Severus Snape czuł się wściekły. Chociaż, gdybyście go o to zapytali, powiedziałby pewnie, że jest tylko, jak zresztą zawsze, delikatnie wzburzony. Był zmęczony po całym dniu dodatkowych zajęć dla uczniów, którzy przedterminowo wrócili do szkoły i chcieli nieco się dokształcić, o ile tak mógł to nazwać, bo bachory, których inni nauczyciele nazywali kochanymi uczniami, mieli inteligencję na poziomie gumochłona. Nie obrażając gumochłonów. W końcu one czasem się do czegoś przydawały. Ich śluz wykorzystywano przecież do zagęszczania eliksirów.
Uczniowie natomiast nie nadawali się nawet do tego. Marnowali jego cenne składniki, myląc się co chwilę i sprawiając, że zawartość ich kociołków mogła posłużyć jedynie jako środek do czyszczenia podłóg. Severus był pewien, że na pozór wieczne kafelki mocno by na tym ucierpiały.
Wcześniej sądził, że jedynie gryfoni i puchoni mają inteligencję na tak niskim poziomie, że nie potrafią zamieszać swojego wywaru w sposób dokładnie wyjaśniony w podręczniku. Jakim cudem, widząc w tekście, że należy zamieszać cztery razy zgodnie ze wskazówkami zegara, wnioskowali, że muszą zrobić to aż sześć, zmieniając kilkukrotnie ruch dłoni. Kiedy mówił, że mają użyć jednej kropli soku z fasolki Sopophorusa, rozumieli z tego, że powinni wrzucić cały owoc. Teraz przekonał się, że ślizgoni także potrafią zawodzić, nie wspominając już nawet o krukonach, którzy zdolność logicznego myślenia mieli opanowaną do perfekcji. Wychodziło na to, że jednak nie.
Po tylu chwilach pełnych nerwów, miał ochotę zapaść się wygodnie w swoim ulubionym, mahoniowym fotelu przy kominku i może wypić sobie odrobinę tej świetnej nalewki, którą dostał niedawno od profesor Sprout. Kobieta w wielu kwestiach uchodziła za nierozgarniętą, ale na wyrobie alkoholu i roślinach znała się znakomicie. Dobrze się składało, bo po czymś takim zasłużył na coś mocniejszego.
Już przymykał oczy, już wsłuchiwał się w strzelający ogień, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Jego niechciany gość wystukiwał w drewnie coś w rodzaju melodii. Mistrz Eliksirów od razu domyślił się, z kim zaraz będzie mieć do czynienia. Z niechęcią zwlekł się z siedziska i wpuścił do środka jedynego człowieka, który miał czelność nachodzić go nawet w jego prywatnych komnatach.
Albus Dumbledore, bo nikt o zdrowych zmysłach nie będzie wymieniać jego wszystkich imion, przywitał go szerokim uśmiechem. Jego błękitne, skryte za połówkami okularów oczy iskrzyły się radośnie. Patrząc na tego starca, można było pomyśleć, że nie ma on żadnych trosk. Z pewnością je jednak posiadał, bo mimo że wojna się skończyła, a Czarny Pan przepadł na zawsze, wciąż miał wiele do roboty. Korneliusz Knot, Minister Magii, wcale mu w tym nie pomagał. Cóż, najwyraźniej takie błahostki nie potrafiły zepsuć dyrektorowi nastroju. Może legendy miały w sobie więcej prawdy, niż wszyscy się spodziewali i cytrynowe dropsy, którymi tak chętnie się zajadał naprawdę miały w sobie jakieś podejrzane substancje?
Słuchał swojego pracodawcy ze skrzyżowanymi ramionami i dosyć nietęgą miną. Musiał się bardzo starać, żeby zachować spokój, a przecież na ukrywaniu własnych emocji znał się równie dobrze, co na warzeniu. Albus przekazał mu, że pozwolił sobie na wejście do jego klasowego magazynu ze składnikami i zabranie stamtąd ostatniego słoika z muchami siatkoskrzydłymi. Uznał, że uprzejmie będzie, gdy poinformuje o tym Severusa. Postrach Hogwartu nie ważył się pytać, do czego użył ich dyrektor, bo znając jego, obtoczył je w czekoladzie i schrupał, popijając je później owocową herbatą.
Ważną sprawą było to, że Snape potrzebował ich na nie jedną, a aż trzy lekcje, które miały odbyć się zaraz po rozpoczęciu roku szkolnego. Wymienił z siwobrodym jeszcze kilka uprzejmości, udając, że wcale nie wymyśla coraz okrutniejszych klątw, którymi chciałby go uraczyć. Kiedy ten wreszcie wyszedł, Severus ponownie przywdział swoją słynną pelerynę i ruszył do wyjścia, przemykając przez ciemne korytarze lochów. Wolał załatwić to od razu.
YOU ARE READING
Fallen | Drarry
RomanceCo jeśli Potterowie nigdy nie doczekaliby się syna? Kto zostałby wtedy wybrańcem? Kim jest chłopak o pięknych, ukrywanych przez siebie skrzydłach i przenikliwych, szmaragdowych oczach? Dlaczego pojawił się w Hogwarcie dopiero na siódmy rok nauki? I...
