Rozdzial Pierwszy

82 5 1
                                        

      Nathaniel

Był późny wieczór, gdy siedziałem przy mahoniowym biurku paląc trzecie już cygaro marki La Aurora 107 Maduro, które mój ojciec sprowadzał je z Wenezueli specjalnie dla mnie. Byłem tam kiedyś, nic specjalnego prócz Torres de Parque jedyna wieża, która wzbudziła we mnie emocje bo na tej samej lokacji mój ojciec poprosił moją matkę o rękę, bynajmniej tak zawsze mówił. Moja rodzina nigdy nie pochodziła z „normalnych i moralnych", mój ojciec Salvatore Caruso nie jest człowiekiem, który dużo mówi ale jeśli już się odezwie inni milkną. Salvatore zawsze mi powtarzał że słowa są zobowiązaniem a zdrada zawsze kończy się w jeden sposób. Główna zasada naszego domu była od pokoleń jedna i ta sama:

„Lojalność jest ważniejsza niż życie, a nazwisko znaczy więcej niż prawda."

Za to moja rodzicielka Vivian urodziła się i wychowywała w Nowym Yorku, w świecie gdzie nazwisko miało również wpływ na to kim się jest. Od małego traktowała mnie inaczej niż mój ojciec, powtarzała mi że miłość w życiu jest kluczowa żeby coś osiągnąć. Powtarzała mi że gdy będę duży przejmę to co zbudował mój pradziadek, potem dziadek a obecnie mój ojciec.

„— Przejmiesz kiedyś to miasto Nathanielu, będziesz miał wszystko czego zapragniesz. —„

Moja rodzina nie była „klasyczną" mafijną rodzinką która, by straszyła cywilów i ścigała dłużników. W całej Sycylii byliśmy znani jako Cosa Nostra, jedna z najstarszych i najpotężniejszych włoskich organizacji przestępczych. Nasze zyski bazowały w głównej mierze na handlu narkotykami, prostytucji, wymuszeniach oraz nielegalnemu gospodarowaniu odpadami. Chociaż tym ostatnim zajmował się mój wuj Alojzy, bo ojciec uznał że „tak będzie lepiej". Z letargu wyrwał mnie donośny głos mojej matki, weszła z gracją do środka. Była ubrana w śliwkową długą spódnicę sięgającej do kolan, białą koszulę która była wsunięta w spódnicę, na nogach miała swoje ulubione czarne szpilki z zapięciem na kostce, jej delikatne popielate włosy kaskadami opadły jej na ramiona gdy stanęła przed moim biurkiem.

— Kochanie znów siedzisz w tej swojej jaskini. — skarciła mnie wzrokiem, nie lubiła gdy całe dnie przesiadywałem w swoim azylu. Twierdziła że wnętrze do mnie nie pasuje.

— Wiesz że lubię tu siedzieć, jest spokojnie i mogę pozbierać myśli.— powiedziałem z lekkim uśmiechem w jej stronę.

— Mógłbyś chociaż odsłonić te zasłony — obserwowałem jak zwinnym krokiem podchodzi w kierunku okien. — Na zewnątrz jest tak pięknie a ty siedzisz tu po ciemku. — znów skarciła mnie wzrokiem na co przewróciłem teatralnie oczami.

— Mamo nie musisz...— nie dała mi dokończyć.

— No! Odrazu lepiej! — zawołała rozpromieniona od ucha do ucha, a w pomieszczeniu zrobiło się jaśniej.

— Przyszłaś w konkretnym celu? — zapytałem patrząc na nią ukradkiem.

— Tak, pomyślałam że może udalibyśmy się dziś na kolację? Dawno nie wychodziliśmy. Co ty na to Nate? — patrzyła na mnie tym swoim błagalnym ale ciepłym matczynym wzrokiem. W sumie dawno nie spędzałem z nią czasu.

— A gdzie byś chciała pójść? — zapytałem przekonany że wybierze ustronny lokal na obrzeżach miasta, nie myliłem się.

— Może Ristorante La Sponda? — uśmiechnąłem się na jej propozycję, zabierała mnie tam zawsze jak chciała spędzić ze mną czas „normalnie".

Czterdzieści minut później siedzieliśmy już w eleganckim ale nie przesadzonym lokalu na obrzeżach miasta. Wystrój był elegancji ale nie było przepychu, delikatne mahoniowe stoliki przy których świeciły wysokie świece umieszczone w wazonach, ściany w odcieniu butelkowej zieleni, powieszone na nich obrazy przedstawiały subtelne krajobrazy i subtelnie zdobiony barek na końcu pomieszczenia. Poczułem nagłe uderzenie nostalgii, ostatni raz tu byłem 5 lat temu gdy miałem zaledwie dwadzieścia dwa lata, nic się nie zmieniło.

Velvet Sin  [18+]Stories to obsess over. Discover now