Trwała wojna. Od siedemnastu lat trwała wojna, która nie wnosiła nic, poza wciąż umierającymi ludźmi.
Dwa królestwa, które już od dawien dawna, nie umiały się porozumieć.
Ale zacznijmy od początku.
Ta wojna nie trwała jedynie siedemnaście lat, trwała już od wieków, po cichu, bez ofiar. Odkąd Gideon Tenebris osiadł na terenie Wielkiego Kontynentu i stworzył własne królestwo, do dziś znane jako Sinnsearan. Nie spodobało się to Królowi Mandriereai, największemu i najpotężniejszemu królestwu na Wielkim Kontynencie. Chociaż Gideon nie przywłaszczył sobie dużego kawałka ziemi, Król Mandriereai Lucerys Mentira po raz pierwszy poczuł strach. Wiedział o niespotykanych zdolnościach Gideona, o tym jak ten przywłaszczał sobie cienie, które wykonywały każdą jego myśl. Wiedział jak niebezpiecznym jest człowiekiem, magicznym człowiekiem, który potrafił niszczyć jedynie myślą, a jego cienie wykonywały polecenia. Wiedział również, że Gideon nie przybył sam, miał pod sobą ludzi, równie uzdolnionych, a każdy z nich potrafił niesłychane rzeczy, niebezpieczne a nawet zabójcze.
I chociaż to Lucerys posiadał większe terytorium, a co za tym idzie, ludzi do walki, to zdawał sobie sprawę, że magiczni ludzie pokonaliby jego wojska. Bo magia wygrywała z mieczem, niezależnie od liczebności.
Król Mandriereai bał się swoich nowych sąsiadów, był człowiekiem chciwym ale również mądrym, dlatego postanowił zawrzeć sojusz.
I choć sojusz ten był zawarty w strachu i niepewności, a sam w sobie był kruchy, to przetrwał całe wieki. Lucerys i Gideon dawno zdążyli umrzeć, ale ich potomkowie trzymali się porozumień, ze strachu lub z mądrości.
Sojusz trwał, oba królestwa się rozwijały, na tronach zasiadali kolejni władcy, gorsi lub lepsi.
Aż wiele wieków później nastał moment, w którym wszystko runęło.
Siedemnaście lat temu, dwaj młodzi władcy wywołali wojnę, niewiadome jest czy zrobili to nieumyślnie czy też mieli dość ciągłego strachu i niepewności.
Zimą, jak co roku, odnawiano porozumienie. Królowie Rodrick Tenebris oraz Vincent Mentira spotkali się na granicy królestw, co miało być symbolem panującego pokoju. Robiono to od wieków, nikt nie przypuszczał, że coś mogłoby pójść nie tak.
Jednak w trakcie spotkania zginęła ciężarna żona Vincenta, Adrianna.
Umarła szybko, otruta przy posiłku. Dla króla był to potężny cios, kochał żonę, właściwe była jedyną osobą, której ufał i którą szanował.
Doszło do starcia, król przeciwko królowi, strażnicy przeciwko strażnikom, walka trwała wiele godzin, wielu zginęło, a całe spotkanie okrzyknięto Krwawym Porozumieniem.
W walce zginął sam Rodrick wraz z żoną Jacklyn i nowonarodzonym synem. Można by przypuszczać, że to Vincent odniósł zwycięstwo, ale po śmierci ukochanej, król całkiem się zmienił, stał się zimny i nie zamierzał cofać się przed wojną. Nie bał się jak jego przodkowie, chciał więcej krwi, więcej ofiar po stronie wrogiego królestwa. Tak rozpoczęła się wojna.
Jeden król zginął razem z całą rodziną, drugi stracił żonę i cudem zdołał uratować córkę, którą wycięto z łona matki o wiele za wcześnie.
Choć oba królestwa podczas Krwawego Porozumienia straciły wiele, to Sinnsearan był w gorszej sytuacji, lud stracił króla oraz następcę, władzę przejął najbliższy przyjaciel Rodricka, Christian Reed, pierwszy król nie wywodzący się z rodu Tenebrisów.
To właśnie Reed poprowadził ludzi do walki, do zemsty.
Tak właśnie od siedemnastu lat trwa wojna, której żadna ze stron nie jest w stanie wygrać.
Jedyną możliwością jest kolejne porozumienie, lecz tym razem nie może być ono tak kruche i niepewne.
Nazywam się Octavia Mentira, znam wojnę przez całe swoje życie, gdyż to właśnie podczas jej początku przyszłam na świat. I to właśnie ja mam zostać kluczem do ponownego porozumienia.
YOU ARE READING
Córka północy
FantasyOpis to właściwie prolog, więc zachęcam do przeczytania pierwszego rozdziału.
