Dlaczego ta pani płacze?

29 1 0
                                        


Policzki piekły mnie od łez. 30 stopni w cieniu, z nieba leje się żar. Łzy ledwo zdążają spłynąć mi po brodzie, wysychają na wiór, jakby mnie ktoś drapał garścią igieł. Stoję przed wysokim biurowcem w centrum Warszawy i czekam na taksówkę, którą zamówiłam parę minut temu. Obsesyjnie myślę o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu i płakać jakby jutra miało nie być. Moje gardło rozpiera betonowa kula wielkości piłki tenisowej i tylko sekundy dzielą mnie od histerii. Gorączkowo rozmyślam jak bardzo nie na miejscu byłby wybuch rozpaczy przy kierowcy ubera. Dlaczego tak się rozkleiłam? Przecież minął już miesiąc od zerwania, dlaczego nadal nie mogę się pozbierać? Nie byłam w wielu związkach, zaledwie w trzech, chociaż długich. Ostatni pięć lat. Pięć lat, żeby zorientował się, że to jednak nie to i nie będzie mi robił nadziei. Gdybyśmy nie pracowali w sąsiadujących biurach może nie byłoby to tak cholernie bolesne. Widzieć go sporadycznie na korytarzu... Albo na parkingu. Przestałam przyjeżdżać samochodem do biura tylko dlatego, żeby przypadkiem się z nim nie minąć.

Daria: Gdzie jesteś? Idziemy na lunch?

Nie mam siły jej odpisywać. Ale nie chcę, żeby się martwiła.

Sonia: Źle się czuję, wracam do domu. Chyba coś mi zaszkodziło.

Nienawidzę jej okłamywać.

Daria: Oj Sonia... Myślałam, że już wszystko w porządku w miarę :( Nienawidzę tego szczura! Kiedy widzę jak się męczysz to mam ochotę mu przyjebać! Może nawet tak zrobię jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej.

Uśmiechnęłam się pod nosem.

Daria: Przyjechać do ciebie po pracy? Obejrzymy Dumę i uprzedzenie i zamówimy pizzę.

Pizza zawsze poprawi mi humor, ale nie mam zupełnie ochoty na spotkania towarzyskie. Chcę się w spokoju wypłakać. Czy to ma sens dalej ją okłamywać? Pewnie nie, ale i tak to robię.

Sonia: Nie mam ochoty, naprawdę gorzej się czuję, to chyba przez upał. Położę się i odezwę się wieczorem oki?

Daria: Niech ci będzie. Ale pamiętaj, że zawsze możesz zadzwonić...

Schowałam telefon do torebki. Jak ja w ogóle wyglądam? Taksówka właśnie podjechała, więc zaczęłam gorączkowo poprawiać koszulę i wpuszczać ją w spódnicę. Na co komu ten dresscode, skoro nie widzę nawet klientów na co dzień? Jestem tylko szarą korpo-programistką, zupełnie przeciętną. Gdy tylko samochód się zatrzymał, otworzyłam drzwi, usiadłam na tylnim siedzeniu i zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu chusteczek. W klimatyzowanym aucie, które w dodatku pachniało nowością łzy zaczęły płynąć strużkiem po policzkach. I jeszcze w radiu leciała Rysa na szkle Urszuli.

- Możemy ominąć centrum? Wiem, że to naokoło, ale nie zniosę stania w tych korkach, chcę być jak najszybciej w domu - rzuciłam, oglądając swoje opuchnięte policzki w kieszonkowym lusterku.

-vYyy... - kierowca wydawał się skonsternowany. - Mogę w czymś pani pomóc?

Westchnęłam głęboko.

- Jest pan z Ukrainy? Nie szkodzi, ja panu powiem jak jechać, na razie prosto, na najbliższym skrzyżowaniu w prawo - powiedziałam.

- Nie jestem z Ukrainy, mieszkam w tym mieście od urodzenia - powiedział.

Spojrzałam w przednie lusterko i zderzyłam się z parą najbardziej intensywnych, błękitnych tęczówek jakie kiedykolwiek widziałam.

- No to w czym problem? - spytałam już wyraźnie zirytowana. - Alejami Jerozolimskimi, przez Wolę i do Włoch.

- Nie jestem taksówkarzem - powiedział stanowczo. - Wsiadła pani do złego auta.

To jest ten moment, w którym usłyszałam głośny dźwięk tłuczonego szkła i boleśnie odczułam zderzenie z rzeczywistością. Rozchyliłam usta ze zdziwienia.

- Ale... - zaczęłam, ale z nerwów odebrało mi mowę.

To auto było zbyt nowe, zbyt zadbane na taksówkę. Skórzana tapicerka... Cholera! I zbyt drogie! Mercedes S-klasa to nie jest auto uberowca. Moje oko przykuła prawa dłoń leżąca luźno na kierownicy, duża, srebrna omega na nadgarstku

Często pani jeździ taksówkami, w których na przednim siedzeniu siedzi 10-latka? - spytał w końcu, odwracając się w moją stronę.

Mężczyzna wydawał się młody, może nawet w moim wieku. Miał surowy wyraz twarzy, lekki zarost i zmierzwioną, czarną czuprynę. Miał na sobie dżinsy i szary podkoszulek. Gdy tylko się odwrócił, jego chłodne i ostre jak brzytwa spojrzenie przeszyło mnie na wylot.

- Ja... - ponownie próbowałam coś z siebie wydusić, ale średnio mi się to udawało.

- Może ona jest niedorozwinięta - usłyszałam cichy głos na przednim siedzeniu.

- Język... - zwrócił się stanowczo w stronę cienkiego, dziewczęcego głosu. - Skorzystaj z okazji, odepnij się i zdejmij tę bluzę, skoro tak ci było gorąco, że musiałem się zatrzymać dosłownie sekundę po tym jak wyjechaliśmy z parkingu.

W tonie jego głosu był gniew i poirytowanie, ale dziewczynka nie wydawała się tym przejmować. Powoli odpięła pas i zdjęła bluzę, którą rzuciła sobie na kolana.

Łzy dalej leciały mi po policzkach, więc otarłam je szybko rękawem od koszuli.

- Dlaczego ta pani płacze? - spytała szeptem, nachylając się w stronę kierowcy, żeby chwilę potem odwrócić się w moją stronę.

Miała absolutnie hipnotyzujące niebieskie oczy, piegowaty mały nosek, rumiane policzki i śliczne popielate włosy, spięte w nierówny warkocz. Mężczyzna wciąż wpatrywał się we mnie bardzo surowym wzrokiem, wydawał się coraz bardziej zirytowany całą sytuacją.

- Długo jeszcze będę czekał aż pani wysiądzie? - spytał podniesionym tonem.

Aż podskoczyłam, słysząc jego irytację i zdenerwowanie.

- Nie, przepraszam... Przepraszam bardzo - powiedziałam, wrzucając niedbale lusterko do torebki.

- Możesz nie krzyczeć!? - dziewczynka zrugała go, kiedy wystawiałam stopy za drzwi.

- Mówię normalnym tonem Mania, zapinaj te pasy i jedziemy - powiedział stanowczo i to było ostatnie zdanie, które usłyszałam, zanim zatrzasnęłam drzwi, a auto odjechało z piskiem opon.

Wszystko co dobre [ZAKOŃCZONE]Stories to obsess over. Discover now