Dedykacja
Dla tych, którzy przestali wierzyć w bajki – czas napisać swoją własną.
Prolog
Jako dziecko wierzyłem w bajki.
Marzyłem o tym, żeby wpaść do króliczej nory, przejść przez magiczną szafę, znaleźć niezwykłą lampę, odlecieć na zaczarowanym dywanie. Nocami błagałem Piotrusia Pana, by zapukał w zaparowaną szybę i zabrał mnie z tej wilgotnej, ciemnej piwnicy. Z dala od upiora, nazywającego się moim ojcem i kobiety, udającej matkę.
Wiele razy woda kapiąca z sufitu wygrywała melodię do moich wrzasków, łkania, błagania. Nie zliczę, jak często uciekałem do zmyślonych światów. Tam trawa zawsze była zielona, czary istniały, łańcuchy okalały ręce przestępców zamiast moich, a potwory spod łóżka nie przybierały twarzy rodziców.
Granica między światami powoli się zacierała, nie byłem w stanie odróżnić rzeczywistości od fikcji i chyba właśnie to pozwoliło mi przetrwać.
Pewnego dnia postanowiłem stawić czoło swoim koszmarom.
Pamiętam przeraźliwy wrzask matki, gdy dźgałem ojca nożem w klatkę piersiową. Brzmiał jak śpiew okrutnych syren, wodzących marynarzy na pewną śmierć.
Piętnasty raz uniosłem rękę, kiedy wnętrze kuchni rozświetliły policyjne syreny. Ostrze wypadło mi z dłoni, upadło z brzdękiem na kafelki pokryte szkarłatem. Krwawe wzory ozdobiły szafki, pojawiły się nawet na twarzy matki.
Ostatni raz spojrzałem na kobietę, osuwającą się po ścianie.
— Czekałem na bohatera, który mnie uratuje. Nie przyszedł, sam musiałem nim zostać, mamo — wyjaśniłem, ale to nic nie dało. Ona nadal cała się trzęsła, jej oczy były wielkie, po policzkach płynęły łzy.
Zacisnąłem pięści, zirytowany brakiem zrozumienia, po czym odwróciłem się i wydostałem z domu tylnym wyjściem. Akurat wtedy do drzwi zapukali policjanci.
Biegłem przez las, oczy szczypały, ciekło mi z nosa. Krew zasychała na rękach, ubraniach, gałęzie raniły odkryte nogi. Słyszałem za sobą wołanie dorosłych, już myślałem, że nie dam rady im uciec, ale wtedy dotarłem do wysokiego, żelaznego płotu. Po drugiej stronie stała mała dziewczynka. Zaciskała dłonie na prętach, wpatrywała się we mnie z szeroko otwartymi oczami i rozchyloną, umorusaną buzią. Tuż za nią znajdował się drewniany budynek, zapewne szopa albo stajnia. Musiałem to wykorzystać, nie miałem za wiele opcji.
Podszedłem do dziecka, chwyciłem pręty tuż nad jej rękami i uśmiechnąłem się szeroko.
— Hej mała — przywitałem się. Byłem tak zziajany, że ledwo łapałem oddech. — Gdzie jest brama? Jak tu wejść?
Dziewczynka nie odpowiadała, a nawoływania policjantów były coraz wyraźniejsze. Odwracałem się nerwowo za siebie, wypatrując pościgu i gorączkowo zastanawiałem, jak to rozegrać.
— Polowałem na potwory, wiesz? Lubisz bajki? Jak się nazywasz? — pytałem z nadzieją, że szybko zyskam zaufanie małej.
— Potwory? Te za płotem? — zapytała, robiąc duże oczy.
Zamrugałem ze zdziwieniem.
— Tak, te. To co, jak masz na imię?
— Wendy — odpowiedziała cichym głosikiem.
— Wendy? — dopytałem, dziewczynka skinęła głową. Coś załaskotało mnie w brzuchu. — Super imię, Wendy. Znasz bajkę Piotruś Pan? — Kolejne skinięcie. — Ekstra. Jestem Piotrusiem Panem, wiesz? Właśnie gonią mnie źli piraci, muszę się gdzieś ukryć. Pomożesz mi?
Dziecko przez chwilę trawiło moje słowa. Już myślałem, że nic z tego i za chwilę zostanę złapany, ale Wendy w końcu pokiwała głową i pobiegła wzdłuż płotu. Ruszyłem za nią, co chwilę oglądałem się za siebie. Między drzewami przebijały się światła latarek.
Zatrzymaliśmy się kilkanaście metrów dalej, przy zakamuflowanej dziurze wykopanej pod płotem. Przeczołgałem się po ziemi, wbiegłem na posesję i schowałem razem z małą w stodole. Odgłosy pościgu z czasem ucichły, mogłem odetchnąć z ulgą.
Spędziliśmy na sianie kilka godzin, aż wzeszło słońce. W międzyczasie opowiadałem dziewczynce o przygodach Piotrusia Pana tak, jakbym sam je przeżywał. Dowiedziałem się również, że wdarłem się na teren sierocińca, mała była jedną z podopiecznych. Nie mówiła zbyt wiele, zwięźle odpowiadała na moje pytania.
— Kiedyś pokonam wszystkie potwory, wiesz? Wtedy ty zostaniesz moją Wendy, zgoda? — spytałem, kołysząc ją w ramionach. Oczy jej się kleiły, głowa chwiała na boki, ale dała radę nią pomachać i spojrzeć na mnie wielkimi, błyszczącymi oczami. — Przyjdę kiedyś po ciebie, Wendy. Razem znajdziemy Nibylandię, zamieszkamy z zagubionymi chłopcami.
Nad ranem zostawiłem ją w stodole, wydostałem się z posesji przez dziurę w płocie. Udało mi się uniknąć złapania dzięki tej małej dziewczynce z bajkowym imieniem. Uznałem, że to było przeznaczenie.
Jako dorosły przestałem wierzyć w bajki.
Nie czekałem już na Piotrusia Pana, sam postanowiłem nim zostać.
Odnalazłem zagubionych chłopców i dziewczynę, która nauczyła mnie wznosić się nad wyżyny swoich lęków i pragnień. Zrozumiałem, że naprawdę mogę być tym, kim chcę, przecież nie krępowały mnie już żelazne okowy.
Postanowiłem także, że odnajdę moją Wendy.
CZYTASZ
Dzieci Nocy 18+ - ZOSTANIE WYDANE
RomanceNiektóre potwory spod łóżka to po prostu cienie, przyczepione do naszych stóp. Peter przestał wierzyć w bajki dawno temu. W dzieciństwie żaden bohater nie odpowiedział na jego modlitwy i błagania, nie przyszedł go ocalić. Czasami dzieci muszą stać s...
