Pov: Katsuki
---
Miałem ochotę wypisać się z własnego życia i stanąć trzy metry dalej. Wiem, że jestem problematyczny dla moich rodziców. Piję, palę, igram z prawem, raz lub dwa razy nawet posunąłem się do kradzieży. Jednak są oni jacyś nienormalni. Wysłali mnie na "Kurs nawrócenia". Poza tym, że ta nazwa jest koszmarna, to jeszcze organizuje to sam król. Toshinori Yagi-Midoriya, choć i tak nazywany przez wszystkich All Might z uwagi na jego naprawdę wielką siłę, wymyślił sobie że zrobi jakieś zajęcia w swoim zamku dla problematycznych dzieci. No dobra, to bym jeszcze zrozumiał. No, ale, do cholery jasnej, my tam mamy mieszkać! No chyba go ostro ktoś pierdolnął.
Specjalnie na potrzeby tego całego "Kursu nawrócenia" wybudowano w jego i tak już wielkim zamku kolejne skrzydło. Niby to jakieś zachodnie skrzydło, ale zostało już w internecie ochrzczone jako "Skrzydło rozrabiaków".
Właśnie, próbując ignorować moją matkę i ojca, którzy tłumaczyli mi przyczyny zapisania mnie na ten durny zlot bachorów, które faktycznie próbują być lepsze, w przeciwieństwie do mnie, przeglądałem na telefonie zdjęcia zachodniego skrzydła.
Z zewnątrz budynek był utrzymany w typowej kolorystyce zamku. Jakby miało to być zrobione by wszystko wyglądało jak z bajki, a nie byśmy mieli tam kurwa mieszkać. Białe, marmurowe ściany były podstawową. Natomiast u dołu, tworząc wzór przypominający góry, biel była wsparta przez przystające do niej czarne cegły. Z wierzchołków "wzniesień" wystawały kolumny z tego samego materiału sięgające i łączące się z sufitem, zrobionym z czarnych dachówek. Czekałem tylko na to, aż biało-czrany wystrój będzie obowiązkiem w każdym domu. Przy każdym "spadku" w równej pionowej linii widniały trzy okna w przesadnie idealnych czarnych ramach. Aż biło od tego miejsca porządkiem, dostojnością i wiadomością, że właściciele srają pieniędzmi.
Nie wiem, czy uda mi się w ogóle na to spojrzeć bez rzygania. A środek? To była dopiero tragedia. Podłogi z czarnego marmuru i ściany z białego. Na wprost od wejścia znajdował się przesadzony, zupełnie niepotrzebny jakiś salon. Czarna kanapa i fotel, chyba droższa niż mój cały pokój i sypialnia moich rodziców razem wzięte, stolik kawowy z drewna w kolorze tym samym co "miękkie meble". I chuj, i tak zamknę się w moim pokoju zamiast socjalizować się z tymi idiotami którzy chcą się "nawrócić na dobrą drogę" czy inny bezsensowny cyrk o który się nie prosiłem.
Mimo że miał trzy piętra wliczając parter, to z parteru widać było sufit. Jak? Bo zamiast zrobić to po normalnemu, to w środku pięter jest "wcięcie" otoczone barierką. My tu mamy mieszkać czy ładnie wyglądać, do jasnej cholery? Dramat. Drzwi również były zrobione z czarnego drewna, z złotymi klamkami. Pokoje znajdowały się na pierwszym i drugim piętrze. Każdy z nich miał osobną łazienkę. Natomiast na parterze znajdowały się różne sale i stołówka. Mam kuźwa łazić po tych schodach jak idiota by dostać jedzenie?! Nie ma mowy. Zjeżdżam po barierce.
Przez szarpnięcie do tyłu telefon omal nie wypadał mi z ręki. Matka parkowała przed tym całym zamkiem, pałacem, czy chuj wie.
Chwilę po tym moi jakże kochani rodzice wysiedli z samochodu. Rodzicielka otworzyła drzwi, przez które byłem zmuszony wysiąść z samochodu. W tym samym czasie ojciec wyjmował moją walizkę i plecak. Nadal uważałem, że to głupota. Nie mam ochoty na ładnie nazwany odwyk.
Tyle że byłem zmuszony.
Rzucono mi moje dwa bagaże. Ubrałem na plecy plecak i chwyciłem rączkę walizki. Chwilę później blondynka pociągnęła mnie w stronę wejścia pałacu. Zapierałem się na początku, ale później uznałem że to nie ma sensu. Tak czy inaczej zmuszą mnie do wejścia tam. Także grzecznie poszedłem, a raczej dałem się ciągnąć czerwonookiej. Choć wielki grymas był wymalowany na mojej twarzy. Niech wszyscy spadają. Jakbym miał prawo głosu w tej rodzinie, to bym ich wyrzucił z domu. Niestety nie miałem ani prawa głosu, ani pieniędzy by zapłacić rachunki, a moi rodzice uwielbiają powtarzać "dzieci i ryby głosu nie mają".
Kiedy tylko podeszliśmy w dziwnym milczeniu do bramy - oczywiście nie zgadniecie jaki kolor miała, bo to oczywiste że czarny, nie występował tu żaden artystyczny chaos - dwaj żołnierze stanęli nam w przejściu. Zanim zdążyłem pokazać im środkowy palec, matka wyciągnęła jakiś papier. Oni sprawdzili go i odsunęli nam się z drogi. Gdybym nie został pociągnięty dalej, na pożegnanie pokazał bym tym pajacą na pożegnanie język.
Dołączył do nas jakiś sługa czy inny podwładny świętego państwa mieszkających tutaj. Zamienił na chwilę słowo z moim ojcem, a po tym z uśmiechem - który moim zdaniem wyglądał idiotycznie - zaczął nas prowadzić w kierunku, jak podejrzewałem, Skrzydła Rozrabiaków.
Oczywiście rodzina królewska nie znała innych kolorów niż biały i czarny. Wow, no tego bym się na pewno po nich nie spodziewał - przemknęło mi przez myśl sarkastycznie.
Gdy tylko znaleźliśmy się w budynku, który wiedziałem na zdjęciach, przekonałem się że wygląda to jeszcze gorzej. Poza barwami przewodnimi odróżniały się jedynie złote elementy.
Jednym słowem - tragedia. I to do potęgi piętnastej.
W salonie już leżeli jacyś nastolatkie w przedziale wiekowym od mojego wieku, czyli piętnastu lat do siedemnastu.
Jeden leżał cicho, rozłożony na fotelu. Zbyt cicho, jakby wypowiedzenie się stanowiło dla niego cholerny problem.
Inny był zdecydowanie za głośno, odpalając leżące w kącie radio na maksa. Miałem ochotę mu przywalić, by zamknął mordę.
Trzeci? Jakaś gotka. Dziewczyna, co wyglądała jakby kazano jej udawać twardziela pod groźbą przerabiania jej na masło. Ją też chciałem walnąć.
To było jeszcze gorsze, niż mi się na początku wydawało. Wszyscy od razu zwrócili na nas uwagę. Niech na mnie nie patrzą, sami idelani nie są. Pewnie każdy tutaj robił coś nielegalnego. Chociaż oni prawdopodobnie chcieli się zmienić. Ode mnie aż emanowała energia wkurwienia. Nie pasuję tu. Oni też.
Ten zbyt głośny od razu pomachał w moją stronę. Nie no, nie dość, że zachowuje się jak głośnik na koncercie to jeszcze entuzjastycznie. Już teraz wiedziałem, że nie pozbędę się go łatwo. Chyba najlepszym sposobem będzie wyrzucenie go z okna. Szkoda, że nie mogę... Chociaż? Może nikt nie pomyśli o zakazaniu tego, a "wszystko co nie jest zakazane to jest dozwolone" - jak to lubiłem mówić. Chociaż jak coś było zakazane, to też miałem to w głębokim poważaniu. Nikt nie będzie mi zabierał wolności osobistej. Koniec, kropka.
---
słowa: 1000
---
Cześć! To będzie moja pierwsza dłuższa książka, postaram się wstawiać rozdziały najszybciej jak to możliwe
~ Nami_Verin 🩵
YOU ARE READING
Kurs nawrócenia | BKDK
Fanfiction.•➶ OPIS ➷•. Katsuki to naprawdę problematyczne dziecko. Ma piętnaście lat, pije, pali, igra z prawem przy każdej możliwej okazji. Rodzice nie radzą już w nim sobie. Postanawiają więc wysłać go na "Kurs nawrócenia" organizowany przez króla - Toshino...
