Małolata (rozdział 1)

17 1 0
                                        

DAISY

- Daisy! - od razu po usłyszeniu mojego imienia podeszłam do kasy i odebrałam jakieś najtańsze cappuccino. Miałam ogromną nadzieję, że chociaż trochę mnie to rozbudzi.

Wczoraj, zamiast się wyspać na pierwszy dzień w pracy, siedziałam z przyjaciółkami, obżerając się lodami.

Gdy spojrzałam na zegarek i widziałam, że zostało mi dwadzieścia minut, pobiegłam truchtem w stronę samochodu. Szybko zapięłam pasy i wyjechałam z parkingu. Obmacałam każdą możliwą kieszeń i skrytkę, w której mogłam mieć telefon, stwierdziłam, że musiałam zostawić go w moim nowym mieszkaniu. Przełączyłam bieg i zmieniłam pas, skręcając w stronę lokum. W ekspresowym tempie wybiegłam z auta wciąż z kawą w ręce. Nawet nie wiem czemu, jej po prostu tam nie zostawiłam. Znowu spojrzałam na zegarek i zobaczyłam, że zostało mi tylko nędzne dziesięć minut. Wiedząc, że o ile bez telefonu przeżyje to, muszę wręczyć szefowi teczkę dokumentów.

Tyle się natrudziłam na szukaniu tej roboty, na szczęście siostra szefa, Amanda, jest moją koleżanką z studi, od razu zostałam jego lewa ręka. Asystentką. Pewnie będę, jeździć z nim na spotkania, ustalić grafiki. Jakaś papirologia i takie tam. Chociaż wynagrodzenie mi bardzo odpowiada.

Zmierzałam w stronę wielkiego apartamentu, rodzice mi się trochę dołożyli. Chcieli, żebym miała dobry start. Jedynym minusem mojego wymarzonego mieszkania jest do teraz niewiadomy mi współlokator. Nagle poczułam jak wrzątek, wylewa mi się na palce, a ja uderzyłam w coś twardego, rozlewając niemal całą kawę.

Gdy usłyszałam, przekleństwa od razu uniosłam wzrok. Patrzyłam na białowłosego mężczyznę z niebieskimi oczami tak jasnymi, jak lodówce. Miał na sobie spodnie garniturowe i białą koszulę, no właśnie, miał. Koszula teraz była brązowa, a jego szyje pokrywały czerwone, od poparzenia plamy. Spojrzał na mnie złowrogo, następnie na zegarek cały czas klnąc przy tym. Cofnął się, mówiąc jedynie.

- Uważaj, do kurwy jak chodzisz, małolato - wycedził i nie obdarował mnie nawet jednym spojrzeniem. Miałam go przeprosić, ale po pierwsze nie będzie na mnie, klnąc jak szewc, a po drugie. Czas. Mężczyzna o dziwo zniknął, a ja wbiegłam do apartamentu.

Chcielibyście widzieć moją minę, gdy zobaczyłam tego samego białowłosego w moim mieszkaniu. Bez koszulki z czerwonymi plamami, które zdawały się być pokryte maścią.

- Co robisz w moim domu?! - żachnęłam się zdenerwowana. Obserwowałam, jak się do mnie odwraca równie wkurzony, przeleciał mnie wzrokiem i zmarszczył brwi. Lekko przerażona tym, że zrobiłam mu takie rany, patrzyłam tępo w jego umięśnioną klatkę piersiową.

- Jak masz na imie? - niemal nie zrozumiałam co mówił, bo miał tak zaciśnięte szczęki.

- A co cię to. Wypad.

- Nie doczekam się żadnego, przepraszam? - wyglądał jakby w końcu, zrozumiał kim, jestem i schował się w jakimś ciemnym pokoju. Spojrzałam na zegarek. Byłam już spóźniona. Pierwszy dzień moich snów. Wbiegłam tylko do mojego pokoju, zgarniając teczkę wraz z telefonem. Stwierdziłam, że potem ogarnę kto to i czemu się znajduję w moim apartamencie. Pędziłam niczym struś pędziwiatr do auta. Bardzo nie lubiłam się spóźniać, a zdążyło mi się to codziennie. Wrzuciłam teczkę na tylne siedzenia i odjechałam z piskiem opon, nawet nie myśląc o podejrzanym białowłosy w moim mieszkaniu.

Może ochrona? Pomoc sprzątająca? Musiał mieć kluczyk, żeby tam wejść. Ciekawe. Zadyszana poszłam w kierunku Amandy, poprawiając włosy i wyciągając te wlatujące mi do buzi.

- Boże hej! Przepraszam za spóźnienie, to się więcej nie powtórzy. Wiem, że to karygodne zachowanie, wylałam kawę na jakiegoś aroganckiego dupka i musiałam jeszcze się cofnąć po dokumenty - pomachałam teczką. - Wyobrażasz sobie, że nazwał mnie małolatą? - paplałam jak najęta, obserwując jak Amanda, się uśmiecha, ale patrzy gdzieś za mną.

GhostFlower Where stories live. Discover now