Rozdział 1
Poranne światło przenikało wewnątrz domku, mężczyzna stanął w przedpokoju trzymając wędkę oraz niewielki kapelusz. Jego noga już prawie opuściła progi mieszkania, gdy nagle zatrzymała go żona. "Wiktor, dokąd ty znowu wychodzisz? Przecież nawet nie ma szóstej rano..." - zapytała go widocznie zirytowana kobieta, spojrzała na niego przenikliwym spojrzeniem, oczekując solidnego wytłumaczenia. "Jak to gdzie? Przecież tartak otwieramy dopiero za godzinę, więc pójdę nad jezioro, póki mam trochę czasu." - odpowiedział jej zmartwiony Wiktor, który nie pozostał długo w swym domostwie i wkrótce udał się w kierunku oczka wodnego. Dom znajdował się tuż obok lokalnego jeziora, w związku z tym mężczyzna nie musiał długo maszerować. Lada moment zaczął on rozstawiać swój sprzęt wędkarski na pobliskim brzegu, lecz jego uwagę przykuł jakiś przedmiot zawinięty we folie, co on właściwie tutaj robił? Ciekawość dała górę i mężczyzna postanowił zbliżyć się do obiektu znajdującego się tuż obok niego. Po chwili zaczął rozwijać pakunek i wtem ujrzał znajomą twarz, była ona blada i pozbawiona życia, a sińce pod oczami nie pozostawiały żadnych złudzeń. Wiktor poczuł chłodny podmuch niepokoju ogarniający jego ciało, przez moment stał w bezruchu, całkowicie sparaliżowany przez szok. Gdy wreszcie udało mu się uspokoić, pobiegł jak najszybciej z powrotem do domu. Jego obuwie zostawiało wyraźne ślady na miejscu zbrodni, a ciężki oddech rozległ się po spokojnej i cichej okolicy. Mężczyzna wbiegł do przedpokoju i niezdarnie złapał za słuchawkę telefonu stacjonarnego, następnie zaczął wystukiwać numer do biura szeryfa. "Halo? Ona nie żyje...leży zawinięta we folię nad jeziorem..." - wypowiedział szybko i niezbyt wyraźnie do słuchawki Wiktor, widoczne nadal we wielkiej dezorientacji po makabrycznym odkryciu.
Do jadłodajni RR właśnie wszedł nieznajomy w tutejszych stronach mężczyzna, odwiesił on swój płaszcz na wieszaku obok wejścia, a następnie zajął miejsce przy ladzie. "Dzień dobry, w czym możemy dzisiaj Panu pomóc?" - zapytała kobieta trzymająca dzbanek z kawą, zapewne była ona właścicielką przybytku, tak bynajmniej obstawiał nasz przybysz. "Witam, na początek poproszę o kubek kawy czarnej jak noc, swoją drogą nazywam się Dante, przyjechałem tutaj na wypoczynek." - odpowiedział mężczyzna z lekkim uśmiechem na twarzy, następnie odłożył swoją torbę na siedzenie obok i oczekiwał swojego napoju. "Oczywiście, jestem Nina i do tego prowadzę ten lokal już od paru lat. Jeżeli można zapytać, czemu akurat wygrał Pan nasze miasteczko?" - zapytała z lada zaciekawieniem kobieta, jednocześnie nalewając kawę do kubka. "Naturalnie, to żaden problem. Otóż jestem pisarzem i tutejsza sceneria przypomina mi moją ostatnią książkę...wprawdzie jest jeszcze niedokończona, ale może uda mi się zaczerpnąć tutaj inspiracji." - wytłumaczył ze swego rodzaju dumą, wyraźnie bardzo zadowolony ze zadanego mu pytania. "Ah tak? W takim razie musi mi Pan kiedyś pożyczyć jedną ze swoich książek! W każdym bądź razie mam nadzieję, że spodobają się Panu nasze strony, smacznego i do zobaczenia! - pożegnała się Nina, by udać się obsłużyć resztę zniecierpliwionych klientów. Pisarz zaczął powoli popijać swoje picie i rozglądać się po wnętrzu, było to stosunkowo małe miejsce, ale tak świetnie urządzone, że pomieszczono by nawet kilkadziesiąt osób. Menu było również przystępne, ludzie bardzo szczęśliwi, a kawa zdecydowanie smaczna. Wkrótce Dante kończył pić kawę i pozostawił po sobie odpowiednią kwotę, a niebawem opuścił ten lokal i udał się do swojego samochodu.
Nie trzeba było długo czekać na przyjazd lokalnych służb, radiowóz oraz karetka pogotowia przybyły na miejsce i zaczęły oględziny. "Wiktorze, musisz mi opowiedzieć w szczegółach co dokładnie widziałeś, dobra?" - poprosił mężczyznę tutejszy szeryf, gdy w trzech wraz z zastępczynią podeszli do ciała i zaczęli je oglądać. "Jasne...wiesz jak zawsze poszedłem na ryby, gdy już miałem się rozstawiać to go znalazłem..." - odpowiedział mu mężczyzna, nadal odczuwający stres po owym odkryciu. "Blanka, weź proszę aparat i zacznij robić zdjęcia do raportu. Karolina, proszę odkryć ciało, abyśmy mogli cokolwiek stwierdzić" - rozkazał równie zmartwiony szeryf, a reszta zebranych czym prędzej wzięła się do pracy. Lekarka ostrożnie odkryła folię przy twarzy, a zidentyfikowanie ofiary nie było wcale ciężkie. "Przecież to Zosia, uczennica naszego liceum, Boże..." - wyszeptał przerażony rybak z rękoma na ustach, nie mógł uwierzyć w to co właśnie zobaczył. A jednak, w małym miasteczku ktoś dokonał makabrycznej zbrodni i to tuż pod nosem mieszkańców. Szeryf Denis kazał zabezpieczyć okolicę, zastępczyni Blanka zaczęła fotografować ciało zamordowanej nastolatki, a po wszystkim zaczęto pakować ciało do kostnicy.
W hotelu Great Northern właśnie trwało spotkanie biznesowe, do miasteczka przybyli Norwescy inwestorzy chętni zainwestować w tutejszą ziemię. Przemowę właśnie dawał właściciel hotelu oraz lokalny biznesmen, Michał Horne. "...I właśnie dlatego powinni państwo wziąć pod uwagę nasze argumenty i punkt widzenia, aczkolwiek-" - wtem przerwała mu pracowniczka hotelu, poprosiła jego prawnika, Marcela na stronę, gdyż właśnie dzwoni jego żona. Następnie obaj wyszli z pomieszczenia, zostawiając Pana Michała i adwokat udał się aby odebrać telefon stacjonarny tuż przy bocznym wyjściu. "Marcel, czy Zosia jest z Tobą w pracy? Nie ma jej w domu, nie ma jej w szkole, ani nawet u Dominika..." - powiedział zaniepokojony głos w słuchawce. "Nie, jestem tutaj zupełnie sam, ale może poszła na wagary? Poczekajmy jeszcze chwilę, pewnie niedługo wróci do domu." - odpowiedział równie zaintrygowany mężczyzna, jednocześnie nerwowo się rozglądając po recepcji. W międzyczasie pod hotel podjechał szeryf, następnie wszedł do środka i zapytał przy biurku o Pana Marcela, a recepcjonistka wskazała mu go przy telefonie. "Maja, poczekaj właśnie wszedł szeryf i...nie! O boże!..." - krzyknął ze łzami w oczach, bezwładnie rzucając słuchawkę na zimną podłogę. Denis powoli podszedł z kapeluszem w dłoniach, widocznie nieswój i przygotowany do przekazania przykrej wieści. "Marcel, będziemy potrzebować ciebie w kostnicy do zidentyfikowania ciała...to prawdopodobnie Zośka, bardzo mi przykro..." - wyszeptał stróż prawa, jednocześnie obejmując zdruzgotanego ojca jednym ramieniem, a drugim wciąż trzymając nakrycie głowy. Tymczasem w słuchawce można było usłyszeć stłumiony krzyk oraz płacz rozpaczy, niestety matka musiała dowiedzieć się w tak przykry sposób. Wtedy ze spotkania wyszedł Michał, widocznie nie w ząb mu była nieobecność prawnika. "Co ty tu robisz tyle czasu?" - zapytał lekko zniecierpliwiony, lecz wtedy ujrzał szeryfa i był widocznie zmieszany. "Zosia nie żyje!" - krzyknął opłakując mężczyzna i oparł się mocniej na ramieniu Denisa.
W miejscowym liceum trwały lekcje jak każdego dnia tygodnia, na korytarzach można było słyszeć hałas i harmider przechodzących uczniów i uczennic, a wtem ciszę oraz spokój otaczającą puste zakamarki. Do środka właśnie wszedł młody chłopak, który powolnym i pewnym siebie krokiem zmierzał na lekcje, zresztą jak zawsze spóźniony. Gdy w międzyczasie zatrzymał go znajomy przy szkolnych szafkach, wtem usłyszał głos sekretarki dobiegający ze szkolnego sekretariatu. "Dominik, masz natychmiast przyjść do biblioteki, zrozumiano?" - powiedziała stanowczym głosem starsza kobieta, mierząc ucznia niezbyt przyjemnym wzrokiem. Zirytowany chłopak postanowił nie tworzyć sobie już istniejących problemów i bez większych protestów udał się do biblioteki, w której ujrzał zastępczynię szeryfa czekającą przy jednym ze stołów. "Usiądź proszę, musimy pilnie porozmawiać." - powiedziała młoda kobieta, następnie odsuwając jedno z krzeseł, aby chłopak mógł usiąść. "Gdzie byłeś zeszłej nocy?" - dodała mierząc go wzrokiem, jakby nie patrzeć był w kręgu podejrzanych. "A co was to obchodzi? Ja i Zosia uczyliśmy się do późnych godzin, a potem się pokłóciliśmy..." - odpowiedział zbity z tropu licealista, praktycznie leżąc na stole. "Mogę już stąd iść? Czy dalej mi będziesz mi truć dupę?" - dopowiedział jednocześnie wstając, na jego twarzy widoczne było rozdrażnienie owymi pytaniami. Po chwili do biblioteki wszedł również szeryf i Dominik szybko doskoczył z pretensjami do niego oraz Blanki. "Dominiku, jesteś aresztowany pod zarzutem morderstwa Zosi Palmer, wszystko co powiesz może zostać użyte przeciwko Tobie. Zastępczyni Blanka odczyta Tobie resztę twoich praw." - powiedział arbitralnie mężczyzna, a potem pomógł koleżance zakuć podejrzanego, a Blanka już sama wyprowadziła go z budynku szkoły.
W jednej z klas właśnie trwały lekcje, uczniowie oraz nauczyciel jeszcze żyli w niewiedzy na temat ostatnich zdarzeń. Gdy nauczycielka ogłosiła, że niedługo będzie apel dyrektora, uczniowie przez moment zauważyli jak na zewnątrz Dominik zostaje wyniesiony w kajdankach z budynku szkoły. Bardzo zdziwiło to Julkę, która rzuciła kątem oka na Oskara, który również nie wydawał się nic wiedzieć na ten temat. Po chwili z głośników rozbrzmiał znajomy głos, ewidentnie w bardzo melancholijnym tonie. "Drodzy uczniowie, mam dla was wyjątkowo przykro wiadomość. Dzisiaj w granicach godziny 6 nad ranem, znaleziono waszą koleżankę, Zosię. Jest to zapewne dla was wszystkich ogromny szok, dla mnie również. W związku z tą tragedią odwołuje dzisiaj zajęcia i proszę odpocznijcie oraz uważajcie na siebie. Wkrótce policja podała kolejne informacje oraz wskazówki...dziękuję za wysłuchanie komunikatu." - wypowiedział dyrektor łamiącym głosem, był to okropny dzień dla każdego mieszkańca miasteczka.
Wzdłuż torów w środku lasu właśnie zataczała się młoda dziewczyna, na jej ciele widoczne były liczne rany oraz zadrapania. Jej ubranie było poszarpane i splamione krwią oraz leśnym brudem. Twarz dziewczyny miała wystraszony wyraz, była ewidentnie w ogromnym szoku po niewiadomych zdarzeniach. Po chwili zauważył ją mieszkający przy torach mężczyzna, a sama nastolatka zemdlała upadając z wyczerpania i strachu.
Nieopodal miasteczka właśnie pędził ciemny samochód przez leśne drogi. Siedział w nim elegancko ubrany mężczyzna, ze złotym znaczkiem na klapie marynarki. Po chwili wyciągnął podręczny magnetofon i zaczął nagrywać swój monolog. "Godzina 11:30, 24 lutego. Zbliżam się do miasta Bright Falls, pięć mil na południe od granicy z Kanadą, dwanaście mil na zachód od granicy stanu. Nigdy w życiu nie widziałem tylu drzew, na miejscu muszę się kogoś dopytać. Prognoza pogody zapowiada przelotne opady deszczu, kończy mi się również paliwo w baku, będę musiał zatankować w miasteczku. Na miejscu mam się spotkać z niejakim Szeryfem Denisem S. Trumanem, zdecydowanie łatwo zapamiętać. Będzie w lokalnym szpitalu, zapewne zaczniemy od zbadania tej biednej dziewczyny, którą znaleźli na granicy stanu. Dopytam się też go o jakiś dobry nocleg...tanio, czysto i wygodnie. To tyle, Agent Specjalny Jakub Cooper, bez odbioru."
KAMU SEDANG MEMBACA
Bright Falls
Misteri / ThrillerRok 1989, w małym, leśnym miasteczku na granicy Stanów Zjednoczonych z Kanadą dochodzi do makabrycznego morderstwa nastoletniej dziewczyny.
