Prolog

37 3 2
                                        

Otrzymała wiele imion i każde z nich opisuje jej wyjątkowość: Klejnot Wszechświata, Szafirowy Glob, Wyspa Życia, Kolebka Ludzkości, Tętniący Pył, Zielony Azyl, Błękitna Planeta, Oaza na Pustyni Wszechświata, Wielka Rodzicielka, Matka Ziemia.

Choć oddychamy jej powietrzem, przyciągani jesteśmy jej grawitacją, spożywamy rośliny, które rodzi, a jej polem magnetycznym jesteśmy chronieni przed promieniowaniem kosmicznym i wiatrem słonecznym, to w codziennym życiu raczej o tym nie myślimy. Przyjmujemy to jako naszą własność. Było już, gdy się urodziliśmy, i będzie, gdy umrzemy. Nikt nie wręczył nam tego prezentu z okazji naszych zasług bądź osiągniętego wieku. Nie było fajerwerków ani szampana. Otrzymał go każdy, bez względu na miejsce urodzenia, kolor skóry czy linię rodową. Jedynym warunkiem przyjęcia tego daru było wykonanie pierwszego oddechu. Tylko tyle i aż tyle. 

Stojąc na biegunie geograficznym nasza prędkość liniowa wynosi 0 km/h. Obrót wokół własnej osi zajmuje nam jedną dobę gwiazdową, czyli 23 godziny i 56 minut. Jednak gdy przeniesiemy się na równik - najbardziej wysunięty brzeg Ziemi - nasza prędkość liniowa wzrasta do 1670 km/h. To tak, jakbyśmy pędzili myśliwcem F-16, jednak bez przeciążeń, nie potrzebując dodatkowego tlenu czy kapsuły ochronnej. Choć suniemy z tą zawrotną prędkością, obracając się na krawędzi ogromnej kuli, to nie odczuwamy pędu powietrza, ba, ani jeden z naszych włosów nie odchyla się nawet o milimetr. Oprócz tego Ziemia pędzi po orbicie z prędkością ponad 100 000 km/h, czyli 30 km na sekundę. To tak, jakby z Nowego Jorku do Tokio dotrzeć w 6 minut! Tej szybkości nie da się zestawić nawet z rakietą kosmiczną. Rekord padł w roku 1969, gdy podczas misji Apollo 10 astronauci osiągnęli prędkość prawie 40 000 km/h. A jednak każdy z nas nieświadomie i nieustannie porusza się ponad dwa razy szybciej niż oni, a zarazem nie odczuwa najmniejszych wahań równowagi.

 A jednak każdy z nas nieświadomie i nieustannie porusza się ponad dwa razy szybciej niż oni, a zarazem nie odczuwa najmniejszych wahań równowagi

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

Źródło: www.perseus.gr

Ogrzewani promieniami słonecznymi pozbywamy się ubrań, odsłaniając ciało. Ciepło pieści naszą skórę, choć gwiazda, która je wydziela, jest tak gorąca, że gdyby jej drobinkę wielkości główki od szpilki umieścić blisko Ziemi, nie moglibyśmy zbliżyć się do niej na odległość mniejszą niż 150 kilometrów. Słońce jest tak jasne, że nie wolno nam na nie patrzeć bez okularów przeciwsłonecznych. A nawet z nimi spoglądanie wprost na Żółtego Karła jest niebezpieczne dla naszego wzroku. Jednak odpowiednia odległość Ziemi od Słońca sprawia, że ten ogromny, wiecznie buchający piec nie wyrządza nam szkody. A ponieważ różnica tej odległości zmienia się w ciągu roku o jakieś 5 milionów km, biegnąc od aphelium do peryhelium i z powrotem, to czasem pomimo słonecznej pogody i braku widocznej różnicy w rozmiarze Słońca musimy założyć na siebie nawet kilka warstw odzieży. Jednak gdyby Ziemia krążyła po orbicie położonej bliżej lub dalej od Słońca niż  jest obecnie, nasza sytuacja wyglądałaby dramatycznie. Zbliżenie o zaledwie 2% spowodowałoby globalne przegrzanie. Strefy równikowe nie nadawałyby się do życia zarówno dla ludzi, jak i zwierząt. Lodowce by zniknęły, a poziom największych zbiorników wodnych podniósłby się o kilkadziesiąt metrów, zalewając najbardziej znane metropolie świata. Podgrzewane oceany oddawałyby ogromne ilości wody, więc para wodna w postaci gazu cieplarnianego utworzyłaby coś w rodzaju koca nad planetą. W wyniku tego sprzężenia zwrotnego byłoby jeszcze goręcej. W obliczu takiej sytuacji skrócenie roku o ok. 11 dni, czyli szybciej pędzące lata życia, byłyby najmniejszym z naszych zmartwień. W drugą stronę też nie byłoby kolorowo. Oddalenie o 2% spowodowałoby globalne ochłodzenie. Średnia temperatura spadłaby o kilka stopni Celsjusza. Choć brzmi to niewinnie, spadek o 5°C wystarczył, by w przeszłości wywołać epokę lodowcową. Czapy lodowe na biegunach zaczęłyby się rozrastać w stronę równika. Zadziałałby tzw. efekt albedo - lustro lodu odbijałoby jeszcze więcej światła, co dodatkowo potęgowałoby spadek temperatury. Sezon wegetacyjny stałby się znacznie krótszy. Uprawa wielu roślin na północy Europy czy Kanady stałaby się niemożliwa, co wywołałoby globalne problemy z żywnością. Ziemia stałaby się planetą bardziej arktyczną, gdzie walka o energię i ciepło byłaby głównym wyzwaniem cywilizacji.

 Ziemia stałaby się planetą bardziej arktyczną, gdzie walka o energię i ciepło byłaby głównym wyzwaniem cywilizacji

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.

Wulkan Katla, źródło: Pixabay

Martwią nas doniesienia o niebezpiecznych erupcjach wulkanów. Rzadko dochodzimy do wniosku, że tego potrzebujemy, a jeszcze rzadziej, że jesteśmy za to wdzięczni. Jednak recykling skorupy ziemskiej to fascynujący proces, który sprawia, że Ziemia zachowuje się jak żywy organizm, a nie martwa skała, jak np. Mars. Tektonika płyt to klucz do cyklu węglowego. Gdy dwutlenek węgla zostaje uwięziony w skałach i opada na dno oceanu, płyty tektoniczne w procesie subdukcji wciągają go głęboko pod ziemię. Później, podczas wybuchów wulkanów, gaz ten wraca do atmosfery. To zapobiega ekstremalnemu efektowi cieplarnianemu lub całkowitemu zamarznięciu. Poza tym ruch płyt wypycha na powierzchnię świeże skały bogate w składniki odżywcze i minerały. Gdyby nie to, erozja w postaci wiatru i deszczu po pewnym czasie wypłukałaby wszystkie żyzne gleby do oceanów, a lądy stałyby się jałową pustynią. Jest też coś, co dzieje się w samym środku globu, w pestce najcudowniejszego owocu wszechświata. Ruchy wewnątrz Ziemi, które przesuwają płyty tektoniczne, pomagają odprowadzać ciepło z jądra. To z kolei podtrzymuje ruch płynnego żelaza, który generuje naszą ochronną tarczę magnetyczną. Gdy następnym razem usłyszysz o wulkanie, pomyśl, jak pięknie Ziemia leczy się sama od wewnątrz, dbając przy okazji o wszystko, co na powierzchni. Bez tego recyklingu prawdopodobnie straciłaby atmosferę i oceany, stając się suchym, martwym globem.

Prezent, który otrzymaliśmy, jest pod naszymi stopami i przed naszymi oczami. Dotykamy go każdego dnia bezwiednie, mechanicznie, naturalnie. Martwimy się rosnącymi kosztami życia, zapominając o dobrach, które otrzymaliśmy zupełnie za darmo, jak wiatr, deszcz czy promienie słoneczne. Nieustannie wyglądamy daleko w przyszłość, tak rzadko skupiając wzrok na szczegółach, drobnostkach egzystencji, detalach przyrody. Bez wytchnienia podnosimy swój status, robiąc to kosztem naszego naturalnego, ziemskiego domu, a nawet kosztem innego człowieka. Wielokrotnie wspominamy o chęci zatrzymania się w tym destrukcyjnym pędzie ludzkości, a jednak nabieramy tempa, spychając na bok podstawowe wartości człowieczeństwa. Rozwiązując najbardziej skomplikowane równania matematyczne, we własnym życiu liczymy tylko na siebie. 

Nie tak miało wyglądać nasze życie...


Zdjęcie tytułowe: NASA

NASZ OBRAZStories to obsess over. Discover now