyjrzał mu się z troską, jego radosny dotąd wyraz twarzy nieco spoważniał.
- Słyszałem o nim legendy. Podobno jest genialny, ale niektórzy mówią, że to robot. Zero emocji, tylko wzory i czysta logika. Dasz sobie radę? Może on gryzie?
Jimin przypomniał sobie to krótkie: „Nie ma beznadziejnych sytuacji".
- Nie brzmiał, jakby gryzł. Raczej jak ktoś, kto nie ma czasu na głupoty. I szczerze? Dokładnie tego mi teraz trzeba. Kogoś, kto weźmie ten bałagan w mojej głowie i ułoży go w jakieś sensowne równanie.
- No to zdrowie za twoje szare komórki - Taehyung uniósł kubek z herbatą. - I za to, żeby ten cały Min Yoongi okazał się człowiekiem, a nie kalkulatorem w garniturze.
Jimin stuknął swoim kubkiem o naczynie przyjaciela, ale w głębi duszy czuł narastający niepokój. Jutro o osiemnastej miał się przekonać, która wersja legendy o Min Yoongim jest prawdziwa.
YOU ARE READING
The Laws of Attraction || Yoonmin
RomanceDla 21-letniego Jimina pierwszy semestr studiów miał być początkiem dorosłości, a stał się walką o przetrwanie. Fizyka, która na wykładach brzmi jak język obcy, staje się murem nie do przebicia dopóki w jego życiu nie pojawia się Min Yoongi. Yoongi...
