~ Oh, but love grows where my Rosemary goes and nobody knows like me. - nuciłem cicho przygotowując obiad i czekając aż mój syn wróci do domu. Dzisiaj Luke postanowił, że odprowadzi swoich znajomych i później wróci do domu, więc miałem więcej spokoju.
Wychowywałem go sam odkąd skończył 7 lat. Jego matka, Annabeth, zmarła w szpitalu na raka mózgu. Po jej śmierci zapadłem w depresję i chodziłem na terapię 5 lat aż w końcu pogodziłem się z tym, że już jej nie ma. Jej ostatnimi słowami było to, żebym był szczęśliwy, żebym znalazł sobie kogoś nowego, żebym się nie obwiniał, że mnie kocha, ale też, żebym nigdy o niej nie zapomniał.
Moje przemyślenia zostały przerwane kiedy usłyszałem dzwięk otwierających się drzwi.
- Cześć tato, wróciłem. Co na obiad? - zapytał podchodząc do mnie z uśmiechem.
Mój syn miał 17 lat, był wysoki i posiadał blond włosy. Odziedziczył wygląd po swojej mamie, ale charakterem w wielu sytuacjach odzwierciedlał bardziej mnie. Miał również bliznę przecinającą cały policzek. Gdy miał 10 lat jacyś chłopacy zaciągnęli go w jakąś uliczkę i brutalnie pobili. Rozbili mu na twarzy szklaną butelkę. Jak się o tym dowiedziałem, wpadłem całkowicie w szał i chciałem połamać im wszystkie kości.
- Cześć synku, spaghetti. - odwzajemniłem uśmiech i rozczochrałem jego włosy.
- Uh, jak dobrze, umieram z głodu. - powiedział nakładając sobie porcję na talerz.
- Jak było w szkole? - spytałem zaciekawiony.
- Całkiem dobrze, muszę tylko napisać wypracowanie na angielski na jutro.
- Na jaki temat?
- Mitologia. - odrzekł i równocześnie się uśmiechneliśmy. Można powiedzieć, że nasza rodzina była nią zafascynowaną. Mieliśmy kilkadziesiąt książek na ten temat i większość mitów znaliśmy na pamięć. Sam miałem nawet imię po greckim herosie Perseuszu.
- Grecka czy rzymska? - dopytałem.
- Obojętnie, chociaż pan Grace woli rzymską, ale myślę, że połącze je razem. - stwierdził
- Nah, grecka jest o wiele lepsza. - oznajmiłem z rozbawieniem. - Z kim wracałeś? - zadałem pytanie odchodząc od stołu, żeby włożyć naczynia do zmywarki.
- Tak jak zawsze. - wzruszył ramionami. - Ethan, Zoë, Michael i Silena.
Na wzmiance o ostatniej dziewczynie skrzywiłem się. To nie tak, że coś do niej miałem, lubiłem ją, a jej świętej pamięci imienniczka była moją dobrą przyjaciółką. Chodziło o jej matkę. Clarisse Rodriguez. Cóż nie miałem z nią dobrych relacji odkąd skończyłem 12 lat i spotkałem ją po raz pierwszy. Krótko mówiąc nienawidziliśmy się.
- Tak, wiem tato, że nie lubisz jej mamy - oznajmił Luke z westchnieniem.
- To, że jest niesamowicie irytująca to nie moja wina. - podniosłem ręce w znaku poddania.
- Mhm, dobra idę pisać te wypracowanie. A ty się nie przemęczaj staruszku. - dodał ze śmiechem idąc do swojego pokoju
- Ej, mam dopiero 37 lat! - krzyknąłem w jego stronę. Chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale zanim to zrobiłem usłyszałem jak zadzwonił mój telefon.
- Halo?
- Dzień dobry, - odezwał się łagodny głos - mówi Jason Grace, nauczyciel angielskiego pana syna, Luke'a. Chciałbym z panem porozmawiać na jego temat. Czy mógłby pan przyjechać jutro o godzinie 17 do szkoły?
- Um, oczywiście, ale czy on ma jakieś kłopoty? Pobił się z kimś? - zapytałem zaniepokojony. Luke nigdy nie miał problemów w szkole. Miał bardzo dobre oceny, był w samorządzie szkolnym. Miał tylko kilku przyjaciół, ale z tego co wiem uczniowie raczej go lubili.
- Nie, nie, nikogo nie pobił, chodzi o coś innego, ale naprawdę nie chce rozmawiać o tym przez telefon. - oznajmił poważnym głosem.
- Dobrze, jasne, będę, dowodzenia. - powiedziałem nerwowo rozłączając się. Popatrzyłem na drzwi od pokoju mojego syna i zdecydowałem do niego pójść. O co mogło chodzić? Jeśli nie zrobił nic złego to w takim razie co?
- Jak tam wypracowanie, Lukie? - zagadałem zaglądając mu przez ramię, na kartkę.
- Już prawie je skończyłem, sprawdzisz je potem? - spytał szeroko się uśmiechając. Większość nastolatków, nienawidziło się uczyć i pisać esejów, ale nie mój syn. Zawsze chciał wszystko wiedzieć i być najlepszy ze wszystkiego. Chciał również zostać prawnikiem lub politykiem, więc miał motywację. Nigdy go do niczego nie zmuszałem, uważałem, że sam powinnien zdecydować o swojej przyszłości i nigdy go nie oceniałem pod tym względem.
- Oczywiście. Robisz to na angielski prawda? - dodałem po chwili - Jaki jest pan Grace? - nie wiedząc czemu pomyślałem o nim i o niego spytałem. Nigdy wcześniej z nim nie rozmawiałem, chciałem wiedzieć jaki był, to normalne prawda?
- Pan Grace? - powtórzył zdezorientowany. Jest najbardziej lubianym nauczycielem w całej szkole. Zawsze jest cierpliwy i często nas chwali, a co?
- Tak tylko pytam.
Wydaję się w porządku. - pomyślałem
- A wszystko u ciebie dobrze? Wiesz, że jakby coś się stało to możesz mi powiedzieć. - odrzekłem na co ten zmarszczył brwi.
- Wszystko u mnie dobrze i wiem o tym tato. Skąd te pytania? Coś się stało?
- Nie, nic się nie stało. - powiedziałem mało przekonująco - Idę posprzątać salon, przyjdź potem to obejrzymy jakiś film.
- Okej - odpowiedział i wrócił do dalszego pisania, a ja zacząłem sprzątać.
------------------
Oto rozdział pierwszy, był on dosyć słaby, ale myślę, że kolejne rozdziały będą już lepsze. Nie wiem ile się ich pojawi, ale będzie to raczej krótki fanfik. Dziękuję za przeczytanie💕
