Rozdział I. Niespodziewany prezent.

15 0 0
                                        

  Noce jak te były cudowne. Ogień w kominku oświetlał pokój idealnie, śnieg lekko pruszący za oknem dodawał klimatu do pomieszczenia. Ciepło pochodzące z kominka pięknie kontrastowało z zimnem ciemnego wieczoru zza okna. Był tylko początek września a już padał śnieg, no cóż pogoda w Nowym Jorku szokowała każdego dnia. Ale nie narzekałam, kocham zimę, śnieg, święta, i wszystko z tym związane więc śnieg na początku września to była miła niespodzianka.
  Naprawdę żyłam takimi wieczorami, chłodne wieczory przy kominku, śnieg za oknem, ja pod kocem i z książką w dłoni. Do tego ciepła herbatka lub gorąca czekolada.
Spokojny wieczór, nic go nie mogło zrujnować, prawda? Tylko ja i-
I pukanie do drzwi rozbudziło mnie z tego jakże cudownego marzenia. Wstałam, rozciągnęłam ręce nad głową i zaczęłam iść w stronę głównych drzwi. "Jaki powalony idiota jest pod moimi drzwiami o wpół do dziewiątej? ludzie śpią.." myślałam sobie, dotarłam do drzwi i je otworzyłam.
  To co zobaczyłam bardzo mnie zszokowało. Tak naprawdę zszokowało.
Na mojej wycieraczce leżał bukiet kwiatów.
Rozejrzałam się po dworzu ale nikogo nie było, schyliłam się i podniosłam kwiaty, strzepując z nich śnieg.
  Weszłam spowrotem do środka, zamknęłam drzwi i przeniosłam kwiaty do salonu, gdzie położyłam je na stole i obejrzałam. Były to ciemne, czerwone róże i białe gipsówki.

Dziwne, bo to moje ulubione kwiaty

Ups! Gambar ini tidak mengikuti Pedoman Konten kami. Untuk melanjutkan publikasi, hapuslah gambar ini atau unggah gambar lain.

Dziwne, bo to moje ulubione kwiaty. Była do nich dołączona karteczka, pisało na niej:

"Dla mojej najdroższej Julii, wszędzie jesteśmy razem, ale ty nie masz o tym pojęcia, jestem na każdym kroku, dostrzegam każdy detal. Codziennie, do święta zmarłych, bedziesz dostawała prezenty z podpowiedziami o mojej tożsamości. Zawsze jestem z tobą. Twój wielbiciel."

  Zamarłam. Co to ma znaczyć? Czy to znaczy, że mam stalkera? Odłożyłam kartkę na stół, po czym usiadłam na kanapie i zakryłam twarz dłońmi. Boże..
I jak to "święta zmarłych", on chce mnie zabić czy co? Byłam przerażona. Siedziałam tak, gdy nagle przyszła do mnie wiadomość, odblokowałam telefon I zamarłam po raz kolejny. Wiadomość z nieznanego numeru:
"nie bój się złotko, nic ci nie zrobię"
Kurwa, jak mam się nie bać? Mam stalkera.
Wstałam z kanapy i krążyłam po salonie. Bałam się i postanowiłam zakluczyć drzwi, zamknąć okna i zasłonić rolety. Dla bezpieczeństwa. Mojej współlokatorki oraz zarazem przyjaciółki - Natalie - nie ma, ponieważ spędza noc w mieszkaniu jej chłopaka - Conrada. Co mnie przeraża bardziej bo jestem sama w mieszkaniu.
Zadzwoniłam do Nat, a ona postanowiła przyjechać z Conradem. Czekałam 25 minut bo mieszka trochę daleko. Podeszłam do drzwi wejściowych gdy usłyszałam pukanie, i je odkluczyłam, odrazu się przywitałam z przyjaciółmi i wpuściłam ich. Usiedliśmy na kanapie.
- No to mów co się stało miś - Natalie powiedziała.
- No byłam sama, siedziałam na kanapie i czytałam Bezsilną no i ktoś zapukał w drzwi i poszłam je otworzyć a na wycieraczce leżał bukiet moich ulubionych kwiatów z karteczką.
- Co pisało na karteczce? I od kogo są? I czemu się boisz? - spytał Conrad.
- No popatrzcie - dałam im karteczkę do przeczytania - nie wiem od kogo są, w tym problem, dlatego się boje.
  Obaj zamarli w miejscu.
- Japierdole masz stalkera! - Nat krzyknęła zszokowana i przerażona.
- A to koniec czy coś jeszcze? - Conrad spytał zaciekawiony.
- No jak zaczęłam panikować to dostałam wiadomość od nieznanego numeru, że "nie bój się złotko, nic ci nie zrobię"
- O japierdole, ale skąd on ma twój numer?
Wiesz kto to mógł by być? - Nat spytała.
- Nie mam pojęcia - odpowiedziałam - to są moje ulubione kwiaty na dodatek, skąd on to wie?
- No to jest dobre pytanie, przecież tylko ja, Natalie, Blanca, Barth i parę innych osób wie, że to twoje ulubione kwiaty, myślisz, że to ktoś z nich? - spytał Conrad.
- Przecież to mógł by być każdy! Ktoś może z niej żartować, albo ktoś chce się zemścić czy coś! - Natalie powiedziała głośno.
-  Ja już nie wiem o co chodzi.. - powiedziałam - Zadzwonić po Blance?
- Dzwoń, ja zadzwonię do Bartha bo ty chyba jego numeru nie masz, a wiesz, on jest na studiach z kryminologii więc może pomóc - powiedział Conrad.
- Ja zadzwonię po Blancę a ty zadzwoń do zielonego Szymona, bo on też jest potrzebny a nie mam jego numeru a ty masz - powiedziała Natalie.
- Dobra to dzwoń do niej, Szymon faktycznie się przyda, przecież w wojsku jest - powiedziałam, każdy zadzwonił po naszych przyjaciół i przyjechali.
  Najpierw przyjechał Szymon, no kto by się spodziewał? Jest na każde moje zawołanie bo jest moim bratem.
- Jezus, Julia, mów co się stało! - Szymon powiedział, wchodząc do mieszkania bez pukania, opowiedziałam mu i wtedy przyjechała Blanca z Barthem.
  Opowiedziałam im o tym i porozmawialiśmy do późna, potem odjechali zostawiając mnie samą. Mój brat i współlokatorka proponowali, że zostaną, ale wolałam by pojechali bo przecież Nat miała spędzić noc u Conrada a mój brat miał małe dziecko w domu i nie mógł zostawić żony samej. Położyłam się do łóżka i myślałam. W sumie to już się nie bałam. Wiedziałam, że mam przyjaciół, którzy mi pomogą i brata w wojsku, który by zrobił dla mnie wszystko. W sumie nie było czego się bać już. To tylko stalker.
Prawda..?
  Po dłuższym myśleniu postanowiłam, że pobawię się w tą jego grę kotka i myszki.

Stalkers loveCerita yang bikin terobses. Temukan sekarang