Rok szkolny zakończył się dla Vivienne burzliwe. Zaczynając naukę w Hogwarcie na piątym roku, musiała wysilić się bardziej niż zwyczajny czarodziej. Niełatwo było się oswoić z nową rzeczywistością, wszak dotychczas żyła zwykłym mugolskim życiem. Nie miała więc czasu na większą integrację. Szczególnie gdy szkolne życie okazało się dla dziewczyny pełne przygód. Przez to wakacje w Londynie wydały się jej niezwykle nudne. Wytrzymała w sierocińcu jedynie tydzień, nie mogąc nawet ćwiczyć zaklęć, kryjąc się przed mugolami z podręcznikami z ubiegłych lat szkolnych, z którymi nie było jej dane się zapoznać. Całe szczęście, że bibliotekarka pozwoliła jej zabrać je ze sobą! Co za szkoda że tyle czasu w Hogwarcie zostało jej bezdusznie odebrane. Bardzo przywiązała się do tego miejsca.
Nowe życie fascynowało Vivienne do tego stopnia, że chłonęła wiedzę haustami. Każdy profesor jej powtarzał, że szybko się uczy. Mówili, że ma talent i dar, a ona odbierała to zgoła inaczej - po prostu musiała, nie miała wyjścia. Zawsze wszystko przychodziło jej z łatwością - co zgrabnie wykorzystywała. Nauka w sierocińcu też sprawiała jej łatwość.
Jednak Vi czuła, że jej moc rośnie z każdym dniem, a nie wypuszczona - stwarza niewyobrażalne napięcie w jej ciele. Nie mogąc już tego znieść, wyruszyła w podróż do Doliny. Z początku tylko aby odwiedzić Poppy i jej babcię - później zrozumiała, że naprawdę nie chce wracać i musi upuścić z siebie trochę magii. Finalnie poznała każdy zakamarek regionu, oraz Wybrzeża, sprawdziła każdą grotę, walczyła z kłusownikami i czarnoksiężnikami, nadstawiając karku dla mieszkańców okolicznych wiosek, jak i zarabiając trochę grosza na zleceniach. Zebrała także wiele skarbów, które spieniężyła, aż zebrała się pokaźna suma, dzięki której mogła płacić jednej rodzinie za pokój w ich domku w Hogsmeade - w którym i tak spała tylko raz na kilka dni. Ostatecznie gdy nadszedł sierpień, a kolejny rok szkolny zbliżał się wielkimi krokami, zrobiła szkolne zakupy, kupując nową szatę na zmianę, składniki do eliksirów i podręczniki.
Niestety musiała wrócić do Londynu po swoje rzeczy. W zaczarowanym latającym powozie zaczytała się w podręczniku z czwartego roku o zielarstwie. Nie mogąc się skupić, myślała o listach które najprawdopodobniej czekały na nią w jej pokoju od przyjaciół. Ona sama zdążyła im napisać o swojej podróży, uprzedzając ich, że prawdopodobnie nie odpisze im na listy wysłane do Londynu, bo nie zdoła ich od razu przeczytać. Dlatego też nie mogła się doczekać, co też ciekawego napiszą jej Natty, Poppy i Ominis.
Trochę było jej żal, że nie udało jej się spotkać z Natty i Ominisem w wakacje, ale nie ma tego złego - była bardzo zadowolona ze swojej podróży i już wyczekiwała, żeby im o nich opowiedzieć. Samotna podróż to to, czego bardzo potrzebowała po minionych wydarzeniach z piątego roku. Próby obrońców, ocieranie się wielokrotnie o śmierć, walka z Ranrokiem to było nic w porównaniu z ciosem, który zadało jej odejście jej mentora i opiekuna Profesora Figa. Choć zmarł kilka miesięcy temu, dziewczyna wciąż czuła stratę i pustkę, jakiej nie mogła niczym wypełnić. Nie mogła przestać wyobrażać sobie, jak by było gdyby Profesor przeżył. Był dla niej jak ojciec, którego nigdy nie miała, jak dziadek który służył dobrą radą i pomocą, jak druh i przewodnik który wskazywał jej drogę. Trudno było nie przyznać, że czuła się bez niego osamotniona, pozostawiona sama sobie.
Hogwart bez Figa będzie strasznie pusty - pomyślała, obracając stronę w książce, z której i tak nic nie zapamiętała, ale nie ma co się martwić - przeczyta jeszcze raz w drodze powrotnej do Szkocji.
Na miejscu zwinnie uniknęła irytujących rozmów z ciotkami z sierocińca. Część z nich była czarownicami, ale dowiedziała się o tym dopiero gdy rok temu została wezwana do dyrekcji a tam przeszła bardzo długą i szokującą rozmowę na temat jej życia. Wtedy pierwszy raz dowiedziała się czegoś o swoich rodzicach, a cała historia na pierwszy rzut oka wydawała się fikcją niczym z książki o Alicji z Krainy Czarów, która była jedną z nielicznych pozycji do czytania w przytułku. Gdyby nie to, że wokół Vivienne w ostatnim czasie działy się bardzo dziwne i niewytłumaczalne zjawiska, gdy tylko coś ją wzburzyło lub zasmuciło, to pewnie uznałaby te kobiety za niespełna rozumu, lub pomyślałaby że Prima Aprilis przesunęli na lato. Gdy siostry przedstawiły jej, że sytuacja kiedy twarz Marty Przemądrzałej pokryła się czyrakami, po tym jak ta złamała Vi grzebień, nie było jej wyobraźnią tylko wynikiem czarów, dziewczyna zrozumiała że nie oszalała. Ponieważ za każdym razem, gdy działo się coś dziwnego, na drugi dzień nikt o tym nie pamiętał, jakby się to w ogóle nie wydarzyło. Ale tamtego dnia, gdy Vivienne dowiedziała się, że jest czarownicą, przepłakała całą noc. W kółko analizowała rozmowę w pokoju dyrektorki, wyobrażając sobie to wszystko, czego się dowiedziała. Że jej mama była czarownicą ale zakochała się w człowieku. Mężczyzna, francuz jak się okazuje, przebywający na terenie Anglii nielegalnie, nie wiedział o jej magicznych zdolnościach. Gdy urodziła dziecko, miała odetchnąć z ulgą, że nie wykazywało magicznych zdolności. Wytłumaczyły dziewczynie, że gdy dziecko rodzi się pół krwi, może albo ich nie odziedziczyć, albo w rzadszych przypadkach moc może obudzić się bardzo późno, bo w okresie dojrzewania. I tak oto stała się pierwszą od setek lat czarownicą, która rozpoczęła naukę w Hogwarcie na piątym roku. Co się stało z jej rodzicami? Gdy zapytała o ich los, siostra dyrektorka odpowiedziała jej bez zastanowienia, że zginęli w wypadku w pracy w fabryce. Ale kobieta nie mogła wiedzieć, że jej powieka drgnęła, gdy przedstawiała tą wersję wydarzeń.
Dziewczyna wstąpiła do swojego lokum, małego pokoiku, w którym mieściła się jedynie komoda, biurko i bardzo niewygodne małe łóżko. Niegdyś mieszkała z innymi dziewczynkami w sześć osób, ale teraz gdy była już starsza i miała przywilej czarownicy, mogła się cieszyć prywatną przestrzenią. Siostry tłumaczyły to zazdrosnym dziewczynką w ten sposób, że trzeba mieć bardzo wysokie wyniki w nauce, aby móc dostać własny pokój, dlatego Vi może uczyć się w prestiżowej szkole z internatem daleko od Londynu. No przecież koleżanki mugolki nie mogły widzieć, że trzyma w pokoju sowę.
— Cieszę się, że cię widzę, mam nadzieję że korzystałaś mądrze z otwartego okna — odezwała się do przyjaciółki, miziając sowę za uchem. Następnie spojrzała na podłogę pod stojakiem dla ptaka i z radością odnalazła na niej masę listów oraz gazet ze świata magicznego. Zebrała je wszystkie do kupy, było coś od Poppy, Ominisa, Natsai i z ministerstwa, jednak jedno imię na kopercie przykuło jej uwagę. Podniosła się z listami z podłogi i usiadła na łóżku, spoglądając na pierwszą kopertę z wierzchu stosu i zszokowana, zastanawiała się czy ją otworzyć.
Nie rozmawiała z Sebastianem od uczty upamiętniającej bohaterską śmierć Profesora Figa. Po tej rozmowie Sebastian zniknął z Hogwartu, nie było go na zakończeniu roku - nie mógł się dowiedzieć, że ich dom wygrał Puchar Domów. Chłopak rozpłynął się w powietrzu. Po prawdzie nawet trochę się obawiała, że Ominis i Anna ostatecznie zdecydowali się go wydać, jednak w czasie podróży Vi zdołała odwiedzić dziewczynę w Feldcroft, która wyjawiła, że jej brat wyjechał, nie mówiąc dokąd.
A Anna? Po śmierci Solomona zniknęła na kilka tygodni, tak jak jej bliźniak, ale wróciła ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Zajmowali się nią okoliczni sąsiedzi oraz Ominis, który odwiedzał dziewczynę bardzo często.
Dlatego gdy Vivienne przeglądała w dłoniach koperty, była w szoku że na kilku z nich był podpis Sebastiana Sallowa.
YOU ARE READING
Przeklęte więzy || Sebastian Sallow x MC
FanfictionPo walce, która odmieniła losy Hogwartu, Vivienne wraca do szkoły z piętnem starożytnej magii. Sebastian Sallow nosi własne przekleństwo - winę, która odsunęła od niego wszystkich. Gdy ich ścieżki splatają się ponownie, oboje muszą stawić czoła mrok...
