Wiecie co?
Nie zawsze nienawidziłam ludzi.
Lecz oni są chciwy.. i to bardzo. Wszystko robią tylko aby oni także mieli z tego korzyść. Zdążyłam to zauważyć u wszystkich których do tej pory poznałam. Przyjaciele? Jeśli chodzi o tych z podstawówki, jedynie przyjaźnili sie ze mną bym im pomagała w szkole dostawać same dobre oceny. Lecz kiedy przychodziło do zrobienia czegoś innego, nie znali mnie. Moja matka? Jedynie pytała o oceny, już wybrała mi całe życie. Skończę szkołę, pójdę do dobrego liceum, potem na uniwersytet i zdam go, dostanę dyplom doktoracki i będę doktorem. Pieniądze oczywiście pójdą na nią bo: 'tyle dla ciebie zrobiłam, teraz niczym nie możesz się odwdzięczyć, przynajmniej będzie z ciebie pożytek w przyszłości!'. Ojciec? Wstyd mi się przyznawać nawet przed samą sobą, że tak okropna postać to jest mój rodzic.
Stałam się chłodna. Zdystansowana. Inna. Wiedziałam że tu jestem, ale jednak wydawało mi się że nie przynależę tu. Czułam się odmieńcem. Byłam nim. Codzienność stała się monotonna. Uczucia zlewały się w jedno - wręcz zanikały. Byłam po prostu apatyczna. Aż natrafiłam na potwory. Cyklopy o których uczyłam się na lekcjach o mitologii greckiej. To halucynacje. Tak tylko myślałam. To nie były one. Zrozumiałam to szybko. Końcowo mając nadzieje że mnie zabiją, uratował mnie jakiś chłopak. Mikorai - chodź woli Miko - Nymeris. Syn Hefajstosa. Irytujący był. Jego silny polski akcent wkradał się w każde słowo jakie do mnie mówił. Jego piskliwy głos kuł mnie w uszy. Jego energia była wyczerpująca. Lecz zauważyłam jedną rzecz.
Troszczył się.
Pytał się, jak się czuje, dbał żebym nie pomijała posiłków, próbował mnie zapoznać z innymi osobami.
W ten sposób poznałam też innego chłopaka. Cody Raimi. Syn Iris. Był bardzo podobny z charakteru do Miko - wręcz identyczny. Wtedy zrozumiałam, że może nie wszyscy ludzie są tacy źli? Może niektórzy nie szukają we mnie wyłącznie korzyści dla siebie? Może oni mnie lubią za to, że jestem mną?
Otworzyłam się. Na początku po prostu zaczęłam od mówienia rano 'dzień dobry'. Później stałam się być miła. Na końcu zaczęłam się wygadywać. Ufałam im, mówiłam im o wszystkim. Ta cała apatia z wcześniej zniknęła. Nawet im powiedziałam że zakochałam się w Clarisse.
I co? I kurwa gówno.
Dołączyli do armii Kronosa. Znaczy - najpierw Cody, później on przekonał Miko. Myśle ze Miko poszedł tylko dlatego, że Cody też to zrobił. Zostałam sama. Znowu.
A myślałam że oni może serio mnie lubią. Ale ja byłam naiwna i głupia! Naprawdę uwierzyłam że oni będą inni.
Znowu sie odsunęłam od społeczeństwa. Pomijałam jedzenie. Raz nie jadłam nic przez sześć dni. Nie rozmawiam z nikim.... czemu mi na nich wiąż zależy? Czemu gdzieś głęboko mam nadzieję że wrócą tu?... chce się do nich przytulić.
I czemu nagle mój ojciec mnie uznał. Gdy jadłam obiad. Nagle bum. Wszyscy patrzyli na mnie z niedowierzaniem, strachem lub podziwem. Gdy spojrzałam nad głowę, znak już zniknał. Jednak z szeptów innych dowiedziałam się.
Kronos. To jego córką byłam.
Od tamtej pory zawsze gdy próbowałam spać to on rozmawiał ze mną. Chciał abym dołączyła do niego. Chciwy. Nie chcąc z nim rozmawiać - po prostu nie spałam. Do cholery jasnej, ja chce tylko zwykłego życia! Gdzie jestem córką mamy i taty, oni mnie kochają oraz akceptują. Czy ja poważnie o tak dużo prosze?
Bitwa o Manhattan. Stałam tam, po stronie bogów. Naprzeciwko widziałam Miko i Cody'ego. Chciałam się rozpłakać i wbiec w nich i objąć w szczelnym uścisku. Jednak stałam bez ruchu. Atak. Wszyscy sie biją. Krzyki. Walki. Chaos. Za dużo. Za głośno! Za.. wszystko! Uh, ten autyzm mnie kiedyś wykończy.
Ukryłam się. Było cicho. Spokojnie. Oczywiście nie mogło to trwać długo. Nagle krzyk bólu a do mojej kryjowki wbiegł Cody. Oberwał w brzuch. Ściskał to miejsce ręką próbując zatrzymać krwawienie. Płakał. Miał czerwone oczy i mokre policzki. Podbiegłam do niego i go przytuliłam.
"Jednak moja śmierć nie miała sensu i nie była dobra... przepraszam, że cię nie słuchałem"
Cody... to ja powinnam być tą, co mówi to słowo.
Potem Miko też. Tylko że on nie chciał już walczyć. Widząc ile ta wojna niesie krwi za sobą całkowicie oszalał. Obwiniał się za to. Stracił rozum i pod impulsem poderżnął sobie gardło mieczem...
...
Teraz naprawde zostałam sama. Sama. Sama. KURWA SAMA.
...
Teraz ja przeproszę.
Przepraszam osobę która mnie znalazła. Mnie - dziewczynę leżącą na ziemii domku Hermesa kóra w ręku trzymala pudełko tabletek nasennych, już pustych.
KAMU SEDANG MEMBACA
Sonny's lament
Fiksi PenggemarHistoria moich oc z pjo nwm co tu napisac Miniaturka: @fadczc14
