Część 1

269 11 3
                                        

Noc zapadła nad miastem, a chłodne powietrze wypełniało szkolne boisko. Victor Blade siedział oparty o mur za budynkiem szkoły, starając się uspokoić przyspieszony oddech. Jego oczy błyszczały czerwonym blaskiem, a dłonie zaciskały się na materiale jego spodni. Było źle. Dawno nie pił krwi, a pragnienie coraz bardziej wymykało się spod kontroli.

Arion Sherwind właśnie wychodził ze szkoły, nucąc pod nosem wesołą melodię. Mimo późnej godziny nie czuł zmęczenia – wręcz przeciwnie, energia aż go rozpierała. Gdy jednak minął róg budynku, zauważył znajomą sylwetkę. Victor wyglądał inaczej niż zwykle – jego twarz była blada, a oczy błyszczały w nienaturalny sposób.

– Victor? – zapytał z troską, podchodząc bliżej. – Wszystko w porządku?

Victor uniósł na niego wzrok i przez chwilę nic nie mówił. Czuł, jak jego kły pulsują, domagając się czegoś, czego nie powinien brać. Nie od niego. Nie od Ariona. Ale chłopak był tak blisko, jego serce biło tak głośno…

– Odejdź, Arion – wyszeptał, odwracając głowę.

Arion zmarszczył brwi. – Nie, coś jest nie tak. Powiedz mi.

Victor warknął cicho, ale Arion nawet nie drgnął. Był zbyt uparty. W końcu Victor nie wytrzymał.

– Nie rozumiesz. Prawda? – syknął, odsłaniając kły. – Nie jestem... Nie jestem taki jak ty.

Arion zamarł, widząc ostre zęby i czerwone oczy. Ale nie cofnął się. Nie krzyknął. Tylko patrzył na Victora z mieszanką zaskoczenia i… zrozumienia.

– Jesteś… wampirem? – zapytał cicho.

Victor zacisnął szczękę, spodziewając się strachu albo ucieczki, ale zamiast tego Arion zrobił coś, czego Victor nigdy by się nie spodziewał – odchylił głowę na bok, odsłaniając szyję.

– Jeśli to pomoże… – powiedział łagodnie. – Weź to, czego potrzebujesz.

Victor cofnął się gwałtownie. – Nie masz pojęcia, co mówisz.

– Wiem, że cię boli – odparł Arion. – A jeśli mogę pomóc…

Victor nie chciał tego zrobić. Naprawdę. Ale pragnienie było zbyt silne. W jednej chwili zbliżył się do Ariona, a w następnej jego kły zagłębiły się w delikatną skórę chłopaka. Ciepła, słodka krew spłynęła mu do gardła, a rozkoszny smak niemal odebrał mu resztki kontroli. Arion drgnął i lekko próbował go odepchnąć, ale Victor nie mógł przestać. Pił dalej, aż nagle poczuł, jak ciało Ariona opada.

Ocknął się z transu i odsunął gwałtownie. Arion osunął się na jego ramiona, jego oddech stał się płytki, a twarz bladła z każdą sekundą. Victor zaklął pod nosem i, nie zastanawiając się, uniósł go na ręce. Musiał zabrać go do siebie, zanim ktokolwiek ich zobaczy.

Biegł przez nocne ulice, trzymając Ariona blisko siebie. Był wściekły na siebie. Nie powinien był tego robić. Ale teraz nie było już odwrotu. Teraz musiał zadbać o to, by Arion był bezpieczny. Nawet jeśli oznaczało to, że nie będzie mógł się już od niego oderwać…

***

Gdy dotarli do mieszkania Victora, wampir ostrożnie położył Ariona na kanapie. Chłopak był blady, jego oddech nadal był płytki, ale wciąż żył. Victor szybko przyniósł koc i przykrył nim jego ciało, próbując pozbyć się uczucia winy, które go ogarniało.

– Idioto – mruknął do siebie, siadając obok.

Arion jęknął cicho i zaczął się poruszać. Victor wstrzymał oddech, obserwując, jak powoli otwiera oczy.

– Gdzie ja…? – wyszeptał Arion, patrząc na sufit.

– U mnie – odpowiedział Victor krótko.

Arion zamrugał i z trudem podniósł głowę, by spojrzeć na Victora. W jego oczach nie było strachu, tylko ciekawość.

– Przepraszam – powiedział Victor, odwracając wzrok. – Nie powinienem był…

– Nic się nie stało – przerwał mu Arion słabym głosem. – Wiedziałem, na co się piszę.

Victor zacisnął dłonie w pięści. – Nie rozumiesz. Mogłem cię zabić.

Arion uśmiechnął się lekko. – Ale tego nie zrobiłeś.

Victor spojrzał na niego z mieszanką frustracji i pobłażaniem. Ten chłopak był naprawdę dziwny. Ale teraz, kiedy już raz skosztował jego krwi… wiedział, że będzie go pragnął jeszcze bardziej. Nie chciał tego jeszcze mówić Arionowi, nie chciał go przestraszyć i gdyby odszedł...

Victor x ArionOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz